Już czterech mężczyzn oskarża aktora porno, Tophera DiMaggia, o gwałt i molestowanie seksualne. Zaczęło się od postu Tegana Zayne'a - innego aktora porno, który opowiedział swoją historię. Dołączyło do niego dwóch anonimowych mężczyzn - scenariusz się powtórzył. Ofiary nie zgłosiły zdarzenia na policję, a oprawca czuje się bezkarny. Teraz dołącza do nich Bryan Hawn. Rodzi pytanie: a co, gdy ofiarą jest inny mężczyzna? Czy płeć ofiary ma znaczenie? Przecież ofiarą może stać się każdy...
Tegan i Topher mieli mieć nagranie - wspólną scenę. Jak dowiadujemy się z wpisu tego pierwszego, zasada jest jedna - wieczór przed nagraniem, nie mogą uprawiać seksu (z przyczyn oczywistych - dodaje Tegan). Kiedy Topher zjawił się w pokoju około 1-2 w nocy, chciał się nie tylko przywitać, ale chciał uprawiać seks. Tegan odmówił, ale DiMaggio nie przyjął odmowy. I stało się. Przez następnych parę dni, Tegan musiał udawać, że nic się nie stało. A Topher? Poniżał go, urągał mu i dokuczał. Powiedział mu, że "zachowuje się jak mała dziewczynka". Zayne powiedział najbliższym. Chciał jak najszybciej zapomnieć. Co ciekawe, producenci wiedzieli, przeprosili go i... wciąż współpracują z DiMaggiem. Niektórzy z biznesu mówili mu: "pewnie i tak tego chciałeś" albo "jest negatywny, nie zarazisz się"... I zaczął wierzyć w to, że tak naprawdę tego chciał i że nie było żadnego gwałtu. W końcu jest aktorem porno. "To się może zdarzyć każdemu. Zmuszą cię, byś myślał, że to twoja wina. To się przydarza mężczyznom, pracownikom seksualnym... Jeśli czujesz, że ktoś cię źle potraktował, nie pozwól, by wmówiono ci, jak masz się czuć" - napisał Tegan. Odniósł się do akcji #MeToo i zauważa, że zapomniano w niej o mężczyznach. Ironizuje, że w końcu "w tym świecie nie ma przemocy i gwałtu".
Topher jest gwiazdą wśród aktorów porno - zdobywa nagrody, ma coraz więcej propozycji ról... I wszystkiemu zaprzeczył. Jako usprawiedliwienie pokazał zrzuty ekranu z wpisu Tegana, w których napisał, że zrobił to świadomie: "Chociaż chciałem się z nim przespać, zmusił mnie do tego..." Co więcej, jego post, w którym zarzeka się, że do gwałtu nie doszło, jest dosłowną kopią tego, co napisał Russell Simmons z "New York Timesa", w odpowiedzi na oskarżenia wielu kobiet o molestowanie seksualne.Drugim mężczyzną jest "Dan", który chce pozostać anonimowy i nie jest związany z przemysłem pornograficznym.
Udzielił wywiadu portalowi "Hornet". Stało się to w 2016 roku. "Dan" i DiMaggio byli na tej samej imprezie. Niewiele pamięta. Ocknął się w łóżku, nagi, z twarzą zwróconą do łóżka. DiMaggio "próbował doprowadzić do stosunku płciowego". Gdy ten mówił, że nie chce, aktor odpowiadał: "Nie martw, będzie ok". I go wykorzystał. "Dan" prosił go, by przestał, ale ten nie zamierzał. "To było... Zaraz, nie wiem, gdzie jestem. Utknąłem tu. Obudziłem się następnego dnia, nie za bardzo wiedziałem, co się stało, zebrałem się. Dotarło to do mnie, gdy wróciłem do domu, wziąłem prysznic, poczułem ból i pomyślałem, że muszę pójść do lekarza" - powiedział. Od lekarza dostał leki, ale na policję nie poszedł. Bał się zemsty, nie wiedział, do czego Topher może być zdolny. Trzecim mężczyzną jest "Bryan" - podobnie jak poprzedni, nie jest związany z przemysłem pornograficznym. Wydarzyło się to w wakacje 2016 w Sacramento. DiMaggia poznał w klubie. Aktor zaczął siłą przykładać jego głowę do swojego krocza, kiedy tańczyli. Po imprezie poszli do domu wspólnego znajomego, gdzie ten zaczął być agresywny wobec "Bryana". Przycisnął go do ściany w łazience. "Bryan" nie wołał o pomoc, nie miał siły go odepchnąć od siebie... Powiedział o tym matce, przyjaciołom, ale na policję nie poszedł. "Cieszę się, że to wszystko wyszło na jaw, to jest problem, ludzie muszą to usłyszeć i wiedzieć, że takie rzeczy się dzieją. Miesiącami martwiłem się, co będzie dalej, co będzie, jak się inni dowiedzą, bałem się, że znów ktoś mnie skrzywdzi. Teraz zaczynam o sobie znowu myśleć, że jestem atrakcyjny, że mogę się komuś podobać i że mogę się znów pokochać" - powiedział.
Kolejną ofiarą pornogwiazdy jest Bryan Hawn. Według youtubera stało się to w Los Angeles podczas imprezy w zeszłym roku. Topher podszedł do niego i zaczął wkładać mu ręce pod bieliznę. Bryan zaczął krzyczeć i mówić mu, by przestał. "W klubie zapanowała cisza, wszyscy się na mnie gapili. Musiałem z nim walczyć całą swoją siłą, a on był niesamowicie agresywny" - powiedział dla "Instinct Magazine".
Potem był dokładnie tak samo, jak w przypadku Tegana - wyzwiska, urąganie... Wylądowali wspólnie na domówce u wspólnych znajomych. Hawn ma świadomość, że nie jest pierwszym i ostatnim, który doświadczył takiego zachowania. Na jego szczęście, Topher nie zdążył go skrzywdzić, ale Bryana skłoniło to do refleksji.
"
Topher nie jest jedynym mężczyzną, który coś takiego zrobił, który przekroczył granicę (...) Ludzie mi mówią "Cóż, przecież to klub gejowski, czego się spodziewałeś?" (...) nie jesteśmy bandą wygłodniałych zwierząt, jesteśmy ludźmi. I jeśli chcemy, by cały świat właśnie tak nas traktował, pora zacząć zachowywać się jak ludzie" - podsumowuje Bryan.
(ar)
Dotychczasowe komentarze wg mnie nie są jeszcze hejtem. Jedynie mniej lub bardziej trafnymi albo błędnymi wnioski z artykułu. Zwykła wymiana zdań i poglądów. Raczej kulturalne. Nie znaczy to, że trzeba się z każdym, zarówno z moim zdaniem zgadzać. Tyle ludzi tyle zdań. Część podobna a część różna ale nikt tu nikogo nie obraża, nie bluzga jak na razie. A komentarze są po to aby móc wyrazić swoje zdanie po prostu.
Nie ma znaczenia czy ktoś upije się do nieprzytomności - to nie uprawnia nikogo do wykorzystania takiej osoby.
Oczywiście, że gwałt to gwałt i prawnie cała wina leży po stronie gwałciciela. Ale świat nie jest czarno-biały. Na poziomie moralnym wina może już jednak nie być w każdym przypadku tylko po stronie gwałciciela. Nie każdy gwałt jest zaplanowany i konsekwentnie ofiara doprowadzana do stanu, w którym nie jest w stanie zapobiec takiemu czynowi. Osoby niepełnoletnie oczywiście traktuje się bardziej ulgowo, ale osoba dorosła powinna mieć trochę więcej oleju w głowie, żeby się w niektórych sytuacjach pokapować jakie ktoś ma wobec nich "niecne" zamiary i zwyczajnie postarać się je udaremnić, bo przecież nie chce być zgwałcona.
Jeśli ktoś nie dba o to co się z nim stanie. Sam świadomie dla zabawy doprowadza się do utraty kontroli nad sobą, alkohol, narkotyki to prędzej czy później nawet przypadkowo może się natknąć na osobę (tym bardziej w klubie do którego chodzi się bawić, szukać partnerów dobrowolnie a nie z konieczności), która najzwyczajniej wykorzysta "dobrą koniunkturę", bo ma taki kaprys, charakter, jest niepoczytalny, ma chwilowe silne pobudzenie seksualne. A jak wiadomo potrzeby seksualne - są jednymi z silniejszych potrzeb człowieka. W sytuacji jeśli osoba posiada świadomość i nie jest fizycznie zniewolona to każda próba stawiania oporu może doprowadzić do udaremnienia gwałtu (jak przypadek w artykule). Przykład aktora (po fachu) z tego artykułu wynika, że miał potencjalnie możliwość obronić się. Ale może się bał, że straci robotę gdyby przyłożył gwałcicielowi w oko albo w jaja. Przecież gwałciciela nie można dotknąć. Lepiej mu się poddać! Właściciel majątku też chętnie od razu odda wszystko złodziejowi, bo złodzieja nie można dotknąć nawet gdy nie posiada on żadnej broni?
Nie chcę by ktoś mi zarzucał, że bronię gwałcicieli. Podobnie jak złodziei czy zabójców. Ale istnieją sytuacje, w których dochodzi do zabójstw w afekcie, w sytuacji silnego wzburzenia emocjonalnego i obniżenia racjonalnego myślenia co stanowi pewną okoliczność łagodzącą. Są kraje jak Kanada, w którym są tereny o bardzo rzadkiej zabudowie i jest tam taki zwyczaj, że ludzie w większości nie zamykają swoich domów (lub powszechnie chowają klucz pod wycieraczką) a jest i tak mało kradzieży. W naszym kraju zostawienie otwartych drzwi do domu i wyjście do pracy prędzej czy później doprowadzi do tego, że znajdzie się ktoś kto zechce i okradnie je, po mimo, że średnia liczba kradzieży spada. I co z tego, że złodziej będzie winny, gwałciciel winny, ale ofiara i tak okradziona, zgwałcona, zabita.
Jeśli nie chcemy być ofiarą, to jako osoby dorosłe musimy część sytuacji móc przewidzieć, bronić się, przeciwstawiać negatywnym sytuacjom, minimalizować zagrożenia na ile jesteśmy w stanie ale aby nie stało się to jakąś obsesją. Być bardziej odpowiedzialnym. Siedzenie cicho przez lata, a potem nagle jak "grzyby po deszczu" ofiary zaczynają się zwierzać, uzewnętrzniać i publicznie oburzać jak zostali zgwałceni. Z mojej perspektywy część ofiar obnaża w ten sposób troszkę swoją głupotę, że dali się podejść często sami kusząc los. To trochę jak z przyznaniem się publicznie, że chociaż w przeszłości wiele było kradzieży w otwartych domach a samemu się również zostawiło otwarte na oścież drzwi.
Druga myśl która mi się nasuwa to zwykła chęć zemsty "ofiar" na "gwałcicielu". Ale tylko oni sami mogą wiedzieć czy tak jest na prawdę. Przecież nikt wcześniej nie zgłosił żadnych problemów. Może to tylko zmyślone "bajki" żeby się pozbyć, zaszkodzić konkurentowi, wyłudzić jakieś korzyści, pieniądze, oczernić osobę, której się powodzi, z którą się pokłócili, wyłudzić litość na opinii publicznej aby się za nimi wstawili. Niektórzy ludzie bywają roszczeniowi, żądni zysku i dla niego powiedzą wszystko bo dostrzegli sprzyjającą im koniunkturę. A ze stosunku za obopólną zgodą fantazja przerabia na ofiarę i oprawcę.
Każde zdarzenie to indywidualna historia i powinna być rozstrzygana oczywiście osobno. Ale nie przez nas. Z naszej perspektywy trudno jest ocenić takie doniesienia o gwałtach bo nie byliśmy po prostu ich świadkami. Dlatego ja do puki nie zapadnie jakiś wyrok nie chcę z miejsca współczuć ofiarom ani rzucać bluzgami w podejrzanego. Grubymi nićmi szyte jest to, że ktoś mógł się bronić ale wolał dać się zgwałcić. Na razie całe oskarżenie to tylko gdybanie i nikogo nie oceniam i nie uważam moich hipotez za obrzydliwe.
Nie zgłoszenie na policję kradzieży przyzwala złodziejowi okradać innych. Rozzuchwala go. Podobnie nie zgłoszenie gwałtu. Oprawca czuje, że może pozwolić sobie na drugi i trzeci raz.
Siedząc w komfortowej sytuacji przed kompem wydaje się, że nas to nie dotyczy. Potrafimy się kontrolować i nikogo nie zgwałcimy. Wszyscy wiemy, że czyn ten jest krzywdzący i karany. Lepiej jednak nie doprowadzać się do stanu, w którym czyn mógłby potencjalnie się zdarzyć by sprawdzić swoją reakcję. Część z nas mogłaby go nie zdać - po prostu życie. Ten aktor porno też na pewno miał tę świadomość. Może wyszedł jednak z założenia, że tak atrakcyjnej i pożądanej osobie jak on, się nie odmawia. Że po cichu i tak wszyscy o nim fantazjują i chcieliby się przespać, tylko sami o tym jeszcze nie wiedzą. Albo popęd seksualny był większy niż potencjalne konsekwencje, dobra zabawa, zaćmienie umysłu. Różne mogą być tłumaczenia. Ale wina oczywiście leży po stronie gwałciciela jeśli rzeczywiście nim jest. Kto by chciał Romana Polańskiego teraz na starość wtrącać do więzienia za coś czego on sam może już nie pamiętać, a zadośćuczynienie ofierze nie ma już sensu.
Na koniec mojego długiego tekstu wspomnę, że w styczniu uwolniony został polski zespół. Nie wiem czy już dochodzenie zostało zamknięte w sprawie oskarżenia o gwałt zbiorowy na Amerykance po koncercie w USA. A już takie były "silne" dowody i wszystko wskazywało, że sami muzycy się prawie przyznali bo trochę sami uwierzyli, że mogło tak być jak mówiła ich "ofiara". Przez używki sami nie pamiętają dokładnie czy się to wydarzyło, ale ostatecznie postronni świadkowie dowiedli, że to Amerykanka pomówiła zespół z chęci zysku. Że dowody ostatecznie wskazuję, że nie mogło dojść do żadnego gwałtu a dziewczyna sama spreparowała okoliczności. Pogubiła się w szczegółach. Tak więc zespół jest wolny. Pokazuje to jednak, że da się pomówić o gwałt i to "na świeżo" po nieistniejącym gwałcie zwyczajnie dla zysku. Dobrze, że tak szybko padły oskarżenia bo pamięć niedoszłych "gwałcicieli" nie zdążyła się zatrzeć a świadków dało się odnaleźć. A po latach nie sądzę, żeby było łatwiej się wybronić, gdy opinia publiczna już wydała wyrok i współczuje tylko ofiarom.