Konrad Smuniewski zostanie skreślony z listy studentów?
Konrad Smuniewski stanie 18 listopada przed komisją dyscyplinarną Uniwersytetu Warszawskiego i grozi mu wydalenie z uczelni. Powód? Skandaliczne wypowiedzi o osobach LGBTQ podczas kwietniowej demonstracji przed bramą UW, o czym pisaliśmy. Smuniewski, mimo że uważa sytuację za "niebywały skandal", nie przejmuje się zbytnio: "Wydalenie mnie spowoduje niewielkie szkody w moim życiu. Przede wszystkim dlatego, że studia w tych czasach się 'wychodzi' - tak, na większość kierunków humanistycznych wystarczy przychodzić, nie trzeba zakuwać".
Jakiś czas temu
pisaliśmy o
Konradzie Smuniewskim,
studencie Studium Europy Wschodniej na Uniwersytecie Warszawskim, aktywnym członku Ruchu Narodowego i kandydacie Konfederacji do Sejmu w ostatnich wyborach, wobec którego do prorektorki prof. Jolanty Choińskiej złożony został wniosek o usunięcie go z listy studentów. Teraz pojawiła się informacja, że Smuniewski stanie przed komisją dyscyplinarną UW.
Powodem są skandaliczne wypowiedzi Smuniewskiego na temat osób LGBTQ, które wygłosił podczas demonstracji przed bramą UW na początku kwietnia tego roku. Miały wtedy miejsce dwie demonstracje - jedna, w której on uczestniczył, pod hasłem "UW wolne od marksizmu" i druga "Tu się uczy, nie hejluje". Smuniewski przemawiał do zebranych: "Albo oni nas usuną, albo my ich usuniemy. I o to będziemy walczyć. To są jakieś jaja, co robią. Nauką nazywają jakieś cwelostwo, które przepychają na uniwersytetach na całym świecie. Nie będę mówić, gdzie oni sobie grzebią i nazywają to nauką". Jego słowom towarzyszyły okrzyki obecnych: "Śmierć wrogom ojczyzny".
Smuniewski wołał wtedy: "Powinniśmy robić to samo co oni – promować siebie na uniwersytetach. Ściągać na doktoraty, bo zaczną robić to co w Anglii, gdzie pedalstwo jest uczone. (...) Nie będzie takich rzeczy w Polsce. Dlatego, że my rośniemy w siłę, a wy macie HIV-a".
Działacz Ruchu Narodowego napisał długi post na Facebooku, gdzie komentuje zarzuty mu stawiane, stwierdzając, że cała sytuacja jest "niebywałym skandalem". Na początku uznał, że jeśli zostanie wydalony z uczelni, to fakt ten "spowoduje niewielkie szkody" w jego życiu: "Przede wszystkim dlatego, że studia w tych czasach się 'wychodzi' - tak, na większość kierunków humanistycznych wystarczy przychodzić, nie trzeba zakuwać. Pisać i badać mogę bez potwierdzenia wykształcenia w danej dziedzinie. Sam dokument uważam jedynie za świstek papieru, który jest mi potrzebny do 'zdobycia dr' przed nazwiskiem".
Dalej przywołując demonstrację, podczas której padły obraźliwe słowa, pisał: "Samo przemówienie miało charakter wiecowy, więc chyba nikt się nie spodziewał wystąpienia naukowego(?). Wyrażałem tam swoje poglądy na temat lewicy i ich taktyki na uniwersytetach na świecie. Raz odniosłem się bezpośrednio do działaczy kolejnej generacji folksfrontu".
Smuniewski pisał: "Doczepiono się tego, że wraz z tłumem skandowałem 'Śmierć Wrogom Ojczyzny'. Tak, zgadzam się z tym hasłem i całe życie będę dumny z niego, ponieważ rzucili je Bohaterowie konspiracji antykomunistycznej".
Cały wpis skrajnie prawicowego działacza możecie przeczytać poniżej:
Konrad Smuniewski stanie przed komisją dyscyplinarną Uniwersytetu Warszawskiego 18 listopada. Przypomnijmy, że już raz wcześniej znalazł się w podobnej sytuacji - w 2014 roku. Wtedy jednak sam zrezygnował z dalszych studiów.
(ab)
Boże, jak nisko upadł etos naukowca w dniu dzisiejszym... : <