Jeremy Clarkson słynie z ostrego i niepoprawnego politycznie języka: w przeszłości rasistowskie, czy homofobiczne żarty uchodziły mu jednak na sucho. Czy tak będzie i tym razem? Dziennikarz wywołał falę oburzenia swoim felietonem w "Sunday Times", w którym napisał, że rodzice wspierający swoje transpłciowe dzieci "zatruwają im umysł".
Przez Wielką Brytanię przetacza się dyskusja dotycząca praw ludzi transpłciowych - na początku roku w parlamencie przedstawiony został
raport, z którego wynika, że osoby trans spotyka wiele dyskryminacji, są też dużo gorzej prawnie chronione niż geje i lesbijki. Jeden z pomysłów, który miałby zmienić ten stan rzeczy, dotyczy opcji wprowadzenia w dokumentach "trzeciej płci". Dyskusja ta nie uszła uwadze popularnym na Wyspach komentatorom.
"Teraz, gdy kobiety mogą głosować a pary homoseksualne wstępować w związki małżeńskie, można było pomyśleć, że studenci działacze, związkowcy i ekolodzy dadzą sobie spokój, otworzą butelkę soku z czarnego bzu i pogratulują dobrze wykonanej roboty. Ale nie. Zdecydowali, że teraz wszyscy musimy zwrócić uwagę na ludzi, którzy już nie chcą nazywać się Stan a Loretta i na mężczyzn, którzy chcą mieć dzieci" - zaczyna swój
felieton w "Sunday Times" znany brytyjski dziennikarz motoryzacyjny i jeden z byłych współprowadzących program "Top Gear". Jeremy Clarkson "żartobliwie" zauważa, że "do tej pory mężczyzn, którzy chcą być kobietami można było znaleźć w internecie, albo w Bangkoku. Nazywało się ich lady boyami i byli niczym więcej, jak puentami w anegdotkach o wieczorach kawalerskich".
Dziennikarz pochwalił się zwróceniem uwagi rodzicom transpłciowej dziewczynki, których spotkał na urodzinach. Jego zdaniem rodzice, którzy pozwalają dziecku żyć wg pożądanej tożsamości płciowej "zatruwają mu umysł". Clarkson podważa wynik badań, z których wynika, że w Wielkiej Brytanii żyje ponad 650 tys. osób transpłciowych, ale reasumuje swój felieton stwierdzeniem, że to musi być "okropne żyć w złym ciele" i... popiera pomysł wprowadzenia trzeciej płci w dokumentach.
Brytyjskie organizacje LGBT nie kryją swojego oburzenia felietonem Clarksona. Na
Change.org pojawiła się petycja do Amazona, wzywająca firmę do zerwania z dziennikarzem kontraktu. Przypomnijmy, że po zeszłorocznej aferze z uderzeniem w twarz producenta, BBC nie przedłużyło umowy z Clarksonem. Prezenterzy programu "przeszli" do Amazona, który za transfer zapłacił podobno 160 mln funtów. Twórcy petycji przypominają, że dyskryminacja jest sprzeczna z zasadami Amazona, który jest wysoko oceniany w rankingach firm przyjaznych dla LGBT. Amazon też jest producentem chwalonego i nagradzanego serialu, "Transparent".
Co sądzicie o słowach dziennikarza?
(red)
niektórzy nie czują się przynależni do żadnej płci, może chodzi o to (i pewnie o szereg innych rzeczy)
Niby tak, tylko że zwraca uwagę o: osobach zwanych: ladyboy, o mężczyznach którzy chcą być kobietami i o transpłciowej dziewczynce, a więc osobach transseksualnych, którym na trzeciej płci nie zależy. Oczywiście są osoby, które nie czują przynależności i dla nich przydałaby się trzecia płeć, ale nie o nich mówi ten osobnik. Na tym polega problem.
niektórzy nie czują się przynależni do żadnej płci, może chodzi o to (i pewnie o szereg innych rzeczy)
Jego niegdyś zabawna, prowokacyjna "niepoprawność" coraz częściej zamienia się w zupełnie banalne ględzenie. Nie oznacza to jednak, że uzasadnione są jakieś obłąkane petycje i apele o zrywanie kontraktów. To szaleństwo niektórych organizacji LGBT jest zupełnie przerażające.
Facet napisał coś głupiego, ale jednocześnie widać choćby po tym zakończeniu, że nie jest jakimś fanatykiem. Można więc z nim polemizować, może nawet zaprosić go na jakąś dyskusję.
Wolność słowa ma swoje granice. Jednak tworzenie takiej psychozy, w której jedna głupsza wypowiedź może kosztować utratę pracy, posady, kontraktu wydaje mi się niebezpieczne.
W życiu nie spotykamy tylko tych absolutnie poprawnych, wszystko rozumiejących oraz jednoznacznie złych i niepoprawnych. Najczęściej mamy do czynienia z ludźmi, którzy są gdzieś pośrodku. Coś tam rozumieją, czego innego nie. Niektóre nasze argumenty przyjmują od razu, inne kontrują jakimiś swoimi lękami, złością czy zwykłą niewiedzą. Jeśli się nie potrafi z nimi rozmawiać a każde głupsze zdanie traktuje jako obrazę, to skazuję się samego siebie na gettoizację. I to jest właśnie to, do czego radykałowie ruchu LGBT próbują nas sprowadzić i, co złości mnie bardziej, niż wypowiedzi Clarksona.
Swoją drogą, warto przypomnieć, o co wściekano się wcześniej. W jednym z odcinków powiedział o jakimś Daihatsu, że jest "so gay". Bez komentarza.
Zgaduje ze chodzi o gender-fluid