Pod koniec 2009 r. w programie Piotra Pacewicza wyznałeś, że żyjesz z HIV. Z twarzą, z nazwiskiem. Nikt tego przed tobą w Polsce nie zrobił. „Przy okazji" powiedziałeś też, że jesteś gejem. Czy ten podwójny, gejowski i hivowy coming out miał jakieś reperkusje?Sama decyzja o występie miała dla mnie duże znaczenie. Wiązała się z procesem akceptacji życia z HIV. Nie chcę uciekać przed tym faktem, opowiedzenie o życiu z HIV stanowiło dla mnie pewnego rodzaju wyzwolenie. Było jednocześnie formą wsparcia innych zakażonych, żeby mniej bali się mówić o HIV.
Jako biznesmen, konsultowałem coming out z firmą PR i odradzano mi to. Mówiono, że szum medialny może zaszkodzić sprawie, o którą wciąż walczę, czyli o jedną z dwóch moich aptek w Warszawie, którą mi odebrano. Ta sprawa jest na razie przegrana i grozi mi bankructwo. Gdy protestowałem pod Ministerstwem Sprawiedliwości, jeden z gapiów rzeczywiście wymachiwał mi przed nosem „Pociągiem osobowym” Pacewicza z moim wywiadem, żeby podważyć moją wiarygodność.
Po coming oucie Krystian Legierski opowiadał mi też o dziewczynach, z którymi tańczyłem na imprezie u niego w klubie, że dzwoniły z pytaniem, czy mogły się ode mnie zakazić...
Kilka osób pogratulowało mi coming outu, ale w większości spotkało się to z obojętnością.
Miałem nadzieję, że rozpocznę szerszą dyskusję na temat osób żyjących z HIV i w ten sposób dodam swoją cegiełkę do budowy bardziej otwartego społeczeństwa, ale to chyba niezbyt się udało. To był głos wołającego na puszczy. Polska to nie jest kraj dla odważnych, raczej dla konformistów.
Ale ty masz odwagę i zacięcie społeczne. Na Paradach Równości jadą platformy twojej Superapteki.To nie jest skalkulowane na zysk, właściwie się nie opłaca. Nie interesuje mnie po prostu życie próżniacze, nie marzę o wakacjach na Karaibach. Ale też nie zależy mi na pomniku. Chcę czuć się szczęśliwy i spełniony. Takie działania nadają mojemu życiu sens.
Dzięki tobie osoby z HIV nie są już dla wielu anonimową, niewidzialną masą.Dotykamy tu wielkiego problemu funkcjonowania osób zakażonych HIV w społeczeństwie. Polska szczyci się pełną refundacją terapii, specjalną opieką nad osobami z HIV, ale paradoksalnie to pogłębia wykluczenie i w konsekwencji - niewidzialność. Jesteśmy jakby poza systemem. Mam wrażenie, że nie dlatego, że państwo chce o nas dbać, tylko dlatego, że się nas boi. Z medycznego punktu widzenia jest bez zarzutu, ale ze społecznego, psychologicznego - tragedia. Jesteśmy pozostawieni sami sobie, wystawieni na żer społecznej ignorancji.
Nigdy nie zapomnę dnia, w którym dowiedziałem się, że mam HIV. Skierowano mnie do jakiejś przychodni i cześć. Wyszedłem na ulicę, patrzyłem na ludzi i czułem się kompletnie wyalienowany. Na dodatek z wyrokiem. Nie wiedziałem, czy moja przyszłość jest liczona w latach, czy może tylko w miesiącach.
Szukałeś pomocy u innych zakażonych, w grupach wsparcia?Obawa przed stygmatyzacją wzięła górę. Nie miałem poczucia wspólnoty z innymi zakażonymi. Wtedy – a zakaziłem się około 15 lat temu - to były przede wszystkim osoby uzależnione od narkotyków. Czułem, że sam muszę sobie z tym poradzić. Nie chciałem być wyłącznie „tym z HIV". Strach przed etykietkami wyniosłem jeszcze z domu dziecka, w którym wychowywałem się przez pierwszych siedem lat życia. Jak już z niego wyszedłem, żadnym znajomym o tym doświadczeniu nie mówiłem z obawy przed uprzedzeniami. Poczucie inności towarzyszy mi zresztą od zawsze, również z powodu tego, że mój ojciec był Egipcjaninem, po nim mam nazwisko, No i jestem gejem.
Zostałeś adoptowany?Nie. Zabrała mnie z domu dziecka mama, gdy miałem 7 lat. Nigdy nie zrzekła się praw rodzicielskich a wcześniej nie była w stanie się mną zajmować. Przy tej okazji muszę powiedzieć, że nie zgadzam się z moim przyjacielem Jackiem Poniedziałkiem, który jest przeciw adopcji dzieci przez pary gejowskie albo lesbijskie. Wiele się przy tym mówi o „dobru dziecka" a ja mogę powiedzieć z własnego doświadczenia - bardzo, bardzo chciałem być adoptowany i było mi zupełnie obojętne, czy adoptuje mnie jedna ciocia - tak się mówiło na te panie - czy dwie ciocie. Czy może dwóch wujków. Wszystko było lepsze od domu dziecka. Pamiętam, że jak mieli przyjść potencjalni rodzice adopcyjni, to panie opiekunki myły nas lepiej, ładnie nas ubierały a my zaczynaliśmy walkę o zwrócenie na siebie uwagi tych ludzi... Na przykład o to, komu uda się usiąść na kolanach takiej cioci czy wujka. Koszmar.
Byłeś szczęśliwy, gdy ten okres się skończył?Tak, ale mama nadal nie była w stanie się mną zajmować. Miała schizofrenię i faceta-alkoholika. Zareagowałem na tę sytuację tak, że stałem się szkolnym prymusem - świadectwa z czerwonym paskiem, olimpiady. Do tego dochodził żarliwy katolicyzm, codziennie 20 minut modlitwy. Potem odkryłem, że jestem gejem i niedługo po inicjacji seksualnej zakochałem się w pięknym Hiszpanie. I w wieku 20 lat zaraziłem się HIV.
Nie używaliście prezerwatyw?Kupienie prezerwatywy byłoby dla mnie wtedy świadomym planowaniem grzechu, nie byłbym w stanie tego zrobić. No więc miałem seks analny bez prezerwatywy. Teraz oburzam się na to, co Kościół mówi o prezerwatywach. Zmiana zdania przez jedną osobę - papieża - mogłaby uratować wiele ludzkich żyć.
Dziś jestem daleki od katolicyzmu, szczególnie w polskim wydaniu. Coś, co miało przynieść ulgę i nadzieję, obróciło się przeciwko mnie. Bo jak można uprawiać gejowski seks i jednocześnie czuć się katolikiem? To jest dla mnie nie do pogodzenia.
Co skłoniło cię do zrobienia sobie testu?Była jakaś kampania społeczna w tym kierunku i poszedłem...
Jak wygląda dziś życie z HIV?To jest bardzo indywidualna sprawa. Niektórzy mogą przez długi czas od zakażenia nie przyjmować leków, u innych terapia zaczyna się bardzo szybko. Jeszcze inni odmawiają leczenia - mają prawo. Ja sam długo nie chciałem brać leków. Bałem się wejść w ten cały system i infrastrukturę stworzoną dla osób zakażonych. Kiedy w końcu się zdecydowałem po 2 latach, to nie od razu udało się dopasować leki, po których nie miałbym skutków ubocznych. Raz dostałem tak strasznej anemii, że nie byłem w stanie wstać, wylądowałem w szpitalu.
Teraz jestem królikiem doświadczalnym, sam się zgodziłem, by testowano na mnie nową terapię. Irytuje mnie mit, że HIV nie stanowi już zagrożenia, bo są odpowiednie leki i można długo żyć z wirusem. To jednak nie jest ten sam komfort życia. Żyje się krócej i z obciążeniem.
Jesteś pogodzony z wirusem? To jest nieustający proces. Wciąż marzę, że jutro znajdzie się lek. Kiedyś wierzyłem, że jak będę bardzo wierzył w Boga, to tak się właśnie szybko stanie…
Dziś balansuję pomiędzy marzeniami a rzeczywistością. Wiem teraz dobrze, że cierpienie wcale nie uszlachetnia. Cierpienie absolutne nie uszlachetnia! Denerwuje mnie stosunek Kościoła do eutanazji i brak możliwości przeprowadzenia jej w Polsce. Chciałbym mieć możliwość świadomego odejścia.
Jak HIV wpływa na wchodzenie w związki? Kiedy mówi się partnerowi?Nie umawiam się już na randki. To zbyt stresujące. Nigdy zresztą nie byłem ich entuzjastą. Poza tym teraz jestem zbyt skoncentrowany na moich zawodowych sprawach, nie ma we mnie gotowości na nowy związek. Mnie jest generalnie trudniej zbudować intymny świat, bo wychowałem się „w przechowalni".
Ujawnienie statusu HIV, choć przecież nieuniknione, jest problematyczne i zawsze to fatalnie wychodzi. Nie ma na to dobrego momentu. Jak powiesz od razu, to szanse na kontynuowanie znajomości maleją, bo to tak, jakbyś już na początku zakładał, że dojdzie do łóżkowej sytuacji. Jak powiesz po jakimś czasie, to pojawiają się pretensje. Pragnę akceptacji, ale nie za wszelką cenę, bo nie mogę przecież zaprzeczyć temu, kim jestem. Ludzie mnie pytają, czy człowiek z HIV może uprawiać seks. Przecież nie mam dżumy, chociaż oni pewnie też uprawiają. W każdym po zarażeniu nie zostałem impotentem. Wiadomo, że wszystkiego nie zrobimy, bo seks bez gumki oczywiście odpada. Każdy samodzielnie musi ocenić, jakiego rodzaju zachowania sprawiają, że czuje się bezpiecznie. Jeśli chodzi o seks oralny, to raczej bez wytrysku do buzi. Lepiej spanikować, niż potem żałować przez resztę życia ryzykownego zachowania.

Wywiad ukazał się w najnowszym numerze wydawanego przez KPH magazynu "Replika". Pismo dostępne jest za darmo w klubach gej&les na terenie całej polski oraz w prenumeracie.
Prenumerata (6 numerów) kosztuje tylko 48 zł. Co dwa miesiące otrzymasz "Replikę" prosto do domu. Wpłat na prenumeratę należy dokonywać na: Kampania Przeciw Homofobii, numer konta: 35 2130 0004 2001 0344 2274 0001, z dopiskiem: Replika - prenumerata (darowizna) oraz podaniem dokładnego adresu do przesyłania magazynu.
Redakcja portalu innastrona.pl dziękuje za udostępnienie materiału.
I niech mi nikt nie mówi o edukacji. Geje pewnie x razy częściej słyszą o słuszności zakładania prezerwatyw niż heteroseksualiści.
"Skuteczność prezerwatywy w zapobieganiu przenoszenia wirusa HIV podczas stosunków heteroseksualnych oceniana jest na 80-95%"
Jak znam życie dane są za sprawą koncernów naciągane na korzyść prezerwatywy.
A czy Ty masz jakieś źródła na poparcie swych tez?
Bzdura. Przestępstwo w rozumieniu tego paragrafu ma miejsce, jeśli nosiciel uprawia seks bez prezerwatywy (=bezpośrednie narażenie na utratę zdrowie). Jeśli stosuje gumki, które skutecznie chronią przed wirusem, to ani nie ma on obowiązku informować kogokowiek o swoim zakażeniu, ani nie ma też żadnego przestępstwa. Czy to jest moralne, czy nie, to już inna kwestia, którą każdy musi rozsądzić sobie sam. Przypuszczam, że większość zakażonych się nie zdradza z - uzasadnionej - obawy przed odrzuceniem, ale pewnie są i tacy, którzy swych partnerów informują.
Ręce mi opadają, jak czytam takie bzdury. Bladego pojęcia nie masz, jak i zresztą większość społeczeństwa, stąd taki strach przed HIV. A fakty są takie, że nie ma powodu, bo osoby zakażone rezygnowały z życia seksualnego. Po pierwsze gumka chroni praktycznie w 100% przed HIV (za to kiłą i innymi podobnymi rzeczami możesz się zarazić mimo gumy, o czym wielu nie wie; przyczyna jest taka, że HIV jest bardzo niestabilnym wirusem i wyjątkowo szybko ulega uszkodzeniu poza ciałem, jest więc mniej zaraźliwy niż drobnoustroje wywołujące kiłę). Po drugie nawet gdyby ta gumka pękła, ryzyko zakażenia jest znikome i wacha się w granicach ułamków procenta (w zależności kto komu co gdzie wsadza, mówiąc dobitnie; zwiększa się kilkakrotnie, jeśli masz już jakąś inną chorobę weneryczną). Nie każdy niezabezpieczony kontakt skutkuje więc automatycznie zakażeniem. Po trzecie po pęknieciu gumy jest jeszcze terapia postekspozycyjna (zapobiegawcza).
higashi:
Ilość wirusa w tej kropelce nasienia, która wydastaje się podczas oralu przed właściwym wytryskiem, jest tak niska, że niemożliwe jest zarażenie się, przynajmniej nauce takie przypadki nie są znane.
higashi:
Przez ślinę wirus się nie przenosi, również ze względu na zbyt niską jego obecność. Zdrowa błona śluzowa stanowi skuteczną barierę dla wirusa, więc jedyny przypadek, gdzie mogłoby dojść do zakażenia, to jeśli obie osoby mają rany w jamie ustnej. Ale i to wydaje mi się mało prawdopodobne, choć akurat nie znam konkretnych badań odnośnie tego wielce hipotetycznego przypadku.