Prezydent USA bilansuje swą pro-gejowską politykę
Stany Zjednoczone nie są - jak wielu sobie wyobraża - rajem dla gejów. Nie są nawet krajem liberalnym. Społeczeństwo amerykańskie jest w swej masie konserwatywne. Ogromny wpływ na opinię publiczną mają różne fundamentalistyczne sekty i Kościoły. Wielkie znaczenie dla Amerykanów ma także tradycja. A tradycja ta ma swe korzenie w purytańskich, religijnych ruchach ostatnich 200 lat. W wielu stanach zachowały ważność przepisy prawa, wywodzące się właśnie z tamtych czasów. Strażników amerykańskiej moralności spotkać można wszędzie - w amerykańskim Kongresie, na fotelach senatorów, gubernatorów i sędziów. Nienawidzą oni gejów, ateistów, Czarnych i wszystkiego, co pachnie postępem i nowoczesnością. Czyli - dokładnie tak samo jak nasza rodzina, polska prawica.
A jednocześnie, Stany Zjednoczone są centrum wszelkich ruchów postępowych, emancypujących mniejszości. Gejowskie grupy wpływów są w Ameryce potężne i każdy polityk musi się z nimi liczyć.
Prezydent Bill Clinton, którego druga i ostatnia kadencja dobiegnie niedługo końca oceniany jest przez amerykańskie grupy i organizacje gejowskie pozytywnie. Kilka dni temu, Clinton zdobył się na krok przełomowy: Jako pierwszy prezydent USA udzielił osobistego wywiadu gejowskiemu pismu "The Advocate". Zbilansował w nim swe ośmioletnie wysiłki w celu zapewnienia pełni praw obywatelskich osobom homoseksualnym. Mówił otwarcie o swoich porażkach i kreślił plany na przyszłość.
Porażek było wiele. Przygotowywana długo "Ustawa o zapobieganiu przestępstw na tle nienawiści" tzw. "Hate Crime Prevention Act" została odrzucona w październiku przez Kongres, ponieważ deputowani nie chcieli zaakceptować jako kryterium oceny przestępstwa, orientacji seksualnej ofiary. W roku 1996, prezydent Clinton podpisał "Defence Of Marriage Act", czyli ustawę dającą poszczególnym stanom prawo negowania ważności zawartych w innych stanach małżeństw gejowskich. Zwalczanie dyskryminacji gejów w siłach zbrojnych USA również napotyka na liczne przeszkody. "Nasi przeciwnicy w Kongresie mają w tej kwestii niestety większość" - mówi w wywiadzie Clinton, pamiętając, że równouprawnienie gejów w armii przyrzekał podczas swej ostatniej kampanii wyborczej. Słowa nie mógł dotrzymać, choć wiele zmieniło się na lepsze. Rada Clintona: "Następny prezydent będzie musiał jeszcze nad tą sprawą popracować". Ustawa o zwalczaniu nienawiści upadła według niego, ponieważ równouprawnieniu sprzeciwiają się liderzy frakcji w Kongresie, wywierając nacisk na bardziej liberalnych deputowanych.
W kwestii małżeństw gejowskich, Clinton zajmuje pozycję bliską poglądom polskiego prezydenta, Aleksandra Kwaśniewskiego: "Pary gejowskie, które pragną przyjąć obowiązki wynikające z partnerstwa, powinny korzystać z pełni praw obywatelskich". Chodzi tu o prawo do dziedziczenia wspólnego majątku, prawo do otrzymywania zaopatrzenia emerytalnego i wypłat z tytułu ubezpieczenia na życie jak również prawo do uzyskania poufnych informacji o stanie zdrowia partnera i odwiedzania go w szpitalu. "Nie ma znaczenia, czy partnerstwo gejowskie nazwiemy małżeństwem, czy nadamy mu inną nazwę. Chodzi o wolę dwóch ludzi bycia z sobą i przyjęcia wszystkich wynikających z tego obowiązków" - mówi w wywiadzie dla "The Advocate" prezydent USA.
Clinton twierdzi, że jego liberalna postawa wobec gejów ma źródło w wczesnych doświadczeniach politycznych z lat 70-tych. Był wtedy senatorem i zajmował się wymiarem sprawiedliwości. "Właśnie udało się nam usunąć w stanie Arkansas zapis, stanowiący że homoseksualizm jest przestępstwem karanym z mocy prawa. Ale potem, w roku 1977, jeden z deputowanych Kongresu z religijnej prawicy, wniósł projekt nowej ustawy, kryminalizującej gejów. Tym razem nie jako przestępstwo kryminalne, lecz jak zwykłe wykroczenie. Usiłowałem tę ustawę zablokować - bezskutecznie" - opowiada. Był to początek kontaktów z organizacjami gejowskimi. "Gdy potem kandydowałem na urząd prezydenta - mówi Clinton - przychodziło do mnie wielu działaczy ruchu gejowskiego". W rzeczy samej, ustępujący prezydent w wielu sprawach reprezentował pozycję bardziej konserwatywną niż większość demokratów - partii, z której się wywodzi - jednak nie w kwestii równouprawnienia mniejszości seksualnych.
Dlaczego amerykańscy geje wspierali Clintona? Clinton jest przekonany, że sporą rolę odegrał tu syndrom solidarności z człowiekiem prześladowanym przez religijnych fanatyków, purytanów i konserwatystów. Widoczne było to szczególnie podczas szczytowego zainteresowania aferą Moniki Levinsky lub aferą Whitewater. Prezydent Clinton może śmiało powiedzieć, że jest prezydentem nie tylko większości - ale też mniejszości. 8 lat jego rządów korzystnie zmieniło położenie gejów w Stanach Zjednoczonych.
(JS)