Rozmawiamy o faktycznych problemach
Coraz rzadziej debatuje się w Polsce na temat homoseksualizmu, a coraz częściej na temat homofobii. Tragiczne wydarzenie w Szczecinie z 31 października br.- ciężkie pobicie mężczyzny, który wychodził z klubu gejowskiego nie przeszło na szczęście bez echa. Wywołało dyskusję.
Pokażemy Wam zboki, gdzie wasze miejsce - mieli krzyczeć sprawcy. Policji udało się ich zatrzymać. Znajomy pobitego powiedział "Gazecie Szczecin": Ma potłuczone żebra, opuchniętą twarz, siniaki pod oczami. Czuje się już lepiej, ale dla nas wszystkich to wstrząsające zdarzenie. Do tej pory takie rzeczy się nie działy. Myśleliśmy, że Szczecin jest bardziej tolerancyjny.
Ta sama gazeta przedwczoraj (19.11) zamieściła wywiad z Danielem Michalskim, koordynatorem szczecińskiego oddziału KPH o tym, czy Szczecin jest miastem homofobów. Michalski powiedział m.in. Nigdy ani ja, ani nikt z moich znajomych nie zostaliśmy pobici, mimo że od trzech lat aktywnie udzielam się w mediach i nie kryję tego, że jestem gejem. Jakiś czas temu mieszkałem z moim partnerem w bloku na Niebuszewie. Mówi się, że to zła dzielnica, że na każdym rogu biją. Tymczasem ja wielokrotnie spotykałem sąsiadów w przebraniu Drag queen [określenie mężczyzny w stroju kobiety występującego na estradach klubowych - przyp. red.]. Nigdy nikt mnie nie obrażał. Ale to nie znaczy, że w naszym mieście problem homofobii nie istnieje. Gdyby tak było, nie powstałby w Szczecinie oddział KPH. Poza tym wydaje mi się, że problem jest mało widoczny, bo tu nic się nie dzieje. Nie ma marszów równości, gejowskich klubów jest niewiele.
Na podobny temat dyskutowano również - choć na szczęście bez pobicia jako pretekstu - 16 listopada br. w Olsztynie w "Gazeta Cafe". Uczestniczył w niej m.in. Robert Biedroń (KPH), który studiował w Olsztynie: Wysłałem do znajomych gejów i lesbijek z Olsztyna informację o spotkaniu. Nikt z nich się nie zjawił. Wielu z nich uważa, że nie powinno się mówić o orientacji seksualnej, bo to ich intymne sprawy. Boją się też, że spotkają się z nietolerancją w pracy czy na ulicy. "Gazeta Olsztyn" cytuje homoseksualnego Krzysztofa z Olsztyna: Na razie żyje się tu spokojnie, nie spotykam się z jawnymi objawami niechęci, ale boję się agresji, gdy będzie się wokół tych spraw robić szum - obawia się Krzysztof z Olsztyna. A ja wcale nie chcę całować się z partnerem pod Alfą czy mieć dzieci. Życie utrudniają mi bardziej prozaiczne sprawy, jak brak możliwości wspólnego rozliczania się z podatków z moim chłopakiem, czy zapytania się o jego zdrowie, gdy jest w szpitalu.
(mku)
Ja na szczęście w Polsce nie mieszkam, gdybym jednak mieszkała i miała możliwości w przyszłości wyjazd to nawet bym się nie zastanawiała. Nie chodzi tu tylko o ułomność naszego społeczeństwa ale dlatego by żyć swoim życiem a nie innych. Bo mieszkając w Polsce narażamy się na dyskryminację dlatego że jesteśmy "homo", mimo iż nikt nie zna nas osobiście, tylko po prostu wie o naszej orientacji.
Egoistów nie da się zranić, jeżeli uważasz że tak to nie jesteś egoistką, tylko chcesz nią na siłę być.
Nie mogą? Jak to nie mogą? Nie słyszałaś o pobiciach? Niektórzy posuwają się do gorszych czynów.
;>
Trochę jakbyś się pogubiła w tym wszystkim ;p
Jak to nikt? A czemu służą liczne manifesty, demonstracje, samo trzymanie się za ręce na ulicy to jakiś sposób walki o akceptacje, pokazanie że nie ma w nas nic dziwnego. W polityce co prawda nikt nic nie robi, dlatego to trzeba zmienić. Problem w tym że jest małe prawdopodobieństwo znalezienia polityka który publicznie ogłosi że walczy o równe prawda dla homoseksualistów bo może zostać o ten homoseksualizm posądzony. To trudna droga z wielkimi kamieniami, które taranują ją z każdej strony.
My sami nie jesteśmy w stanie wiele zdziałać. Próbujemy już tyle czasu i to dalej na nic, spotykamy się jedynie z jeszcze większą agresją.
Ja niestety w zmianę NA DZIEŃ DZISIEJSZY, nie wierzę. Jak już pisałam Polskie społeczeństwo jest upośledzone kulturalnie.