Słoweński rząd popiera pomysł rozszerzenia związków partnerskich, by dawały parom jednopłciowym więcej praw - donoszą media. Przypomnijmy, że w grudniu Słoweńcy zagłosowali przeciwko równości małżeńskiej.
W marcu zeszłego roku
parlament Słowenii przegłosował ustawę wprowadzającą równość małżeńską i prawo do adopcji dla par jednopłciowych: 51 parlamentarzystów było za, 28 przeciw, 5 wstrzymało się od głosu. Wprowadzenie nowego prawa wstrzymano z powodu inicjatywy referendalnej. Przeciwnikom równości małżeńskiej udało zebrać się 40 tys. podpisów - słoweńska lewica próbowała nie dopuścić do referendum, argumentując, że prawa człowieka nie powinny być przedmiotem narodowego głosowania. Sprawa skończyła się w Radzie Konstytucyjnej, która dała jednak zielone światło referendum.
Pomimo niskiej frekwencji, ok. 35 proc., przeciwnikom równości małżeńskiej udało się zablokować ustawę: w grudniu 63 proc. zagłosowało przeciwko, 37 proc. było za.Dwa dni po referendum w słoweńskim parlamencie pojawił się projekt ustawy, rozszerzający katalog praw przysługujących parom jednopłciowym w związkach partnerskich (związki partnerskie pojawiły się w Słowenii w 2005 roku) - tak, by przybliżyć je do małżeństw. Ustawa nie uwzględnia jednak adopcji i sztucznego zapłodnienia. Pod ustawą podpisuje się Jani Möderndorfer - polityk Partii Nowoczesnego Centrum, z której wywodzi się premier kraju, Miro Cerar. Rząd dał sygnał, że inicjatywę popiera, a Möderndorfer zwraca uwagę, że ma to być przejściowe rozwiązanie do kolejnej próby podejścia do równości małżeńskiej.
Sondaże sprzed roku pokazywały, że 42 proc. Słoweńców popiera równość małżeńską, a 54 proc. uważa, że pary jednopłciowe powinny móc zawierać małżeństwa w całej Europie. Większość też była przeciwko referendum w tej sprawie.
(red)
Dziwne (? Raczej nie.) jest to, że naród rząd wybiera a później taka kinder (odnośnie: "Ustawa nie uwzględnia jednak adopcji i sztucznego zapłodnienia." - szkoda, ale nadal jest całkiem dobrze) niespodzianka.
Gdyby Robert Biedroń został prezydentem - już widzę krzywe spojrzenia osób żyjących w swoim stęchłym ciemnogrodzie - to by "nieco" się pozmieniało.
Jednak, jak napisał Kodaka: "Obawiam się, że polityka krajowa może każdego zniszczyć, i nie chciałbym aby stał się jedną z ofiar."
I ja się tego obawiam.
Żeby tak był wilk syty i owca cała...
Gdyby sondażowa większość była za małżeństwami, lewica popierałaby ten pomysł. Prawa człowieka były przecież przedmiotem głosowania w Irlandii, tyle, że tam wynik był pozytywny. Polityka!