Cameron wybiera się na tęczowe wesele
Premier Wielkiej Brytanii, David Cameron, powiedział w rozmowie z "Daily Mail", że jest dumny ze swojej roli w legalizacji małżeństw jednopłciowych. Premier nie był jeszcze na żadnym tęczowym weselu, ale przyznał, że dostaje mnóstwo zaproszeń i na pewno z któregoś skorzysta.
Na Wyspach coraz goręcej. Obawiający się rosnącej w siłę Partii Niepodległości Zjednoczonego Królestwa (UKIP), jak i eurosceptyków we własnej Partii Konserwatywnej, Cameron zapowiedział w niedzielę, że jeżeli Torysi wygrają majowe wybory parlamentarne to istnieje możliwość przyspieszenia zapowiadanego na 2017 rok referendum ws. członkostwa kraju w Unii Europejskiej.
Brytyjskie media donoszą też, że niektórzy konserwatyści obwiniają Camerona za forsowanie równości małżeńskiej, przez którą poparcie dla partii mogło spaść. Premier Wielkiej Brytanii nie daje jednak tego po sobie poznać w wywiadach.
W rozmowie z "Daily Mail" Cameron przyznał, że jest dumny ze swojej roli w legalizacji małżeństw jednopłciowych na Wyspach. "Mnóstwo ludzi zaprasza mnie i wysyła do mnie urocze listy z podziękowaniami, że gdyby nie ja, nie mogliby poślubić ukochanej osoby. Nie byłem jeszcze na żadnym ślubie, ale z pewnością się wybiorę" - cytuje premiera gazeta. "Nie jestem libertarianinem. Wierzę w rodzinę i małżeństwo. Nie widzę powodu, by geje i lesbijki, którzy się kochają nie mogli wstępować w związki małżeńskie" - dodał Cameron.
"Konserwatyści wierzą w więzy, które nas łączą, w społeczeństwo, które jest silniejsze, gdy składamy sobie śluby i wspieramy się nawzajem. W związku z tym nie popieram małżeństw jednopłciowych pomimo bycia konserwatystą, popieram je bo jestem konserwatystą" - mówił David Cameron w 2011 roku.
(red)