BoskoNam sprawdza
Zapewne przytrafiło się to i Wam: ktoś z rodziny poprosił Was, byście zostali ojcem lub matką chrzestną. Czy będąca w związku jednopłciowym osoba może? Nico i Bart, którzy od niedawna prowadzą wspólnego bloga BoskoNam postanowili to sprawdzić. A przy okazji udowodnić, że pomocy lepiej nie szukać u katolickich telefonów zaufania.
"Żyjemy w związku, dwaj mężczyźni, jest to związek homoseksualny. Kościół stawia sprawę jasno – jest to życie w grzechu. Chcąc zostać rodzicem chrzestnym trzeba się wyspowiadać, spowiedź musi być szczera i kończyć się postanowieniem poprawy przy szczerym żałowaniu za grzechy. Jak jednak za taki grzech żałować, jeżeli jest się szczęśliwym i, co gorsza, to niszczyć dla zostania ojcem chrzestnym?" - czytamy na stronie BoskoNam. Bart zadzwonił więc do jednego z katolickich telefonów zaufania. Jak myślicie, co usłyszał?
Homoseksualista nie może zostać chrzestnym. Ale to nie koniec: telefonistka, która odbyła z Bartem rozmowę zachęcała do "terapii". "Każda osoba homoseksualna, czy to kobieta czy mężczyzna mówi taki jestem. No nie do końca jest to prawda, dlatego że jeżeli się chce zmienić można nad tym pracować. Terapie w tym pomagają" - słyszymy na udostępnionym przez panów nagraniu.
"Odradzamy szukania pomocy względem orientacji seksualnej a wiarą dzwoniąc w takie miejsca. Zalecamy udanie się do organizacji roztaczających opiekę nad osobami LGBT (np. Lambda, KPH), a jeśli wiara jest czymś bardzo istotnym w waszym życiu możecie skontaktować się z Grupą WiT – Wiara i Tęcza. Ta grupa prowadzi specjalny telefon zaufania właśnie dla homoseksualnych chrześcijan i ich bliskich" - podkreślają Nico i Bart i przypominają, że można zadzwonić w każdy pierwszy czwartek miesiąca, w godzinach od 18.00 do 21.00 (na numer 22 628 52 22).
(red)
No i właśnie rodzice narzucają już wtedy dziecku w co ma wierzyć. Socjalizacja według tradycji , od małego uczą nas co dobre co złe Na szczęście potem odkrywamy ten cały stos bzdur .
jeśli ktoś korzysta z telefonu zaufania-to coś nie tak z jego wiarą... ale ktoś sobie napędza kasę z WiT... żenada...
Zróbmy z konsultantki lesbę ! :D Przecież to w dwie strony powinno działać :D
zartujesz - albo serio nie rozumiesz, w peelu do kosciola chodzi sie "BO CO SASIEDZI POWIEDZA"
A co ja z tego mam? Ledwo po bierzmowaniu zostałam chrzestną córki brata. Nie do końca tego chciałam, ale myślałam, że co całkiem miłe wyróżnienie. Dwa lata później, już bardziej świadoma swoich poglądów odmówiłam siostrze, mówiąc, że mogę być dobrą ciocią, ale chrzestną nie będę dobrą - ani nie chodzę do kościoła, ani nie wyznaję tejże wiary. Spotkało się to ogromną krytyką. A ja po prostu chciałam uszanować osoby wierzące. Tylko tyle. Tego jakoś nikt nie potrafi zaakceptować. - Możesz się po prostu wyspowiadać i zostać tą chrzestną. - Własnie widać jakie podejście do chrztu mają przeciętni ludzie. Byle odbębnić. Dziecku się nie odmawia. Jesteś siostrą to wypada.
Po coś dajecie dziecku chrzest, prawda? Właśnie po to, aby wychowywać je w wierze katolickiej. Dlaczego więc tak traktujecie ten sakrament? Jako coś zwyczajnego, mało istotnego i na szybko? A my osoby - które według kościoła, nie nadają się na chrzestnego - mają się tym przejmować, dzwonić gdzieś, pytać, zastanawiać i żałować za grzechy? Jestem pewna, że większość z nas, tak jak i gej z artykułu, byłby lepszym chrzestnym (patrząc na tą rolę jako zwykłego wujka, jeśli jest niewierzący), niż pierwszy lepszy znajomy, który uważa się za katolika.