"Nie chodzi o plakaty tylko o prawa człowieka..."
W krakowskim wydaniu Gazety Wyborczej ukazał się wywiad z prof. Jerzym Aleksandrowiczem, kierownikiem katedry psychoterapii Collegium Medicum UJ o krakowskiej homofobii. Oto jego treść:
Michał Olszewski: W ostatnich tygodniach w Krakowie doszło do ostrego sporu o prawo do pokazywania na ulicach fotografii par homoseksualnych, związanych z akcją "Niech nas zobaczą". Niszczone są plakaty, galerie nie chcą pokazywać zdjęć. O co chodzi?
Prof. Jerzy Aleksandrowicz, kierownik katedry psychoterapii Collegium Medicum UJ: Na pewno nie o plakaty, tylko o prawa człowieka, o przyjęcie do wiadomości, że homoseksualiści są wśród nas i mają takie same prawa jak heteroseksualiści.
Ale skąd tak gwałtowny protest?
- Nietolerancja wobec homoseksualizmu łączy się z obawami, że sami jesteśmy homoseksualistami. A przecież wszyscy, którzy przekroczyli 40 lat, mają doświadczenia homoerotyczne: był to jeden z nieuchronnych epizodów rozwoju psychoseksualnego, przynajmniej w naszej kulturze. Epizodów powszechnych w latach poprzedzającym koedukację i rewolucję seksualną. I nadal często obecnych w rozwoju człowieka.
Co Pan ma na myśli?
- Erotyka homoseksualna to dla wielu ludzi, w pewnym okresie ich życia, jedyny sposób realizacji popędu. Zakazany, więc zwalczany w sobie aż do zaprzeczenia jego istnieniu. Wrogość wobec homoseksualizmu to wrogość wobec siebie samego, tego, czego nie wolno w sobie zaakceptować. Homofobi powinni spojrzeć w siebie i spróbować dostrzec, dlaczego homoseksualizm tak ich gniewa.
A czy homoseksualizm nie jest wbrew naturze?
- Żadna miłość nie jest wbrew naturze. Nauka jest w tym zgodna ze słowami Jana Pawła II. A nie każda miłość ma na celu prokreację. Chociażby miłość do Boga czy miłość do ojczyzny.
To nie jest zboczenie i deprawacja?
- Miłość nazywa pan deprawacją?
Przeciwnicy kampanii nie zgadzają się na propagowanie "odchyleń" od normy społecznej.
- W całym świecie wielu ludzi boi się odmienności, traktując ją jako zagrożenie. Palą geniuszy na stosach i powstrzymują postęp - bo oni właśnie są inni, a to, co nowe, bywa odmienne. Dlatego tak ważna jest walka o tolerancję dla tego, co odmienne. Może należy przekonywać, że inne nie jest groźne? Tolerancja ma wymiar ludzki, ale także polityczny. W Krakowie widać to wyraźnie: tu homofobia łączy się z wrogością wobec Unii Europejskiej.
Czy uważa Pan, że Kraków jest miastem nietolerancyjnym?
- Kraków? Raczej pewne grupy krakowian. Może wcale nie liczniejsze niż w innych miastach, ale z pewnością mające wiele do powiedzenia. Grupy, których nietolerancji boją się myślący inaczej. I to właśnie jest smutne. Co gorsza - niebezpieczne. Aż się prosi zacytowanie Talleyranda: "To gorsze niż zbrodnia - to błąd".
Relację z otwarcia wystawy i wywiad z autorką zdjęć "Niech nas Zobaczą" Karoliną Bregułą opublikujemy w najbliższych dniach na Innej Stronie.
(red)