Bardzo zyskowna impreza
O tym, że na gejach zarobić można dobre pieniądze, pisaliśmy nie raz. Zasada DINK ("double income - no kids", czyli "podwójna pensja, brak dzieci") odnosi się zarówno do gejów, les jak też nowoczesnych par, żyjących bez ślubu i nie planujących potomstwa. Ogromne imprezy gejowskie, organizowane na całym świecie, zwróciły na siebie uwagę biznesu. Najnowszym przykładem zainteresowania gejowskim konsumentem jest zamiar zorganizowania gejowskich igrzysk Gay Games w roku 2010 przez Izbę Turystyki południowoafrykańskiego miasta Kapstadt.
Rick Taylor, szef Izby oznajmił, że jego podwładni wypełniają już odpowiednie formularze. Mają one wykazać, jakie korzyści odniosłoby miasto z organizacji gejowskiej Olimpiady - ale też jakie miałaby ona skutki negatywne. Taylor ma tu z pewnością na myśli niedawne protesty fundamentalistów religijnych. Niejaki Errol Naidoo z wspólnoty religijnej "His People Church" powiedział, że "ludzie wierzący nie mogą wziąć do ręki wydanego przez Izbę Turystyki gejowskiego przewodnika bez uczucia obrzydzenia i powinni umyć potem ręce". Współpracownica Izby, Sheryl Ozinsky, która nie ukrywa że jest lesbijką, zapewnia, że nikt nie będzie podejmował próby uczynienia z Kapstadt "stolicy gejów i les". "Jednak organizacja Gay Games przyniesie nam milionowe wpływy".
Najbliższe Gay Games odbędą się w przyszłym roku w Sydney/Australia. Oczekuje się przybycia około 15.000 uczestników i ok. 25.000 gości. O organizację igrzysk w roku 2006 ubiega się m.in. Atlanta. A na rok 2010 oczekiwane jest zgłoszenie z Londynu. Warszawa ma szansę ewentualnie w XXII wieku.
(TJ)