Z Jackiem Poniedziałkiem rozmawiają Anita Zuchora i Bartosz Żurawiecki
W najnowszym numerze miesięcznika "Film" ukazał się obszerny wywiad z Jackiem Poniedziałkiem. Publikujemy fragmenty rozmowy, którą z aktorem przeprowadzili Anita Zuchora i Bartosz Żurawiecki.
Film: Nie uważasz, że mogleś zdecydować się na ten coming out dużo wcześniej?
Jacek Poniedziałek: Może. Ale mam wrażenie, że dotąd byłem za mało znany, żeby to kogokolwiek obeszło. Ważne, w jakim momencie to nastapiło.
Może teraz więcej gejów będzie się ujawniać?
No wiecie, znamy ich wielu...
Przecież gdyby wszyscy wstali i powiedzieli jak jest, właściwie problem przestałby istnieć. Nie dałoby się ich ignorować. Okazałoby się także, że nie ma się czego bać. Dlaczego tego nie robią?
To byłaby rewolucja. Na wielka skalę. Ale z wieloma gejami jest tak, że nawet przed sobą się do tego nie przyznają, więc trudno oczekiwać, żeby przyznali się publiczne. Poza tym nie było dotąd precedensu. Osoby powszechnie znanej, której ujawnienie się nie wywowałoby negatywnych skutków.
Ty stworzyłeś ten precedens.
Rzeczywiście. Chociaż w pewnym sensie to się stało samo. Najpierw "Newsweek" napisał, że jestem homoseksualistą. Wcześniej udzieliłem wywiadów gejowskim pismom. Nigdy się nie uchylałem od mówienia o tych sprawach, jednak Polacy boją się i nie chcą rozmawiać o homoseksualizmie. Przypuszczam więc, że swoim coming outem trochę wstrząsnąłem ich światem. Przecież w opinii widzów "M jak miłość" byłem miłym, sympatycznym facetem. zrozumiałym i bliskim. No i raczej zwyczajnie męskim. Ale reakcje są pozytywne i to bardzo dobry znak. Świetnym przykładem jest moja mama, która ma ponad 70 lat. Obawiała się jak zareagują sąsiedzi, pani z kiosku i panie ze sklepu, w którym robi zakupy.
I jaka była reakcja?
J: Nastąpiła tylko jedna zmiana. Do tej pory jej koleżanki czy sklepikarki zawsze pytały, co u syna, bo czytały o mnie w kolorowych gazetach. Od tego momentu milczą. Nadal są bardzo miłe, natomiast nie chcą już rozmawiać o moim życiu. Wstydzą się po prostu. To są słowa przeklęte.
Denerwuje cię to milczenie?
J: Nie. Wiecie co, ja naprawdę sądzę, że Polacy są tolerancyjnymi ludźmi - wiem, wiele osób szokuje, że coś takiego mówi gej polski, który swoje tutaj przeżył, ale tak właśnie uważam. Tylko, że my, Polacy, mamy dwie moralności: taką prywatną, rodzinną, zamkniętą w czterech ścianach i tę drugą, na pokaz. I na polskiej domniemanej nietolerancji grają sobie politycy i, niestety, dziennikarze, wśród których przecież sporo jest gejów.
Cały wywiad w najnowszym numerze miesięcznika "FILM".
(kt)
GALA: Wiele osób widziałoby twoją twarz na sztandarach w bitwie o prawa mniejszości seksualnych. Dystansujesz się od tego.
J.P.: (...) Nie chcę reszty życia poświęcić na walkę o coś, z czym sam nie do końca się zgadzam. Jestem przeciwny małżeństwom homoseksualnym, możliwości adoptowania dzieci. Jeżeli dwóch facetów albo dwie kobiety decydują się na to, by być ze sobą, to nie po to, na litość boską, żeby udawać małżeństwo. Małżeństwo to znaczy mężczyzna i kobieta. Mam iść do urzędu stanu cywilnego czy do kościoła i co? Mam sobie założyć ślubną suknię i być czyjąś żoną? Nie. Chcę mieć partnera, chcę mieć faceta, chcę mieć z nim wspólne prawa majątkowe i możliwość odwiedzenia go w szpitalu, gdy będzie chory. A dzieci? Osobiście poznałem jedną dziewczynę wychowywaną przez dwóch gejów. Wydaje mi się lekko emocjonalnie przetrącona, sparaliżowana. Nie wiadomo, jak byłoby, gdyby ta dziewczyna wychowywała się w konwencjonalnej rodzinie. (...)
Niech popaprańcy z Radia Maryja siędza u siebie w Toruniu - nie potrzebujeny tutaj ich mądrości na temat gejowstwa, poszli won, "Takie prawdy" nazistowskie!
Dlaczego mielibyśmy popierać,wspomagać,wynosić homeseksualistów ponad całą resztę?W imię czego?
To lobby jest jednak wyjątkowo silne ,ponieważ w odróżnieniu od reszty ma w sobie wiele ekshibicjonizmu a mało wstydu.
Sama miałam taki oto przykład - ujawniłam się przed jedną ciotką. Przyjęła to wyjątkowo dobrze (podobnie jak moją partnerkę), ale dała do zrozumienia, żeby "nie chwalić się tym" przed jej siostrami. Więc wyoutowałam się każdej z ciotek po cichu. Wszystkie reagowały tak samo.
W efekcie powstała komiczna sytuacja, kiedy wszystkie ciotki o mnie wiedziały, nie wiedząc, co wiedzą pozostałe i w czasie rozmów było tylko wzajmne puszczanie oka i poromiewawcze chrząknięcia. Tak więc "sekret" udało się poniekąd ochronić.
Na szczęście ich dzieci (w moim wieku) przeszły nad tą informacją do porządku dziennego i nie bały się nazwać mojej orientacji po imieniu. :)