"Małżeństwo rozumiane w tradycji jako związek kobiety i mężczyzny nie jest jedyną platformą miłości i odpowiedzialności! Niezależnie od orientacji seksualnej można kochać, budować trwały związek (niełatwe, ale możliwe!), praktykować wzajemną odpowiedzialność. Trzeba żywić „nadzieję wbrew wszystkiemu”, że to zostanie w końcu uznane. Może jednak się do tego zbliżamy, mimo gołosłownych twierdzeń, że nie ma analogii między miłością a miłością" - czytamy w liście Haliny Bortnowskiej do Grupy Chrześcijan LGBTQ, Wiara i Tęcza.
Halina Bortnowska, filozofka, teolożka, publicystka i współzałożycielka Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka ponad tydzień temu
w rozmowie z "Newsweekiem" oceniała zakończony w połowie października synod biskupów dot. rodziny. "Biskupi są przekonani, że orientacja homoseksualna jest zgubna, boją się, że ludzie o tej skłonności będą ją narzucać innym. Propagować. Ale propagowanie homoseksualizmu jest jak propagowanie niebieskich oczu" - mówiła Bortnowska, która w tym samym wywiadzie wspominała swoje spotkanie z Grupą Chrześcijan LGBTQ, Wiara i Tęcza.
Pod koniec października Wiara i Tęcza opublikowała na swoich stronach list Haliny Bortnowskiej. "Biorąc udział w Waszych rekolekcjach, poczułam żywszą solidarność z Wami, z Waszym losem w kontaktach z Kościołem rzymskokatolickim. Domyślam się, że wiele wypowiedzi publikowanych ostatnio w związku z Synodem w Rzymie musi Was zasmucać. Mnie też zdecydowanie martwią" - napisała Bortnowska, dodając jednak, że "żaden z tych głosów nie jest definitywny, skończył się zaledwie pewien etap". Teolożka poprosiła WiT o pomoc w odnajdywaniu "podpory dla nadziei". "Małżeństwo rozumiane w tradycji jako związek kobiety i mężczyzny nie jest jedyną platformą miłości i odpowiedzialności!
Niezależnie od orientacji seksualnej można kochać, budować trwały związek (niełatwe, ale możliwe!), praktykować wzajemną odpowiedzialność. Trzeba żywić „nadzieję wbrew wszystkiemu”, że to zostanie w końcu uznane. Może jednak się do tego zbliżamy, mimo gołosłownych twierdzeń, że nie ma analogii między miłością a miłością" - czytamy w liście. Bortnowska dodaje też, że "Rodzina może powstawać i rzeczywiście nieraz powstaje w oparciu o różnie ukształtowane związki. Może w dalszym swoim powolnym rozwoju Synod (albo Sobór) zacznie tego uczyć".
Cała treść listu na stronach Wiary i Tęczy.Przypomnijmy: III Nadzwyczajne Zgromadzenie Synodu Biskupów „Wyzwania duszpasterskie związane z rodziną w kontekście ewangelizacji” odbyło się w dniach 5-19 października 2014 r. w Watykanie. W zeszłym roku donosiliśmy, że
wszystkie episkopaty na świecie otrzymały dokument przygotowawczy do synodu, którego elementem – pierwszy raz w dziejach Kościoła - była ankieta skierowana nie do hierarchów, ale do ludzi świeckich. Cztery pytania dotyczyły LGBT, w tym m.in. położenia ludzi LGBT w Kościele, duszpasterstwa w kontekście ludzi LGBT itd.
Grupa chrześcijan LGBTQ Wiara i Tęcza namawiała ludzi do wypełnienia ankiet, które za pośrednictwem "Tygodnika Powszechnego" zostały przekazane organizatorom synodu.
Po synodzie biskupi orzekli, że „Nie istnieje żadna podstawa, by upodabniać lub stwierdzić analogie, nawet odległe, między związkami homoseksualnymi a Bożym planem wobec małżeństwa i rodziny". Niektórzy ocenili to jako porażkę, inni zwracali uwagę na zmiany, które zachodzą w Kościele.
(md)
Może za jakiś czas kościół sie na nas otworzy
synkretyzm religijny zawsze niszczy wspólnotę od wewnątrz... tym bardziej akcentuje się twarde stanowisko Kościoła w swoich doktrynach...
Zaskakujące jest to, że w kraju zniszczonym przez zabory, w którym panowała duża różnorodność i tolerancja - Kościół Katolicki widzi tylko i wyłącznie homogeniczny monolit i swój bastion... zgody na dialog brak-bo brak chętnych do dialogu...
Niech biskupi obliczą ile diabłów zmieści się na główce od szpilki, bo jeszcze tego nie ustalili.