Konserwatyści zwierają szeregi
Według republikańskiego senatora Ricka Santorum, seks pomiędzy dwoma mężczyznami jest "perwersją": "Jeśli Sąd Najwyższy jest zdania, że dwóm mężczyznom wolno uprawiać seks w swoich czterech ścianach, to dozwolona powinna być także poligamia, kazirodztwo i sodomia. Dozwolone jest po prostu wszystko" - powiedział senator, wzbudzając falę protestów ze strony amerykańskich stowarzyszeń LGBT. Jednak - poglądy Santorum podziela wielu polityków rządzącej partii republikańskiej, gdzie formuje się opór przeciwko liberalizacji przepisów prawa wymierzonych w społeczność gejowską. Konserwatystom chodzi uniemożliwienie legalizacji w USA partnerstwa homoseksualnego, nawet jeśli wymagałoby to zmiany amerykańskiej konstytucji.
Kilka dni po nieoczekiwanym i zaskakującym werdykcie Sądu Najwyższego USA, który zawyrokował, że wszystkie lokalne akty prawne zakazujące stosunków homoseksualnych są sprzeczne z Konstytucją, rozgorzała dyskusja wokół prawnej sytuacji amerykańskich gejów i lesbijek. Bill Frist, szef frakcji republikańskiej w Senacie i jeden z niekwestionowanych liderów tej partii, zaczął pracowicie montować koalicję na rzecz przepchnięcia przez Kongres pierwszej od trzydziestu lat poprawki konstytucyjnej. Chodzi o to, by w ustawie zasadniczej znalazł się zapis, że jedynie związek kobiety i mężczyzny może być uznany jako małżeństwo z wszystkimi prawnymi konsekwencjami. Bez takiej poprawki - zdaniem Frista - tradycyjne małżeństwo może być uznane przez gejów i lesbijski jako forma dyskryminacyjna.
Po ogłoszeniu wyroku Supreme Court, amerykańskie stowarzyszenia gejowskie i lesbijskie złożyły do sądów wiele skarg, domagając się równouprawnienia w takich dziedzinach jak zawieranie związków partnerskich, adopcji dzieci i prawa do opieki nad nimi, prawa podatkowego i spadkowego oraz opieki zdrowotnej. Biały Dom zaniepokojony jest tym rozwojem wydarzeń. Doradcy prezydenta Busha myślą już o jego kolejnej kampanii wyborczej i zastanawiają się, czy powinien on opowiedzieć się po stronie gejów czy też przeciwko nim. Podczas konferencji prasowej, Bush powiedział, że małżeństwo jest związkiem kobiety i mężczyzny. O tym, czy konieczna jest poprawka konstytucyjna "muszą zdecydować prawnicy".
Ta wymijająca odpowiedź potwierdza przypuszczenia, że prezydent i jego doradcy najchętniej pominęliby problemy gejów milczeniem. Jako tradycjonalista, Bush nie może otwarcie głosić haseł równouprawnienia dla mniejszości seksualnych. Jednak - jak donosi gejowski magazyn "Texas Triangle" - w swojej krótkiej kadencji, powołał na wysokie urzędy ponad dwudziestu otwartych gejów i trudno mu zarzucić praktyki dyskryminacyjne w polityce personalnej.
Amerykańskie gazety spekulują, że jednym z ważniejszych powodów, dla których Biały Dom unika antyhomoseksualnych deklaracji jest fakt iż córka wiceprezydenta Dicka Cheney jest lesbijką.
(KW)