Wielka party down under
Down under - to Australia. Kontynent położony na drugiej półkuli nazwano tak, bo znajduje się gdzieś "pod nami". Ale w Australii ludzie nie chodzą do góry nogami. Trzymają się twardo realiów. Podobnie środowisko gejowskie. Funkcjonując w konserwatywnym społeczeństwie, którego fobie i stereotypy niczym nie różnią się od naszych rodzimych, zdołali wywalczyć spory obszar swobód i stworzyć prosperujące wysepki normalności.
W australijskiej metropolii Sydney rozpoczął się właśnie doroczny festiwal Mardi Gras 2001. Na tle oszałamiającej architektury opery i Harbour Bridge, czyli Mostu Portowego, na wielkiej imprezie inauguracyjnej, zgromadziło się 23.000 osób.
Głównym mówcą ceremonii otwarcia był znany dziennikarz, David Marr. W niezwykle emocjonalny sposób przypomniał on, że ciesząc się na festiwalową zabawę nie należy zapominać, iż Australia nie jest bynajmniej rajem dla gejów. W australijskim stanie Nowa Południowa Walia, seks gejowski dozwolony jest od lat 18, w stanie Australia Zachodnia - od lat 21. "Przyjrzyjcie się dobrze partiom politycznym, na które będziecie oddawać głosy w nadchodzących wyborach" - mówił Marr - "rząd premiera Howarda czyni wszystko, by przypodobać się katolickim i anglikańskim biskupom".
Przewodnicząca komitetu organizacyjnego Margi Gras, Julie Regan, mówiła, że znaczenie słowa "rodzina" zyskuje nową definicję. Rodzina jest tam, gdzie ludzie wspólnie żyją, kochają się i przejmują za siebie odpowiedzialność.
Uczestnicy inauguracyjnej party wzięli sobie z pewnością do serca te słowa. Jednak, kiedy nad wspaniałą scenerią, rozciągającą się dookoła ukazał się księżyc w pełni - trudno było powstrzymać westchnienie: "Jak tu pięknie. I tak romantycznie".
(TJ)