W sklepach w parkach rozrywki Disneya pojawiły się tęczowe uszy Myszki Miki - "Mickey Mouse Rainbow Love". Ten gest ze strony wytwórni - niedługo przed rozpoczęciem Miesiąca Dumy - wywołał wśród odwiedzających mnóstwo pozytywnych reakcji. Nie wszyscy są jednak zadowoleni - Disney wciąż nie ukazuje w swoich filmach postaci LGBTQ otwarcie, na równi z tymi heteroseksualnymi. Czy tęczowe uszy to miły gest, czy może raczej próba udobruchania społeczności LGBTQ?
Disney wprowadził do oferty sklepów w swoich parkach rozrywki tęczowe uszy Myszki Miki - pod oficjalną nazwą "
Mickey Mouse Rainbow Love" (Tęczowa Miłość Myszki Miki). Korporacja ma na świecie sześć otwartych parków rozrywki - dwa w USA, a także w Paryżu, Hong Kongu, Szanghaju i Tokio.
Tęczowe uszy pojawiły się niedługo przed Miesiącem Dumy LGBTQ i wywołują mnóstwo pozytywnych reakcji odwiedzających. Dostępne są jednak jak na razie tylko w sklepach parków w USA. Pomimo informacji, że można je kupić również w sklepach internetowych - nie ma ich w ofercie.
Pośród pozytywnych reakcji osób LGBTQ, pojawiły się też głosy krytyki. Jak pisze Nick Duffy dla "PinkNews": "
Nie potrzebujemy tęczowych uszu Miki - potrzebujemy, żebyście przestali wymazywać nas z hitów filmowych". Organizacja GLAAD, zajmująca się promowaniem równości w mediach i monitorowaniem obecności reprezentacji mniejszości seksualnych w filmach i serialach, konsekwentnie przydziela Disneyowi negatywne oceny za brak inkluzywności w dziełach wytwórni. W zeszłorocznym
raporcie dotyczącym reprezentacji postaci LGBTQ w filmach dużych wytwórni można przeczytać: "
Wytwórnia Walta Disneya odnotowuje historycznie najmniejszą ilość filmów inkluzywnych ze względu na obecność postaci LGBTQ ze wszystkich dużych wytwórni".
W ostatnich latach Disney włączał postaci LGBTQ do swoich filmów w sposób dyskretny, jedynie za pomocą aluzji - w "
Krainie Lodu" zasugerowano, że Oaken - sprzedawca w sklepie, do którego przychodzi jedna z głównych bohaterek - ma męża i dzieci, a w "
Zwierzogrodzie" Judy Hopps mieszka obok dwóch samców antylop, którzy noszą to samo podwójne nazwisko. W remake'u "
Pięknej i Bestii" pojawił się wątek gejowski - również mocno poboczny - LeFou subtelnie flirtuje ze swoim przyjacielem i w jednej ze scen tańczy z mężczyzną.
Disney również nigdy
nie wyraził otwarcie aprobaty dla tzw. "Gay Days" - corocznego wydarzenia podobnego do obchodów Miesiąca Dumy organizowanego w parkach wytwórni, które przyciąga do kompleksów Disneya tysiące queerowych osób.
Tęczowe uszy w ofercie oficjalnych sklepów Disneya to z pewnością miły gest, ale czy możemy w najbliższej przyszłości spodziewać się czegoś większego ze strony wytwórni, jak na przykład ukazania postaci LGBTQ w swoich hitach filmowych nie tylko za pomocą aluzji? Jeszcze do niedawna wytwórnia była krytykowana za brak postaci należących do mniejszości etnicznych i mających kolor skóry inny niż biały - w tej kwestii Disney zrobił postępy dzięki filmom takim jak "Czarna Pantera", nowa trylogia "Gwiezdnych Wojen" i "Vaiana". Czy nie czas na postaci LGBTQ?
(ab)
Otwarcie heteroseksualnych czy białoskórych też do tego nie potrzeba.
Oj tak ♡ Joey i Daniel rany jak ja ih kocham
Obecność postaci z dyskryminowanych mniejszości normalizuje ich istnienie w realnym świecie. Media mają (niestety bądź stety) potężny wpływ na kształtowanie świadomości społeczeństwa, w szczególności osób młodych, które łykają to, co im się pokaże na ekranie i na podstawie tego kształtują sobie światopogląd. Oprócz tego dla dzieciaków, które same mogą być LGBT+, taka postać homo czy bi w filmie kierowanym konkretnie do nich może im pomóc (sama należę do takich osób, Trzynastka z „Doktora House’a” pokazała mi, że są tacy ludzie jak ja, kiedy miałam te naście lat i że takie osoby jak ja mogą dostać happy end, mogą normalnie żyć nie ukrywając się, nie tylko umierać na AIDS i być mordowane na ulicach za walkę o równe prawa). Filmy Disneya są uniwersalne może dla hetero widzów, ja tego nie odczuwam. Aluzje niczego nie zmieniają, ani wśród samych osób LGBT+ szukających pocieszenia/potwierdzenia, że są normalne, ani wśród reszty społeczeństwa, która za pośrednictwem mediów kształtuje sobie obraz świata. Ludzie nie są tylko biali i hetero, a w ten sposób są w przytłaczającej większości pokazywani w blockbusterach (polecam coroczne raporty GLAADa dotyczące reprezentacji mniejszości). Reprezentacja się liczy, wystarczy zobaczyć małe przeszczęśliwe dziewczynki w kostiumach Wonder Woman po premierze filmu, reakcje na casting Johna Boyegi w Star Wars czy sukces Czarnej Pantery. Dlaczego wątki homoseksualne pokazane wprost miałyby być „na siłę”? Czy to znaczy, że wszystkie hetero związki we wszystkich innych filmach Disneya też były na siłę? (Szczerze mówiąc, w wielu filmach obyło by się bez wątku hetero relacji, a jednak nadal są w każdej produkcji... Just a thought.)
Byłoby fajnie gdyby występowali homoseksualni bohaterowie, ale nie zamierzam krytykować Disneya za brak homoseksualnych głównych bohaterów. Poza tym filmy Disneya dotykają uniwersalnych wartości - historię Elsy można porównać do wielu sytuacji z życia codziennego gdy ktoś zostaje wykluczony przez swoją inność, ma problemy z akceptacją samego siebie. Co do czarnoskórych postaci - w Star Wars występuje wielu znaczących czarnoskórych bohaterów np. Mace Windu. Warto też wspomnieć o filmie "Księżniczka i Żaba" z 2009, Tiana, główna bohaterka, jest czarnoskóra.
Ale najbardziej znaczącą rzeczą jest to, że filmy Disneya są uniwersalne. W filmach Disneya każdy odnajdzie siebie, i nie potrzeba do tego otwarcie homoseksualnych czy czarnoskórych postaci.