Rozmowa z Krystianem Lupą w najnowszej "Machinie"
W majowym numerze miesięcznika "Machina" Łukasz Maciejewski rozmawia z wybitnym reżyserem tearalnym ? Krystianem Lupą, który nie tylko wypowiada się na temat polityczne, ale także po raz pierwszy mówi publicznie o swoim homoseksualizmie. Poniżej fragment wywiadu:
"Krystianie, za co zostałeś wyrzucony z Łódzkiej Szkoły Filmowej?
Za homoseksualizm.
Ale wprost?
Nie, oczywiście że nie wprost. Byłem już w tym czasie w swoim ? spóźnionym wprawdzie - okresie buntu. Nagle poczułem się sobą, zaakceptowałem siebie. Po różnych doświadczeniach i przyjaźniach z ludźmi, którym bardzo wiele zawdzięczam, którzy pozwolili mi mówić o różnych rzeczach, nieoczekiwanie poczułem w sobie eksplozję. Wybuchnąłem. Na studiach zachowywałem się prowokacyjnie i skandalicznie.
Czyli co, orgie?
No tak, ale orgie to są rzeczy prywatne. Orgii nie pokazywałem. O orgiach plotkowano. Pedagodzy bardzo często plotkują.
Podobno wyrzucono Cię z "filmówki" za brak talentu?
Nie, wyleciałem za etiudę, którą zrobiłem. Komisja dopatrzyła się tam wątków homoseksualnych.
A były?
Nie wiem, miałem inne intencje To był film o wpływie na siebie dwóch ciał, niedopasowanych ludzi, mieszkających w tym samym pokoju akademickim. Film o współistnieniu odruchów, temperamentów, niepokojów, przepływów. Ta etiuda, chyba zresztą udana, była takim moim poletkiem doświadczalnym. Komisja zobaczyła to, na co miała ochotę.
Ciekawe, czy istnieje gdzieś w archiwach "Filmówki" ten film? Pokazany dzisiaj, byłby wydarzeniem. Interesowałeś się tym?
Nigdy. Miałem i mam nadal wielki uraz do tej szkoły, chciałem jak najszybciej wymazać tamto doświadczenie z życia. Jest tylko jedna rzecz, w której brałem wówczas udział i której efektu ciągle jestem ciekawy. To etiuda Andrzeja Barańskiego. Zagrałem w niej główną rolę. Niewiele z
tamtej przygody pamiętam, ale to było naprawdę intrygujące przeżycie. Byłem u Andrzeja jakimś dziwnym, trochę niepokojącym medium, które wyłaniało się nagle z jakichś drzwi
(...) nigdy dotąd nie spotkałem wywiadu, w którym dziennikarz zapytałby Cię wprost o Twój homoseksualizm.
Bo jest w tym coś upokarzającego, że trzeba wyjawić to, co właściwie powinno być czymś zupełnie naturalnym. I nagle to staje się sednem, tanią sensacją. Ja wielokrotnie mówiłem i pisałem o homoseksualizmie jako o swoim wewnętrznym doświadczeniu i naprawdę byłbym zażenowany gdybym musiał jeszcze do tego dodawać to sakramentalne potwierdzenie, że "jestem". Skoro tyle o tym mówię i piszę, znaczy, że jestem.
Może geje potrzebują dzisiaj tego "jestem"?
Może masz rację, dzisiaj trzeba się tłumaczyć z niewinności. Człowiek musi odbyć lustrację, żeby udowodnić, że jest / był niewinny. To również jest mentalność rodem z Trzeciej Rzeszy. Tam chodziło o rasę, żeby zdobyć pracę, żeby pełnić funkcje kierownicze. Widzę tu podobieństwa. Nie chodzi wprawdzie o rasę, ale człowiek, żeby dalej pracować, zostaje a priori poniżony."
Cały wywiad w najnowszym numerze miesięcznika "Machina". Zachęcamy do lektury!
(kt)
Zachęcam do czytania komentowanych artykułów. :-)
Teraz, kiedy sprawa została wprost wyartykułowana takze inni beda sie mogli dowiedziec, a nie jedynie domyslac (bo to jednak nie to samo).
Ale miło, że ktoś mówi o swojej orientacji właśnie w taki sposób naturalny, nie hucznie i nagle. Tylko po prostu.