Liberalizacja prawa obyczajowego w Wielkiej Brytanii
Brytyjski minister spraw wewnętrznych Jack Straw przedstawił – po pewnym wahaniu – szczegóły zapowiadanej od dawna reformy prawa obyczajowego, czyli zbioru paragrafów odnoszących się do życia seksualnego obywateli Zjednoczonego Królestwa. Jedną z zasadniczych zmian ma być wykreślenie praktyk homoseksualnych z indeksu czynów karalnych. Mało kto wie, że brytyjskie prawo obyczajowe pochodzi jeszcze z XVIII i IXX stulecia. Podczas długoletniego panowania królowej Wiktorii, Wielka Brytania słynęła z purytańskich obyczajów. Cień tych wrogich zdrowej ludzkiej zmysłowości czasów widoczny jest po dziś dzień.
Reforma prawa obyczajowego ma więc – na przykład – zalegalizować te aspekty życia seksualnego gejów, które do tej pory zagrożone były karą. Należy do nich "nieobyczajne zachowanie w miejscu publicznym", ale też wymiana pocałunków a nawet publiczne obejmowanie się.
Jeśli reforma przyjęta zostanie przez brytyjski Parlament, w Zjednoczonym Królestwie dozwolony będzie nawet seks w miejscu publicznym – pod warunkiem jednak, że osoby, którym zebrało się na czułości w parku lub w tramwaju mogły przypuszczać, że nie są obserwowane.
Reforma ma naturalnie zagorzałych przeciwników. Baronowa Young, zasiadająca w Izbie Lordów zapowiedziała już, że sprzeciwiać się będzie liberalizacji wszystkimi dostępnymi środkami: "Najpierw rząd zezwolić chce na uświadamianie naszej młodzieży o gejowskim seksie w szkole, a teraz jeszcze dopuścić chce seks na ulicy... Po moim trupie!"
(JS)