Media społecznościowe zawrzały, gdy kilka dni temu okazało się, że Matt Bomer wcieli się w transpłciową pracownicę seksualną w nowym filmie "Anything": dlaczego Hollywood po raz kolejny obsadza transowe role aktorami cispłciowymi? Oberwało się nie tylko Bomerowi, ale też Markowi Ruffalo, który jest producentem filmu. "Do transpłciowej społeczności: słyszę was. To potworne widzieć wasz ból. Cieszę się jednak, że ta dyskusja się odbywa. Najwyższy czas" - odpowiedział znany z bycia LGBT-friendly Ruffalo.
Głównym bohaterem "Anything" ma być Early Landry (John Carroll Lynch), który po śmierci żony myśli o samobójstwie. Po przeprowadzce do Los Angeles poznaje jednak Fredę, transpłciową pracownicę seksualną, w którą wciela się właśnie ujawniony aktor, Matt Bomer. Pomimo różnic para się jednak zaprzyjaźnia. Film, o którym "Variety" pisze, że to "transpłciowy dramat", ma być debiutem reżyserskim Timothy'ego McNeila (scenariusz opiera się na sztuce jego autorstwa). Producentem filmu jest Mark Ruffalo, który z McNeilem zna się jeszcze od czasów studiów.
Wiadomość o obsadzie (w filmie w transpłciową rolę wcieli się także Michelle Rodriguez) wywołała burzę w mediach społecznościowych. Wiele transpłciowych osób wyrażało swoje niezadowolenie, że po raz kolejny cispłciowi aktorzy wcielają się w osoby transpłciowe (przypomnijmy, że tylko w ostatnich latach byli to m.in. Eddie Redmayne, Jeffrey Tambor, Jared Leto i Andrew Garfield).
Głos zabrali i zabrały także transpłciowi aktorzy i aktorki.
Jen Richards, twórczyni nagradzanego serialu "Her story", napisała na Twitterze, że "gdy Matt Bomer gra transpłciową pracownicę seksualną, mówi światu, że tak naprawdę kobiety transpłciowe są wciąż mężczyznami". "Każdy może grać każdego" - podkreśliła Richards, dodając, że aktorzy trans mogą jednak bardziej wcielić się w rolę, zwłaszcza, że i tak ich widzialność jest mała. Aktorka i reżyserka przyznała też, że sama wzięła udział w castingu do filmu - do mniejszej roli i namawiała jego twórców do uwzględnienia większej różnorodności. Richards nie ukrywa, że sama często słyszy, że "nie wygląda wystarczająco trans", a producenci wolą mężczyzn udających kobiecość.
Na internetową burzę postanowił odpowiedzieć Mark Ruffalo - od dawna sojusznik LGBT, mający także na swoim koncie tęczowe role. "Do transpłciowej społeczności: słyszę was. To potworne widzieć wasz ból. Cieszę się jednak, że ta dyskusja się odbywa. Najwyższy czas" - napisał aktor na Twitterze, dodając, że sam zasugerował Bomera, albowiem był poruszony po współpracy z nim przy filmie
"Odruch serca".(red)
Jest to już kolejny raz kiedy cis mężczyzna gra transpłciową kobietę i nie można udawać, że wszystko jest z tym w porządku. Owszem, bycie aktorem pozwala ci odgrywać różne postaci, ale nie zwalnia cię ze świadomości społecznej.
Mam wrażenie, że producenci filmowi rzucają się na historie o transseksualnych osobach, bo wydają się pasjonujące i wciąż szokujące, ale tak serio nie mają najmniejszej ochoty poszerzyć swoich horyzontów ani pokazać prawdziwego życia, chcą tylko znanych aktorów i chwytliwej historii żeby sprzedać film, ale nie chcą nic zmienić w rozumieniu ludzi. Czym pozostaje sztuka jeśli przestaje być transgresją?
Prosiłabym jeżeli to możliwe, by jakaś inna trans napisała co o tym myśli.
Ale tylko w przypadku gdy moje zdanie na temat zgadza się z twoim, w innych przypadkach już nie myślę tak racjonalnie... ;)
Nie można mieć wszystkiego, ale cieszy mnie każdy objaw zdrowego rozsądku. Zakładam, że dostrzegasz, iżna tym portalu jest go bardzo mało, bo sama redakcja składa się z nabuzowanych bulterierów, dla których liczy się tylko ICH racja, która jest racja najichsza.
A to, ze się transi wkurzają to przecież dobrze. To, że geje się wkurzają też. Wszelkie zmiany biorą się właśnie stąd, że kogoś wkurzy aktualny stan rzeczy i zaczyna protestować. A czasem jest tak, że ktoś może sobie nawet nie zdawać sprawy z tego, że może robić coś nie tak. Na przykład tworzy postać "przesympatycznego geja najlepszego pszyjaciela głównej bohaterki" i myśli, że robi gejom przysługę.
Też nie sądzę, że obsadzanie wyłącznie trans w roli trans jest wyjściem. Natomiast fajnie by było, gdyby wreszcie przestali obsadzać wyłącznie cis kobiety w rolach k/m i cis facetów w rolach m/k. Bo takie obsady tylko utwierdzają ludzi w tym, że k/m to kobieta ucharakteryzowana na faceta, a m/k to facet ucharakteryzowany na kobietę.
Ja tam nie lubię jak sie ludzie wkurzają, szczególnie niepotrzebnie i na wyrost... ;) Ok, ja na dziś dziękuję; dzięki za konstruktywną dyskusję, do pełnego porozumienia nie doszliśmy ale też i nie o to chodzi,niezmiennie jestem zdania że nudno by było gdyby wszyscy się ze sobą zgadzali; dobrej nocy życzę.
No włąśnie nie do końca jest tak. Z tego co czytałam na angielskojęzycznych forach, to chodzi głównie o to, że jest to facet cis, a nie kobieta trans albo chociaż kobieta cis. Obsadzanie facetów cis w rolach kobiet trans ma długą tradycję w Hollywood i robi społeczności trans niedźwiedzią przysługę. Coś troszkę jak stereotypowy gej, koniecznie przegięty, interesujący się modą i najlepszy przyjaciel kobiety. Też się geje o to kiedyś wkurzali. Reżyser wiele razy podkreślał wsparcie dla społeczności trans i obecna obsada jego filmu wywołała sporo rozżalenia. Akrotzy trans mają generalnie dużo bardziej przesrane z dostępem do ról niż aktorzy homo.
Natomiast bawi mnie strasznie, że bardzo często te same osoby, które krzyczą na przykład na protestujące osoby trans, same zaczynają protestować gdy w roli Hermiony obsadzona zostaje czarnoskóra aktorka, albo rozważa się, czy następny Bond będzie kobietą, czarnym lub gejem. A gdyby Bonda zagrał czarny gej k/m. Hohoho.
Dalej się wkurzają ;) Rozumiem o co ci chodzi, i z tą częścią krytyki się zgadzam, że według twórców osoba trans musi wyglądać jak "osoba trans". Ale nie zgadzam się że obecna obsada jest wynikiem dyskryminacji i podważa wsparcie reżysera dla społeczności trans, obsadzanie osób trans w role osób trans nie jest rozwiązanie problemu małego zainteresowania transseksualnymi aktorami jako ogół. No i też postać kobiety transseksualnej zagrana przez faceta wcale nie musi wyjść stereotypowa, Nie oglądałem filmu ale od strony charakteryzacji Jared Leto jako kobieta np. wyglądał genialnie. No i dla mnie nie ma potrzeby żeby Bond był czarnoskóry, gejem, albo kobietą, to też wyraz nadpobudliwości, ale jak będzie to taż nie widzę problemu... :)
DiCapro jako kobieta też mógłby wyglądać genijalnie. Zresztą za Szekspira Julję grywali mężczyźni, więc to byłby jedynie piękny powrót do korzeni. :)
A to, ze się transi wkurzają to przecież dobrze. To, że geje się wkurzają też. Wszelkie zmiany biorą się właśnie stąd, że kogoś wkurzy aktualny stan rzeczy i zaczyna protestować. A czasem jest tak, że ktoś może sobie nawet nie zdawać sprawy z tego, że może robić coś nie tak. Na przykład tworzy postać "przesympatycznego geja najlepszego pszyjaciela głównej bohaterki" i myśli, że robi gejom przysługę.
Też nie sądzę, że obsadzanie wyłącznie trans w roli trans jest wyjściem. Natomiast fajnie by było, gdyby wreszcie przestali obsadzać wyłącznie cis kobiety w rolach k/m i cis facetów w rolach m/k. Bo takie obsady tylko utwierdzają ludzi w tym, że k/m to kobieta ucharakteryzowana na faceta, a m/k to facet ucharakteryzowany na kobietę.
No włąśnie nie do końca jest tak. Z tego co czytałam na angielskojęzycznych forach, to chodzi głównie o to, że jest to facet cis, a nie kobieta trans albo chociaż kobieta cis. Obsadzanie facetów cis w rolach kobiet trans ma długą tradycję w Hollywood i robi społeczności trans niedźwiedzią przysługę. Coś troszkę jak stereotypowy gej, koniecznie przegięty, interesujący się modą i najlepszy przyjaciel kobiety. Też się geje o to kiedyś wkurzali. Reżyser wiele razy podkreślał wsparcie dla społeczności trans i obecna obsada jego filmu wywołała sporo rozżalenia. Akrotzy trans mają generalnie dużo bardziej przesrane z dostępem do ról niż aktorzy homo.
Natomiast bawi mnie strasznie, że bardzo często te same osoby, które krzyczą na przykład na protestujące osoby trans, same zaczynają protestować gdy w roli Hermiony obsadzona zostaje czarnoskóra aktorka, albo rozważa się, czy następny Bond będzie kobietą, czarnym lub gejem. A gdyby Bonda zagrał czarny gej k/m. Hohoho.
Dalej się wkurzają ;) Rozumiem o co ci chodzi, i z tą częścią krytyki się zgadzam, że według twórców osoba trans musi wyglądać jak "osoba trans". Ale nie zgadzam się że obecna obsada jest wynikiem dyskryminacji i podważa wsparcie reżysera dla społeczności trans, obsadzanie osób trans w role osób trans nie jest rozwiązanie problemu małego zainteresowania transseksualnymi aktorami jako ogół. No i też postać kobiety transseksualnej zagrana przez faceta wcale nie musi wyjść stereotypowa, Nie oglądałem filmu ale od strony charakteryzacji Jared Leto jako kobieta np. wyglądał genialnie. No i dla mnie nie ma potrzeby żeby Bond był czarnoskóry, gejem, albo kobietą, to też wyraz nadpobudliwości, ale jak będzie to taż nie widzę problemu... :)
DiCapro jako kobieta też mógłby wyglądać genijalnie. Zresztą za Szekspira Julję grywali mężczyźni, więc to byłby jedynie piękny powrót do korzeni. :)
A to, ze się transi wkurzają to przecież dobrze. To, że geje się wkurzają też. Wszelkie zmiany biorą się właśnie stąd, że kogoś wkurzy aktualny stan rzeczy i zaczyna protestować. A czasem jest tak, że ktoś może sobie nawet nie zdawać sprawy z tego, że może robić coś nie tak. Na przykład tworzy postać "przesympatycznego geja najlepszego pszyjaciela głównej bohaterki" i myśli, że robi gejom przysługę.
Też nie sądzę, że obsadzanie wyłącznie trans w roli trans jest wyjściem. Natomiast fajnie by było, gdyby wreszcie przestali obsadzać wyłącznie cis kobiety w rolach k/m i cis facetów w rolach m/k. Bo takie obsady tylko utwierdzają ludzi w tym, że k/m to kobieta ucharakteryzowana na faceta, a m/k to facet ucharakteryzowany na kobietę.
No włąśnie nie do końca jest tak. Z tego co czytałam na angielskojęzycznych forach, to chodzi głównie o to, że jest to facet cis, a nie kobieta trans albo chociaż kobieta cis. Obsadzanie facetów cis w rolach kobiet trans ma długą tradycję w Hollywood i robi społeczności trans niedźwiedzią przysługę. Coś troszkę jak stereotypowy gej, koniecznie przegięty, interesujący się modą i najlepszy przyjaciel kobiety. Też się geje o to kiedyś wkurzali. Reżyser wiele razy podkreślał wsparcie dla społeczności trans i obecna obsada jego filmu wywołała sporo rozżalenia. Akrotzy trans mają generalnie dużo bardziej przesrane z dostępem do ról niż aktorzy homo.
Natomiast bawi mnie strasznie, że bardzo często te same osoby, które krzyczą na przykład na protestujące osoby trans, same zaczynają protestować gdy w roli Hermiony obsadzona zostaje czarnoskóra aktorka, albo rozważa się, czy następny Bond będzie kobietą, czarnym lub gejem. A gdyby Bonda zagrał czarny gej k/m. Hohoho.
Dalej się wkurzają ;) Rozumiem o co ci chodzi, i z tą częścią krytyki się zgadzam, że według twórców osoba trans musi wyglądać jak "osoba trans". Ale nie zgadzam się że obecna obsada jest wynikiem dyskryminacji i podważa wsparcie reżysera dla społeczności trans, obsadzanie osób trans w role osób trans nie jest rozwiązanie problemu małego zainteresowania transseksualnymi aktorami jako ogół. No i też postać kobiety transseksualnej zagrana przez faceta wcale nie musi wyjść stereotypowa, Nie oglądałem filmu ale od strony charakteryzacji Jared Leto jako kobieta np. wyglądał genialnie. No i dla mnie nie ma potrzeby żeby Bond był czarnoskóry, gejem, albo kobietą, to też wyraz nadpobudliwości, ale jak będzie to taż nie widzę problemu... :)