Doczekaliśmy czasów, kiedy polska wytwórnia płytowa wypuszcza na rynek wydawnictwo z gejem w tytule i jedzie ze swoim standem na Paradzie Równości. Rzecz wywołała ferment zewsząd, dobitnie świadcząc o stanie mentalnym wszystkich zainteresowanych, niezainteresowanych zresztą również.
Przede wszystkim podniósł się krzyk o komercję, jakby komercja na poziomie była przywarą. Zaraz potem - że kto to dzieli muzykę na pedalską...
- Marcin Pietras -
Doczekaliśmy czasów, kiedy polska wytwórnia płytowa wypuszcza na rynek wydawnictwo z gejem w tytule i jedzie ze swoim standem na Paradzie Równości. Rzecz wywołała ferment zewsząd, dobitnie świadcząc o stanie mentalnym wszystkich zainteresowanych, niezainteresowanych zresztą również.
Przede wszystkim podniósł się krzyk o komercję, jakby komercja na poziomie była przywarą. Zaraz potem - że kto to dzieli muzykę na pedalską. Na forach - tradycyjnie - zawrzało, że za chwilę ktoś wyda składankę dla zoofili. Przyznać trzeba, że autorka zamieszania zbytnio tej sprawy nie ułatwiła, początkowo przyznając, że dwupłytowe wydawnictwo powstało pod wpływem refleksji 'jak silne w Polsce jest środowisko gejowskie i jak silna jest dezaprobata i nietolerancja dla niego', by następnie opatrzyć je jednak odezwą i przesłaniem ogólnoludzkim. W wywiadzie dla Ayora i IS mówi już o kondycji rodzaju męskiego jako takiego oraz że jest to muzyka dla wszystkich, a tytuł humorystyczny. Yeah, whatever.
Wyprostujmy więc wszystko po kolei:
W skali globalnej (a co najmniej europejskiej) składanki dla gejów ukazują się z regularnością co do parady - vide siedem czy osiem płyt z cyklu 'Gay Happening' czy inne. I szczerze mówiąc są to z reguły wydawnictwa jak najgorzej świadczące o kulturalnych upodobaniach homoseksualistów, podobnie zresztą, jak skierowane do nich harlequiny, filmy sensacyjne czy seriale fantasy. Tracklista podobnych płyt nie wykracza bowiem zwykle poza poziom La Bouche, dj'a Bobo, setnej przeróbki ABBY, 'It's Raining Men' czy kolejnej reaktywacji nieśmiertelnej chyba Glorii Gaynor. Wszystko na poziomie łupu-cupu, jakie rozbrzmiewa chyba tylko (cóż za przypadek!) na parkietach Babylonu z kultowego 'Queer As Folk' (choć akurat ten serial hołduje różnorodności muzycznej).
Na tym tle Kayax prezentuje się na poziomie artystycznego arcydzieła, przypominającego, że geje słyną nie tylko z brokatu i kiczu, ale także z wysublimowanego i trendsetterskiego gustu. Tylko że w ten sposób odcina się od typowych produkcji opatrywanych metką 'gejowski', czyli często po prostu kampowy.
Rzecz druga: komercja to, czy nie - obliczona na to, czy na tamto. Oh, darling, who cares? Trudno się spodziewać, by wydawca wprowadzał na rynek produkt, którego szans powodzenia sam nie widzi. Kayaxowi udało się już tyle rzeczy pozornie niechwytliwych, skazanych na niszę, że wypuszczenie składanki o kontrowersyjnym tytule przestaje wyglądać na zwykłą kalkulację.
Owszem, doklejanie etykietki z deklaracją trąci koniunkturalizmem, ale przecież trudno się jednak spodziewać, że ktoś kupi składankę muzyczną z takich samych pobudek, dla których przychodzi na demonstrację obywatelskiego nieposłuszeństwa. W końcu autor ma prawo opatrzyć swoje dzieło każdym komentarzem, który przyjdzie mu do głowy. A że przyniesie mu to w oczach publiki więcej obciachu niż uznania? Cóż, niejeden artysta nie powinien w ogóle nosić miana artysty, a nosi. A wynurzenia Kayah na okładce płyty nabierają jednak zupełnie sensownego wymiaru w obliczu podejrzeń internautów, że ludzie będą się wstydzili kupić płytę z takim tytułem, bo jeszcze 'ktoś będzie na nich dziwnie patrzeć'.
Tymczasem jeśli już mówić o samobóju ze strony wydawcy, to dlatego, że wywołując szum medialny, który wcale nie musi pozytywnie odbić się na wynikach sprzedaży, odwracają przy okazji uwagę od zawartości całkiem niezłej płyty, której wielu pewnie nawet nie posłucha. A szkoda...
"Music for Boys and Gays" to właściwie dwie różne płyty, finezyjnie, i zupełnie nie z kolejnym oczkiem pod adresem gejowskiej publiczności zatytułowane 'Active' i 'Passive' :). Każda z nich reprezentuje odmienną bajkę.
Taneczny "Active" to kilkudziesięciominutowy set dj'a Tenessee, firmującego muzyczny profil Utopii, a którego usłyszeć można też gościnnie choćby w Platinium, Piekarni czy sopockim Sixty9. Z jego doświadczeniem, dorobkiem i zręcznością krążek siłą rzeczy nie odstaje od podobnych wydawnictw zachodnich, choćby spod znaku deHouse. I dobrze się stało, że wreszcie na masowy rynek trafia tak rzetelna produkcja z gatunku, który wiele krajowych, gejowskich knajp niestety omija szerokim łukiem, bazując na standardowych hitach ostatnich miesięcy, że o disco polo nie wspomnimy.
'Active' a la Kayax to ciekawy dobór utworów, stanowiący przegląd nie zawsze najświeższych, ale w każdym przypadku interesujących wykonawców (brawa za niemieckie 2RaumWohnung!). Paradoksalnie najsłabiej wypada otwierająca tę płytę Madonna. Jeśli zdobycie zgody na umieszczenie "Sorry" na składance faktycznie wymagało takiego zachodu, to poza wymiarem promocyjnym był to trud daremny: remiks nie różni się niemal od oklepanej wersji oryginalnej (o ile to w ogóle jest remiks), a co gorsza wyraźnie odstaje stylistycznie od całości płyty, stwarza wrażenie doklejonego na siłę, w dodatku niechlujnie. Na szczęście poziom Moloko i całej reszty szybko każe zapomnieć o wpadce, a przy kolejnym przesłuchaniu wystarczy rozpocząć od drugiego kawałka :)
Z krążkiem "Passive" problem wygląda nieco inaczej. Zestaw doskonałych skądinąd utworów znamienitych twórców znów sprawia wrażenie nieco niespójnego. Zupełnie na boku pozostawmy kwestię, dlaczego akurat takie kompozycje i takich wykonawców, bo większość z nich faktycznie warto przypomnieć, a autorka wyraźnie sygnalizuje kryteria doboru w załączonym elaboracie. Trzeba jednak kilku przesłuchań, by przywyknąć do stylistycznego zetknięcia efemerycznej Kylie z intensywną Björk. Bez końca za to można zasłuchiwać się w środkowym bloku wykonań koncertowych w sekwencji: Kayah - Alison Moyet (cudowne, niebanalne wykonanie presleyowskich Love Letters!) - Jimmy Scott. Dopiero te kilkanaście minut trąci świeżą, szeleszczącą pościelą, a kolejne utwory tylko podtrzymują ten nastrój, wśród którego nawet melancholijne Leben... I Feel You wydaje się w pierwszej chwili zbyt taneczne.
Oczywiście na składance nie mogło zabraknąć reprezentantów własnej stajni, ale Kayah dysponuje coraz bardziej imponującym zestawem wykonawców, którego nie ma się co wstydzić. W blok housowy doskonale wpasowuje się Novika, Mosquitoo oraz Tatiana Okupnik w dużo lżejszej acz nie mniej poruszającej wersji swojego ostatniego singla, Find Your Way. Z kolei na pasywnie zaprezentowali się Smolik i Maria Peszek, w pełni potwierdzając światowy poziom swoich produkcji.
Koniec końców "Music for the Boys and Gays" należy uznać za niebanalną propozycję składankową, stawiającą obok siebie nastrojową i taneczną muzykę na najwyższym poziomie. Że obie płyty nie przystają zbytnio do siebie? Nie do końca. Zresztą dostajemy je za przystępną, polską cenę, która amatorom jednej bądź drugiej stylistyki pozwoli przekonać się do nowych dla siebie brzmień. Szerszej publiczności może zaś przypomnieć (względnie uświadomić), że gusta gejowskie wychodzą daleko poza trashowate Erasure i Cher, przegiętego Eltona Johna czy babskiego George'a Michaela. Bo chociaż oburzają się obie strony, to nie czarujmy się: po obu funkcjonują doskonale ugruntowane StereoTypy na temat pedalskiej muzy.
Cieszy, że Kayah idzie pod prąd także w tym względzie.
Music for Boys and Gays
Kayaxcom, 2007
26 maja w Utopii odbędzie się impreza DJ'a Tenesee, firmująca wejście płyty na rynek.
tak dla rozrywki kilka argumentów, z całkiem zacnych stron:
"sesja na potrzeby tego wydawnictwa odbyła się 9 grudnia w studiu przy Times Square" (wp.pl)
-------------------------------
"została uruchomiona strona internetowa, rozszerzyliśmy naszą ofertę o nowe, ciekawe wydawnictwa" (helion.pl)
-------------------------------
"niemal równocześnie ukazały się dwa ciekawe wydawnictwa poświęcone fotografii" (fototapeta.art.pl)
-------------------------------
"te z nas, które padły ofiarą torebkowej pasji, mogą sięgnąć po ciekawe wydawnictwa prezentujące historie damskiej torebki" (moda.gazeta.pl)
-------------------------------
"nowe, nietypowe wydawnictwo zespołu Pustki" (merlin.pl)
-------------------------------
"specjalne wydawnictwo poświęcone uchodźcom. Piękna muzyka neo-folk" (beastofprey.com)
-------------------------------
"na to nietypowe wydawnictwo składają się dwa oddzielne tomy" (komiks.gildia.pl)
-------------------------------
"to nietypowe wydawnictwo, trafi do sklepów 7 sierpnia" (empik.com)
-------------------------------
"to bardzo nietypowe wydawnictwo, składające się z dwóch części" (rockmetal.pl)
-------------------------------
"liczne wydawnictwa o Olsztynie, albumy, książki, płyty multimedialne i muzyczne" (panorama-miast.com.pl)
-------------------------------
"liczne wydawnictwa drugoobiegowe, które dokonywały przedruków z książek" (archiwum paryskiej "Kultury" na kultura.onet.pl)
-------------------------------
"Walter de Gruyter Verlag wydaje rocznie ponad 250 nowych tytułów, ponad 60 czasopism oraz liczne wydawnictwa multimedialne" (umcs.lublin.pl)
-------------------------------
"liczne wydawnictwa propagandowe znajdujące się w zasobie bibliotecznym AP Katowice" (katowice.ap.gov.pl)
-------------------------------
"utwór 'Famine Ghost' pochodzący z tego wydawnictwa możecie ściągnąć w postaci pliku MP3" (activerock.pl)
-------------------------------
"najnowsze wydawnictwo Filharmonii Narodowej: pierwsza gruntowna publikacja dotycząca stuletniej historii Filharmonii" (filharmonia.pl)
-------------------------------
"ich najnowsze wydawnictwo to singiel "What has inspired us?" dla Commitment Records" (independent.pl)
-------------------------------
"najnowsze wydawnictwo Requiem powinno przypaść do gustu wszystkim fanom leniwej muzyki" (requiem.serpent.pl)
-------------------------------
"olsztyński oddział Polskiego Towarzystwa Czytelniczego promował w Starym Ratuszu swoje najnowsze wydawnictwo - tomik wierszy Alicji Bykowskiej-Salczyńskiej"
-------------------------------
"jest już najnowsze wydawnictwo najsłynniejszej irlandzkiej grupy U2" (eska.pl)
-------------------------------
"podczas koncertu publiczności zostanie zaprezentowane najnowsze wydawnictwo dotyczące twórczości Jana Kiepury - tzw. trójpak: płyta CD, płyta DVD oraz książka" (rmfclassic.pl)
-------------------------------
"światło dzienne ujrzy najnowsze wydawnictwo jednego z najbardziej rozpoznawalnych raperów na świecie" (radiorewers.pl)
-------------------------------
"w zaledwie rok po tym wydawnictwie pod tym samym szyldem ukazuje się druga płyta artysty" (fluid na muzyka.one.pl)
jak widać, jako człowiek ciągle się uczę.
pozwolę sobie jednak wyrazić swoje zupełnie prywatne zdanie, że określenie 'wytwór' jest w tym kontekście równie niezręczny, i wcale nie bardziej poprawny. 'wytworem' - jeśli już - nazwać można pojedynczą piosenkę, a ten produkt jest cudzych wytworów 'kompilacją'.
'nowe wydanie' w odniesieniu do omawianej płyty także nie wchodzi w rachubę, z tej racji, że jest to wydanie premierowe (abstrahując od faktu, że sformułowanie 'wydanie' w moich uszach do publikacji muzycznych w ogóle nie przystaje).
jak widać problem jest poważny. przemyślę sprawę dogłębnie i postaram staranniej przygotować się językowo do kolejnego tekstu na temat składanek muzycznych.
Btw. nie wiedziałem nawet że istnieje muzyka gejowska...