Tekst Mariusza Kurca o strategiach polskich mediów na omijanie albo pomniejszanie kwestii homoseksualnej,
opublikowany na IS tydzień temu, to dobry pretekst, żeby pokazać w jaki sposób prezentowano tę tematykę w prasie międzywojennej, kiedy temat homoseksualizmu dopiero pojawiał się w sferze publicznej. Do tej pory cały ten ogromny materiał pozostaje właściwie nieznany, a jedynym tekstem wykorzystującym potencjał prasowy do badania podejścia wobec homoseksualności jest praca
Agaty Zawiszewskiej “Zostawić cała hańbę, lecz zwrócić się przeciw tyranii. Poglądy na temat homoseksualizmu w pierwszej połowie XX wieku w Polsce” zamieszczona w zbiorze “Kultura wobec odmienności”. Zawiszewska rekonstruuje podejście do “pederastii” w dyskursie medycznym początku wieku, a także prezentuje sposoby lewicowej inteligencji spod znaku Boya-Żeleńskiego i Krzywickiej na wprowadzanie tematu do przestrzeni publicznej i ataki prawicy, z którymi te próby się spotykały.
Kiedy jednak chcemy dowiedzieć się czegoś o zwykłym życiu i problemach ówczesnych gejów i lesbijek, lepiej niż “Wiadomości Literackie” nadają się do tego nastawione na sensacje gazety, gdzie zamieszczano relacje z procesów sądowych czy afer kryminalnych. Na szczęście duży rynek prasowy, a także spore różnice między tytułami, sprawiały że jest co wygrzebywać w rocznikach tytułów sprzed siedemdziesięciu czy osiemdziesięciu lat, które zakurzone spoczywają w bibliotekach. Dzięki nim możemy dowiedzieć się czegoś o perypetiach anonimowych osób. Każda notka otwiera pole do rozważenia jak osobom homoseksualnym żyło się w II RP.
Opisać tragedię, podać adresJedną z cech sensacyjnej prasy międzywojennej było nie tylko podawanie nazwisk, ale czasem także adresów opisywanych osób. Wówczas było to naruszenie prywatności, dziś to bezcenne informacje, które bez wątpienia przydadzą się ewentualnym badaczom i badaczkom. Tak jest w tragicznej historii miłosnej, którą w 1935 roku opisał “Głos Poranny”: “Dwaj przyjaciele, 21-letni Antoni Denus (ul. Lutomierska 108) i 20-letni Wacław Puchalski (ul. Wróbla 28), ślubowali sobie kiedyś, że będą żyć i umrą razem. Puchalski, od dawna nieuleczalnie chory, przed dwoma dniami targnął się na życie, wieszając się w mieszkaniu rodziców. Domownicy dostrzegli denata zbyt późno i odcięto już zwłoki. O śmierci przyjaciela dowiedział się pół godziny potem Denus. Natychmiast pobiegł do rodziny zmarłego, by obejrzeć po raz ostatni zwłoki przyjaciela. Rozpaczał bardzo, mimo że był w stanie nietrzeźwym. Temu też należy tłumaczyć, że rodzina zmarłego nie zwróciła uwagi na jego ostatnie słowa, w których przyrzekał zmarłemu przyjacielowi, że połączy się z nim. Po upływie godziny ktoś z domowników usłyszał jęki, dochodzące z ogólnej ubikacji. Pobiegł tam i ujrzał Denusa wiszącego na własnym krawacie. Odciął natychmiast denata, a dzięki szybkiej pomocy lekarskiej, udało się przewrażliwionego młodzieńca uratować i przywieźć w stanie niegroźnym do domu. Nie koniec jednak na tym. Oto w dniu wczorajszym Denus, który czuł się już zupełnie dobrze, wyszedł z domu na spacer. Po godzinie rodzice jego zostali zaalarmowani znów wiadomością o jego samobójstwie. Denus udał się za miasto i tam usiłował powiesić się w szopie. Znów na czas go odratowano. Tym razem jednak lekarz pogotowia Czerwonego Krzyża skonstatował stan dość ciężki i przewiózł samobójcę do szpitala w Radogoszczy. Wiadomość o powtórnym zamachu samobójczym Denusa, który nie może przeboleć śmierci przyjaciela, wywołała zrozumiałą sensację w mieście”.
Najsłynniejsza zapomniana sprawa
Bez wątpienia jedną z najbardziej tajemniczych, ale też fascynujących spraw międzywojnia był proces lekarki
Zofii Sadowskiej z lat 1923-24, który przekształcił się w oskarżenie o “praktyki lesbijskie i skłanianie do nich swych pacjentek”. Od zapomnienia uchroniła tę historię Irena Krzywicka opisując to co zapamiętała na temat wydarzeń w autobiografii “Wyznania gorszycielki”. Dzięki jej wskazówkom udało się odtworzyć prawdopodobny przebieg procesu, pisałem o tym w
“Homobiografiach”, wątek pojawił się też w
“HomoWarszawie”. Ówczesna prasa bardzo skrupulatnie relacjonowała całą historię, dbając aby odpowiednio ją podkoloryzować, co czasami dawało wręcz kuriozalne efekty. Tak było np. w przypadku “Ilustrowanego Kuriera Codziennego”, który w 1923 roku donosił: “Akta w sprawie dochodzenia policyjnego przeciw dr Zofii Sadowskiej, w której apartamentach odbywały się schadzki kobiet najlepszego towarzystwa celem oddawania się miłości lesbijskiej, zostały zwrócone przez prokuratorię policji do uzupełnienia i do ściągnięcia zeznań jeszcze kilku świadków. Śledztwo jest jednak bardzo utrudnione, gdyż ofiary dr Sadowskiej wszelkimi sposobami uchylają się od zeznań, gdyż chcą uniknąć kompromitacji publicznej. Dr Sadowska wystąpiła przeciw 'Ekspresowi Porannemu' na drogę sądową za zbyt szczegółowe opisy orgii”.
Szajka z Barbelą i SodowiarkąProces Sadowskiej każe postawić pytanie czy rzeczywiście Polska była krajem, gdzie nie karano gejów i lesbijek, szczególnie w kontekście tego jak wyglądał aspekt prawny przed 1932 rokiem, kiedy ujednolicony kodeks karny zniósł penalizację homoseksualizmu. Liczne notki prasowe świadczą, że pod tym względem nie zawsze było “różowo”. W 1924 roku “Ilustrowany Kurier Codzienny” donosił: “Wczoraj aresztowała policja we Lwowie Jana Kowalskiego, profesora gimnazjum z Warszawy, pod zarzutem homoseksualizmu”. Jednak najwięcej pola do interpretacji daje niesamowity opis wykrycia pewnej “szajki” zamieszczony także w słynnym “IKC-u” w 1927 roku. Niezwykła jest nie tylko sama, zupełnie dziś i nieznana i zapomniana sprawa, ale także podawane dane na temat homoseksualistów zamieszkujących stolicę oraz słownictwo użyte do scharakteryzowania tej grupy: “Przed kilkoma tygodniami wywiadowcy lotnej brygady warszawskiego urzędu śledczego zauważyli nienormalne zachowanie niektórych przechodniów w okolicach dworca głównego, Placu Napoleona itd. Zauważono, iż robiący znajomość na ulicy z nimi mężczyźni udawali się razem z nimi do lokali, które podejrzewano, iż są domami schadzek. Po bliższym zbadaniu okazało się, że do tych lokali nie wchodziły kobiety, lecz sami mężczyźni. Innym razem udawano się do hoteli, do kąpieli itp. [...]. W wyniku dochodzeń ustalono, że czynnymi amatorami homoseksualizmu, czyli tzw. w ich języku “ciotami”, byli Stanisław Ż., bez stałego miejsca zamieszkania i Ludwik M., zamieszkały przy ul. Jagiellońskiej 19. Do czynności ich należało zawieranie znajomości z odpowiednimi egzemplarzami o charakterze pasywnym. Zwolennicy, których Warszawa liczy podobno 150, stanowią jakby klub towarzyski, którego jednostki rekrutują się spośród sfer i zawodów najróżniejszych. O tajnych schadzkach świadczy to, że w swoim czasie w jednym z lokali przy ul. Kruczej odbył się bal, w którym uczestniczyło 80 mężczyzn, z których połowa była przebrana za kobiety. [...] Aresztowani zostali (pseudonimy): “Dziewczę z karuzeli”, “Barbela”, “Podkasana”, “Przytułek dla biednej inteligencji”, “Pani Kuglarska”, “Blady Piotruś”, “Piotruś szantażysta”, “Sodowiarka”, “Salcia”, “Koci łeb” oraz “Nina”. Osadzeni w areszcie zachowują jak najlepszy humor, tańczą i śpiewają, karminują usta, czernią rzęsy i brwi i przeglądają się w lusterkach. Zatrzymano nadto 8 gości, wśród których znajduje się kupiec, student, przemysłowiec, artysta itp. Członkowie zbrodniczej szajki zwyrodnialców jako znak trzymali duży palec w klapie marynarki lub paltota. Przy kilku z nich znaleziono listy miłosne”.
Korzystałem z książki Marka S. Foga “Absurdy Polski międzywojennej” i tekstu “Denus chce koniecznie umrzeć” z “Okay” (nr 3/1990).
autorze, w tym zadaniu sam odpowiadasz na swoje pytanie: skoro dopiero w 1932 roku zniesiono karanie homoseksualizmu, to przed tym rokiem homoseksualizm był karany....
hyh...
http://www.liberte.pl/prawo/487-status-publicznych-zacho(...)cze.html
http://wydawnictwo.fronda.pl/arch/25-26/030.htm
Miłej zabawy! ;)
Heh, nie wiem gdzie ten przepis jest stosowany, ale na pewno nie w Polsce. "nieobyczajność" odnosi się zarówno do homo i heteryków. To zależy od interpretacji przepisu, a ty go interpretujesz przedwojennie. Jakoś nie spotkałem się w Polsce, by jakiś gej miał sprawę w sądzie za publiczne całowanie. Musieliby chyba ukarać grzywną całą EuroPride, która ruszy w Warszawie.
Wielokrotnie byłem "nieobyczajny" również w obecności policjantów. Jakoś nikt mnie nie "pouczył" o tym wykroczeniu.
Heh, nie wiem gdzie ten przepis jest stosowany, ale na pewno nie w Polsce. "nieobyczajność" odnosi się zarówno do homo i heteryków. To zależy od interpretacji przepisu, a ty go interpretujesz przedwojennie. Jakoś nie spotkałem się w Polsce, by jakiś gej miał sprawę w sądzie za publiczne całowanie. Musieliby chyba ukarać grzywną całą EuroPride, która ruszy w Warszawie.
Wielokrotnie byłem "nieobyczajny" również w obecności policjantów. Jakoś nikt mnie nie "pouczył" o tym wykroczeniu.