Festiwal włoskiej piosenki w San Remo jest narodową instytucją jak - nie przymierzając - kilka festiwali w Opolu na raz. Jak wiadomo, każdy Włoch jest operowym tenorem, więc już od 1951 roku San Remo ma gwarantowaną wielomilionową publiczność. Festiwal jest też instytucją na wskroś włoską, więc rokrocznie obfituje w plotki, skandale i afery. Tak było i tym razem.
Festiwal włoskiej piosenki w San Remo jest narodową instytucją jak - nie przymierzając - kilka festiwali w Opolu na raz. Jak wiadomo, każdy Włoch jest operowym tenorem, więc już od 1951 roku San Remo ma gwarantowaną wielomilionową publiczność. Festiwal jest też instytucją na wskroś włoską, więc rokrocznie obfituje w plotki, skandale i afery. Tak było i tym razem.
Już pierwszego wieczoru wystąpił znany aktor komediowy, laureat Oscara Roberto Benigni, znany rówież z tego że mówi zawsze to co myśli i nie troszczy się o konwenanse. Wiedząc o tym, szefostwo włoskiej telewizji publicznej RAI zabroniło aktorowi jakichkolwiek wtrętów i treści politycznych, ale artysta całkowicie to zlekceważył. Najpierw wezwał prawicowego premiera Berlusconiego by wynosił się z Bella Italia, potem zaś, ku przerażeniu wyfrakowanych prominentów wygłosił pean na cześć miłości we wszystkich jej objawach, potępił homofobów, którzy "wysyłaliby gejów do obozów i palili w piecach", na koniec wreszcie przeczytał słynny list pożegnalny, jaki po skazaniu na karę ciężkich robót Oscar Wilde napisał do swego młodego kochanka.
Nie koniec na tym. Na estradzie pojawił się bowiem Povia, popularny piosenkarz, który wygrał Festiwal w San Remo w 2006 roku i zaśpiewał piosenkę "Luca era gay" (Luca był gejem). Mowa jest w niej o nieszczęśliwym młodym geju imieniem Luca, który po miłosnej nocy spędzonej z kobietą staje się heterykiem. Sam pomysł jest (trzeba przyznać) dość zabawny, ale nie wszystkim się spodobał. Wśród publiczności zapanowało wzburzenie, podniosły się głosy protestu, jedni gwizdali, inni krzyczeli "precz z pedałami". Traf chciał, że na widowni obecny był były przewodniczący włoskiego stowarzyszenia gejów Arcigay Franco Grillini, który wygłosił płomienny statement w stylu "każda miłość, także homoseksualna zasługuje na szacunek" i że właśnie otrzymał SMSa od pewnego geja, który od trzydziestu lat żyje w szczęśliwym związku i wcale nie czuje się perwersem. "Povia nas obraził!" - lamentował Grillini.
Arcigay, którego znaczenia i wpływy tak się mają do (powiedzmy) KPH jak San Remo do Opola, także wydał komunikat, w którym oświadcza, że piosenka "Luca era gay" jest homofobiczna, piosenkarz Povia jest homofobem, Rai jest przesiąknięte homofobią a jej szefowie to arcykapłani homofobii, bo przecież zgodzili się na homofobiczną piosenkę.
W dzienniku La Repubblica, krytyk Gino Castaldo napisał, że piosenka "nie nazywa homoseksualizmu chorobą. Jednak fakt, że tytułowy Luca po spełnieniu aktu seksualnego z kobietą staje sią heterykiem sugeruje, że heteroseksualizm jest jedyną właściwą orientacją. Z czego wynika, że homoseksualizm jest drogą fałszywą, bo Povia śpiewa, że dopiero jako heteryk Luca staje się prawdziwym mężczyzną...." - i tak dalej.
Sam Povia, przyjął awanturę z oburzeniem. Oświadczył, że gejowscy działacze wszędzie węszą wrogów, w tak w ogóle nikogo nie reprezentują. Skąd my to znamy?
(jm)
Ja nieśmiało zwracam uwagę, że dopóki będziemy mieć taką kalkę w naszych umysłach, dopóty nigdy nie zrozumiemy własnej wielkości. Prawda jest bowiem zupełnie inna, a dostrzec ja moga ci, którzy nie byli na tzw. Zachodzie dwa tygodnie na wakacjach, ale pożyli tam sobie dłużej. Oni w niczym nie różnią sie od nas, tak samo jak my są nierobami, w takim samym stopniu jak my sa egoistami i myślą tylko o swoich czterech literach.
Chcesz mieć świetnie funkcjonujące i wpływowe organizacje LGBT? To rusz swoją niewyżytą **** nie do darkroomu ale osobiście zacznij działać. Każdy narzekający jest osobiście odpowiedzialny za bylejakość tego kraju. Znacznie bardziej cenię sobie tych co robią cokolwiek w KPH lub Lambdzie niż skwaszonych egoistów narzekających na wszystko.
wszystkiemu winne GG ktore reaguje na oboje :)
A swoją drogą, moja miłość do Benigniego wciąż rośnie :-)
Zabawny ("trzeba przyznać") pomysł, to może być, gdy nie jest kpiną. Gdy wszyscy mogą się pośmiać. To całkiem jak z "pedałem". Może za 20 lat nie będziemy mieć nic przeciwko temu określeniu. Ale nie teraz! Teraz zmieniamy mentalność, zmieniamy prawo, zmieniamy siebie i innych ludzi! Teraz nie możemy siedzieć, zachłystywać się osiągnięciami pięknych krajów ("festiwal włoskiej piosenki - kilka festiwali w Opolu na raz") i drwić z (celowej) nadwrażliwości ludzi, którzy chcą coś zmienić.
Link do drugiej części wystąpienia Benigniego: http://www.youtube.com/watch?v=eihZ7icxTVo