Nie spotka się z prezydentem, ale..
Brendan Fay i Tom Moulton, którzy stali się znani w Polsce, gdy prezydent Lech Kaczyński wykorzystał zdjęcia z ich ślubu w swoim orędziu do narodu, aby odstraszyć Polaków od popierania Traktatu Lizbońskiego, przylecieli w niedzielę do Warszawy. W stolicy spędzą 3 dni. Przylecieli na zaproszenie programu "Teraz my!" - stacji TVN. Na lotnisku byli witani przez tłumy reporterów.
Podczas pierwszego dnia pobytu spotkali się z Tomaszem Szypułą i Gregiem Czarneckim - przedstawicielami Kampanii Przeciw Homofobii. Podczas rozmów Fay i Moulton chcieli dowiedzieć się jak najwięcej o sytuacji polskich gejów i lesbijek.
Przedstawiciele KPH oprowadzili parę z Nowego Jorku po najbardziej znanych zakątkach Warszawy, takich jak Getto Warszawskie, czy Rynek Starego Miasta, gdzie wzięli udział we mszy katolickiej. Brendan i Tom zobaczyli także koncert rockowy Solidarni z Białorusią na Placu Zamkowym. Wieczorem podczas kolacji spotkali się z przedstawicielami KPH wraz z ich partnerami oraz ze znaną parą - Tomaszem Raczkiem, krytykiem filmowym i Marcinem Szczygielskim, pisarzem.
-Dla nas wizyta w Polsce to możliwość pokazania naszej przyjaźni i solidarności z Polskimi gejami i lesbijkami. To niezwykłe przeżycie móc się podzielić naszą historią i wysłuchać historii polskich gejów i lesbijek- powiedzieli Fay i Moulton.
-Bardzo się cieszymy, że Brendan i Tom przyjechali do Polski, aby opowiedzieć o swoim związku. To stwarza dla nas możliwość rozpoczęcia dyskusji o związkach partnerskich w Polsce. Cieszymy się także z wielu głosów poparcia, jakie my i oni otrzymaliśmy z Polski i zza granicy- powiedzieli Szypuła i Czarnecki.
Fay i Moulton chcieli spotkania z polskim prezydentem, jednak Kancelaria Prezydenta wykluczyła, że dojdzie do niego podczas wizyty mężczyzn w Polsce.
Wiadomo natomiast, że z mężczyznami spotka się dzisiaj w Sejmie poseł SLD Ryszard Kalisz.
(KPH)
Co takiego? Zaraz, zaraz. Ta dyskusja już się toczy od ładnych paru lat. Wizyta może być co najwyżej okazją do próby jej zintensyfikowania, choć pewnie skończy się znów na kolejnej porcji deklaracji bez pokrycia z lewej strony sceny politycznej i na kolejnym potoku pomyj wylewanych na nas tymi samymi rękoma, co zawsze.
Pedały i lesby są fajne, jak trzeba sobie podbić oglądalność (vide dzisiejsza, pożalcie się niebiosa, rozmowa w porannym paśmie TVN24). A poza tymi momentami znakomita większość i tak ma nas w głębokim poważaniu.