Dlaczego Krystyna Pawłowicz wypowiadała się o związkach partnerskich jako przedstawicielka Prawa i Sprawiedliwości? To absolutny przypadek i z góry przydzielone zadanie - mówi poseł partii, która w rozmowie z "Rzeczpospolitą" kolejny raz obraża ludzi LGBT i pary jednopłciowe.
"W relacjach homo nie ma żadnego pożycia, jest najwyżej jałowe użycie drugiego człowieka, traktowanego jak przedmiot" - komentowała w 2013 roku Krystyna Pawłowicz podczas pamiętnej debaty sejmowej nad projektami ustaw o związkach partnerskich. O wystawie zdjęć "Równi w Europie", która kilka miesięcy później pojawiła się na sejmowych korytarzach, poseł PiS mówiła: "Chorych rzeczy się nie oglądać. Powinno się je leczyć. Miejsce przypadków pokazanych na zdjęciach jest w akademiach medycznych i gabinetach lekarskich".
W rozmowie z "Rzeczpospolitą" polityk podkreśla, że swoimi kontrowersyjnymi wypowiedziami "nikogo nie prowokuje" i że czasem po prostu wychodzi z niej "dydaktyk". Poseł PiS zdziwiła się pytaniem dziennikarki, sugerującym, że mówiąc o jałowych związkach obraziła pary jednopłciowe. "A czym ja ich obraziłam? Kobieta i mężczyzna będą zawsze naturalną relacją, a dwóch facetów i dwie baby zawsze nienaturalną i zawsze jałową. Mam prawo tak powiedzieć. Korzystam z wolności słowa" - odpowiedziała Pawłowicz, dodając "Gdy mówię, że związek homoseksualny jest jałowy, a pomysł ustawy o związkach partnerskich niezgodny z konstytucją, to nikogo nie obrażam. Wiem, że to ich boli, ale prawda czasami boli".
Poseł Prawa i Sprawiedliwości
odniosła się też do zarzutu, że uważana jest za osobę "nietolerancyjną, agresywną i obrażającą ludzi". "Tak uważają moi przeciwnicy polityczni ze środowisk lewackich i genderowych, ponieważ nie daję się zakrzyczeć i umiem z nimi dyskutować" - podkreślała polityk.
Z wywiadu dowiadujemy się też dlaczego Pawłowicz zajęła się sprawami światopoglądowymi. "To jest absolutny przypadek. Klub przydzielał zadania posłom i ja dostałam do przedstawienia stanowisko klubu w sprawie ustawy o związkach partnerskich" - odpowiedziała poseł.
(red)
Zgadza się, ale jeśli wykłada to coś co zostało potwierdzone naukowo. A nie samowolnie własne, prywatne przekonania na gruncie wiary w coś tam czego nie udowodniono, a co jest sprawą prywatną tej pani - nie państwową, tak jakby tego chciała. To jest irytujące, że doktorzy czy profesorzy, w ogóle nauczyciele pedagodzy kierują się nierzadko w swej pracy, czy unikają tematów które choć zatwierdzony program edukacyjny je przewiduje i jasno określa jak mają być prowadzone, to wielu nauczycieli się od nich uchyla lub traktuje pobieżnie. Pamiętam wiele takich, już z choćby zajęć biologii, geografii, fizyki kontra wychowania do życia w rodzinie, religii czy z wychowawcą - w szkole średniej, a co dopiero na studiach. Jak "edukują" tacy wąsko-wątkowi, to potem państwo religijne powstaje, w państwie niby konstytucyjnie-świeckim.