Rzecznik dyscyplinarny Uniwersytetu Śląskiego pozywa Ordo Iuris. To kontynuacja sprawy z prof. Budzyńską, która na zajęciach mówiła studentom i studentkom, że antykoncepcja równa się aborcji, a na temat osób LGBT wypowiadała się powielając stereotypy. Sąd prawomocnie wykazał, że UŚ nie dopuścił się fabrykowania dowód. Teraz Rzecznik domaga się przeprosin od fundamentalistycznej organizacji.
Po tym jak
studenci i studentki Uniwersytetu Śląskiego złożyli skargę na profesorkę Ewę Budzyńską, rozpoczął się maraton oskarżeń o fabrykowanie dowodów i przesłuchania młodzieży pod czujnym okiem Ordo Iuris.
Dla przypomnienia:
wykładowczyni na swoich zajęciach porównywała antykoncepcję do aborcji, a o osobach LGBT wyrażała się stereotypami, podpierając swoje stanowisko katolickimi stronami.
Studenci i studentki zgłaszali, że przesłuchania przez policję w tej sprawie ciągnęły się bardzo długo, ich terminy zostały zmienianie, a jeśli do nich doszło zostawały nagrywane i świadkiem każdego była osoba z Ordo Iuris.
"Nie sądziłem, że to, co napisaliśmy o tych zajęciach, skończy się w ten sposób.
Mamy sesję. Moje przesłuchanie wypada między jednym a drugim egzaminem. Jesteśmy na III roku, musimy pisać prace licencjackie. Strach i stres związany z tym, co się dzieje, naprawdę nie pozwala się skupić na nauce" - komentował dla Gazety Wyborczej jeden ze studentów.
Obrońcy prof. Budzyńskiej sprawę przegrali. Sąd nie dopatrzył się fabrykowania dowód, ani przewinień ze strony Uniwersytetu Śląskiego. Wyrok jest prawomocny.
"Rzecznik dyscyplinarny uniwersytetu, prof. Popiołek, pozywa Ordo Iuris, zarzucając im naruszenie dóbr osobistych. Fundacja wielokrotnie zarzucała mu bowiem na swoich kanałach brak bezstronności w prowadzeniu postępowania i tendencyjność. Nie przedstawiono jednak żadnych dowodów" - wskazuje Grupa Stonewall.
Rzecznik domaga się przeprosin oraz wpłaty 50 tys. złotych na Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy.(kb)