W USA przeprowadzono sondaż, w którym pytano badanych o potencjalne wersje Jamesa Bonda w kolejnych filmach o agencie 007. Najmniej głosów przeciwko zebrał czarnoskóry bohater, a najwięcej przeciwników miał... homoseksualny Bond. Słabo wypadła też jego żeńska wersja. Morning Consult przeanalizowało też jak głosowały poszczególne grupy społeczne.
"The Hollywood Reporter" wraz z firmą Morning Consult zorganizowali sondaż wśród 2000 obywateli i obywatelek USA dotyczący różnych wariacji potencjalnych zmian, które mogłyby zajść w przedstawianiu Jamesa Bonda w filmach. Która wersja cieszy się najmniejszą popularnością?
52% badanych osób odpowiedziało, że zdecydowanie nie popiera przedstawienia Bonda jako geja. 28% było za, a 20% zaznaczyło opcję "nie wiem/nie mam zdania". Z pięciu różnych potencjalnych wersji bohatera, Bondowi-gejowi poszło najgorzej.
Odwrotnie głosy prezentują się przy pytaniu o czarnoskórego agenta - 52% badanych osób jest za, 29% przeciw i 20% nie ma zdania. Taka wersja Bonda byłaby najbardziej akceptowana ze wszystkich, o które pytano w sondażu.
Za latynoskim Bondem opowiedziało się tyle samo osób, co przeciwko - po 39% badanych, a 22% uznało, że nie ma zdania. Nieco niżej znalazł się "azjatycki Bond" - 37% za, 41% przeciw. I tuż przed homoseksualnym bohaterem uplasowała się jego żeńska wersja, zdobywając 37% głosów za i 48% głosów przeciw.
W sondażu przeanalizowano też jak głosowały poszczególne grupy. Wyborcy Donalda Trumpa byli zdecydowanie przeciwko przedstawieniu Jamesa Bonda w jakikolwiek inny sposób niż jako białego heteroseksualnego mężczyznę.
Za pokazaniem agenta 007 jako geja głosowały najczęściej osoby w wieku 18-29 lat, wyborcy Demokratów, a także studenci i... gospodynie domowe. Częściej za głosowały kobiety niż mężczyźni, a także mieszkańcy większych miast niż osoby mieszkające na przedmieściach lub na wsiach.
Konkretne wyniki możecie przejrzeć na stronie Morning Consult.
(ab)
Czwartek, 26.04.2018 Tęczowe uszy Myszki Miki w sklepach Disneya
Poniedziałek, 07.08.2017 Mało nas w Hollywoodzie
Środa, 25.02.2015 Batman & Robin - czyli kolesie w rajtuzach
Poniedziałek, 23.06.2014 Ethan Hawke: większa widzialność w mediach, mniej samobójstw
Środa, 24.01.2024 Oscary 2024 - tak queerowo jeszcze nie było! Poznajcie "naszych" kandydatów!
Jprdl, co Ty masz tą religią. I jakie znów sacrum. To naprawdę nie jest ciężkie do pojęcia: ktoś kiedyś stworzył postać o konkretnej tożsamości, widownia do niej przywykła i ją polubiła... a tu nagle, po 24 filmach, postać ta miałaby zmienić rasę czy orientację, co kłóciłoby się z wszystkimi jej wcześniejszymi przygodami. Po co? Czy pula postaci fikcyjnych jest na tyle ograniczona, że trzeba koniecznie redefiniować od podstaw już istniejące? Czy poza gejowskim porno widzisz sens filmu „Larry Croft” sugerującego, że ten koleś w obcisłej koszulce gra tę samą postać, co wcześniej Angelina Jolie?
Przypomnij mi – czy pozostałe części Gwiezdnych Wojen twierdziły, że Luke Skywalker był gejem albo że w dzieciństwie był Murzynem i grał w kosza? Bo jeżeli nie, to nie jest ta sama sytuacja. Starzy fani oburzali się o dobudowywanie treści do dostatecznie kompletnego, kultowego dzieła, co było odbierane jako dojenie kasy i budziło zastrzeżenia w zakresie jakości i/lub przesycenia ilością treści.
Fajnie, że chciałeś się popisać, ale zapomniałeś to zrobić na temat. Zadałem pytanie: czy dalej twierdzisz, że jest Ci oferowany ten sam produkt? Czy nadal go będziesz kupować, choć jedyne, co się nie zmieniło, to etykieta?
Nawet jeżeli masz pójść drogą obłudy i odpowiedzieć „tak”, albo zacząć gdybać „a co jeśli mi posmakuje”, spieszę z odpowiedzią: zwykły kefir według definicji nie zawiera cynamonu, więc wszyscy konsumenci (poza Tobą, konsumentem dorosłym) będą mieli prawo czuć się oszukani brakiem odzwierciedlenia nagłej zmiany w nazwie. Konsumenci są przywiązani do definicji kefiru, i tak samo są przyzwyczajeni do heteroseksualnego Bonda niewyróżniającego się na kilometr w Europie Wschodniej, bo takim był przez 24 filmy. Jak ktoś chce agenta MI6 o odmiennej tożsamości, to niech ma na tyle odwagi, by również zmienić mu nazwisko.
No ale wtedy nie będzie szumu z gównoburzy i łatwych hajsów, czyż nie.
Zajedziesz tego biednego chochoła.
Czas? Jednak postać Bonda nie jest liczona w setkach/tysiącach lat jak Mahometa/Jezusa/Buddy itp, więc zakaz przedstawiania tych postaci inaczej niż życzą sobie tego ich wyznawcy jest zasadny? Jak zliczymy wszystkie dzieła (obrazy, teksty, filmy, piosenki) w których jest przedstawiony Jezus, to jednak pobije spokojnie agenta 007. Jak nie wolno tykać Bonda, to tym bardziej nie wolno tykać Jezusa.
Spoko. Możesz być jak "starzy" fani Gwiezdnych Wojen, którzy uznają tylko pierwsze trzy filmy (cz. IV, V, VI). Oni jakoś się z tym (z kolejnymi częściami) pogodzili. Może Tobie też się uda, gdy pojawi się "nieszablonowy" Bond ;)
PS. Po prostu zacznij kupować kefir innej firmy i nie dramatyzuj.
I tu się przede wszystkim różnimy. Raczej nie uznaję czegoś takiego jak "nietykalne". A moje odwołanie do religii jest zasadne. Nietykalne, a więc sacrum, dogmat. Muzułmanów obraża już samo zobrazowanie Mahometa, chrześcijan obraża przedstawienie Jezusa inne niż wg ich wyobrażeń. A dla Ciebie brakiem szacunku jest "niestandardowe" przedstawienie agenta 007. Wszystkie te postawy są głupie i są mniej lub bardziej fundamentalizmem. Ty to nazywasz "brakiem szacunku", oni "obrazą uczuć religijnych". Inne słowa, ale na jedno wychodzi. I fundamentaliści religijni i Ty chcielibyście ograniczyć twórczość.
O faken, ludu zrób miejsca – dorosły nam się tu trafił.
Postać literacka jest jak produkt. Wyobraź sobie, że kupujesz zawsze kefir tego samego producenta, bo Ci smakuje. Jak zaczną robić trochę bardziej płynny czy kwaskowaty, to dostrzeżesz zmianę i uznasz, że jest korzystna lub nie, ale będziesz dalej uważać, że to ten sam kefir. A teraz wyobraź sobie, że bez zmiany opakowania zaczynają go robić z mleka koziego i pakować do niego cynamon – nadal go kupujesz udając, że to ten sam produkt, i wmawiając ewentualnym niezadowolonym konsumentom brak otwarcia na żywość gastronomii? Na litość – daj ludziom lubić rzeczy jakimi są, nawet jeśli Tobie to obojętne.
Na tym etapie zaczynam wierzyć, że przypieprzasz się dla zasady; dostrzegam też powtarzalność nawiązań do wątków religijnych, które tu nie mają nic do rzeczy.
Nie, nie ustaliła żadna komisja. Ustalił czas – kilkadziesiąt filmów i zawartej w nich treści, które wyznaczyły pewną wizję postaci, która przyciągnęła odbiorców i której popularność pozwala franczyzie dalej funkcjonować i wywoływać emocje. Postać może ewoluować – i to zresztą w przypadku Bonda nastąpiło – ale nagłe zmienianie podstawowych cech postaci to sranie zarówno na dotychczasowy dorobek twórców, jak i na zaufanie odbiorców. To nie kwestia zakazów, tylko szacunku.
A przerabiaj sobie do woli. Postać Thora u Marvela jest bezpośrednio oparta na bogu nordyckim; ale w ich uniwersum jest ona osobnym tworem, dlatego jeżeli twórcy życzyli sobie albo przyzwolili, aby Heimdall stał się w filmach czarnoskóry, to mogło sobie tak być. Bo to była ich postać, a kolor skóry został nadany już przy pierwszej ekranizacji, więc można było swobodnie budować fabułę z uwzględnieniem (lub pominięciem) tego faktu. Zmian dokonywano zatem na nowych tworach, nie na pierwowzorach. I tak samo masz pełne prawo zainspirować się Bondem tworząc nową postać czarnoskórego agenta, prywatnie homoseksualnego muzułmanina odżywiającego się żwirem; jak napiszesz dobry scenariusz to stworzysz nową samodzielną jakość, która też będzie nietykalna i wniesie coś do kultury. To nawiązania i reinterpretacje są podstawą żywości kultury – nie deformowanie oryginalnych modeli.
Bo to był plagiat. A Ty ponownie polemizujesz z samym sobą.
Przywiązanie do postaci fikcyjnych jest takie... strasznie niedojrzałe. Jeszcze rozumiem przywiązanie do bóstw, bo wierzący jednak uznają, że te bóstwa istnieją. Ale przywiązanie do postaci literackich i filmowych? Od razu pojawia się mi wizja dorosłych mężczyzn, którzy ciągle ubierają się jakby chodzili do szkoły średniej i kłócą się czy lepszy jest Star Wars czy Star Trek, czy uniwersum Marvela czy DC, czy Batman pokonałby Spider-Mana itp. Ja rozumiem, że można luźno podyskutować sobie na takie tematy, ale angaż emocjonalny (wkurw, o którym piszemy), to dziecinada. Jeśli producenci chcą nakręcić crossover pokazujący spotkanie agenta 007 z predatorem, to mówię: powodzenia!
Ustalone? Przez kogo ustalone? Jakaś komisja się zebrała i ustaliła? Jakieś głosowanie było? Niebo się rozstąpiło i Jahwe paluszkiem wskazał, mówiąc "tego nie ruszaj"?
Kultura jest żywa i podlega ciągłym zmianom. Stała kultura to martwa kultura. To troszkę jak z łaciną, która nie bez powodu jest nazywana martwym językiem. Kultury nawzajem z siebie czerpią. A nowe rzeczy to często przerobione stare, bądź miks różnych istniejących.
PS. Ponieważ pojawił się zwiastun do nowej wersji Króla Lwa, przypominam jak łudząco podobny (by nie użyć słowa plagiat) jest ten film do japońskiej animacji Kimba.