Problem: Albo seks - albo reklamy...
Dziennik New York Times donosi o problemach, jakie ma znany portal "Yahoo" z tak zwanymi "stronami dla dorosłych". Chodzi tu szczególnie o pokoje chata, kluby i różne fora, poświęcone najpopularniejszej tematyce konwersacji między ludźmi. Krytykowany przez reklamodawców, "Yahoo" ukryć miał już najbardziej prowokujące sekcje. Ocenia się, że tylko na tym portalu jest ich około 100 tysięcy!
Rzecznik "Yahoo", Jackson Holtz twierdzi wymijająco, że to nie prawda, bo decyzja nie została jeszcze podjęta. Użytkownicy natomiast donoszą, że stare adresy i linki już nie działają. Portal znalazł się pod silnym ostrzałem ze strony grup religijnych i samozwańczych moralistów, kiedy dziennik "Los Angeles Times" ogłosił tekst o filmach pornograficznych dostępnych na serwerze "Yahoo". Konserwatywna organizacja American Family Association zorganizowała akcję wysyłki 100 tysięcy maili, domagających się cenzury. Obudzili się także obrońcy pełnej wolności w sieci, wysyłając tysiące petycji, broniących swobody wyboru oglądanych w internecie treści.
Zdaniem krytyków, pornografia powinna zostać zepchnięta do internetowego podziemia. Wszystkie portale tematyczne będą musiały prędzej czy później podjąć decyzję "oczyszczenia" swych treści. Przecież - brzmi argument finalny - w prasie codziennej też nie ma pornografii.
(PS)