Policja ujęła 23-łetniego mordercę Zenona N.
Stołeczny dodatek do Gazety Wyborczej z 18.11.99 informuje, że policji udało się ująć mordercę 69-letniego Zenona N., mieszkańca warszawskiej dzielnicy Wola. Szczegóły, dotychczas ujawnione w śledztwie, mogą dla wielu stanowić przestrogę:
Zenon N. znany był mieszkańcom swego bloku jako uczynny i spokojny człowiek. O jego skłonnościach homoseksualnych nie wiedział poza środowiskiem nikt. Zenon musiał być człowiekiem przeraźliwie samotnym, skoro w sylwestrowy wieczór 1998 wybrał się na Dworzec Centralny w Warszawie – gdzie najwidoczniej bywał dość często w poszukiwaniu przygodnych znajomości.
I tym razem dość szybko wypatrzył młodego chłopaka, który wydawał mu się interesujący. Był nim 23-letni Ukrainiec Siergiej G. Wkrótce potem wylądowali w mieszkaniu Zenona, a na stole pojawił się alkohol. Jak pisze "Gazeta Wyborcza" – Zenon N. czynił chłopakowi "niedwuznaczne propozycje". Można przyjąć, że Sergiej doskonale wiedział, z kim się zadaje. W końcu Dworzec Centralny i to w Sylwestra nie jest ochronką dla nieletnich a chłopak był tam najwyraźniej stałym bywalcem. Owej nocy, jak zeznaje zabójca, mimo zachęty, do niczego nie doszło. Trudno w to uwierzyć. Znając zwyczaje tzw. "środowiska dworcowego", warunki transakcji, cenę, jakość "usługi", omawia się zaraz na wstępie. Sergiej twierdzi, że rano wyszedł do miasta – ale wieczorem wrócił. I znów pojawia się znak zapytania. Skoro bowiem zorientował się, że ma do czynienia z homoseksualistą, który na niego dybie – to po co wystawiał się ponownie na niebezpieczeństwo niedwuznacznej sytuacji. Można zatem z ogromną dozą prawdopodobieństwa założyć, że wrócił z planem zamordowania Zenona. Jak było naprawdę – wyjaśni dalsze śledztwo. W każdym razie, owej kolejnej nocy miało dojść do zbliżenia, czyli mówiąc tekstem otwartym, chłopak dał się zaciągnąć do łóżka. I, jak utrzymuje morderca, to właśnie sprawiło, że "poderwał się, pobiegł do kuchni, porwał młotek i rzucił się na gospodarza". Sergiej bił starszego człowieka tak długo, aż zabił. Potem, młody Ukrainiec starał się upozorował włamanie, wyniósł z mieszkania wszystko, co miało jakąkolwiek wartość i wyjechał z Polski. Zwłoki odkryto dopiero siedem tygodni później.
Początkowo, policja nie mogła znaleźć żadnych śladów – do chwili, gdy stwierdzono, że z mieszkania Zenona N. dwa razy telefonowano na Ukrainę. Ustalono, że jeden z członków rodziny, do której należy numer telefonu, jeździ regularnie do Polski. Sergiej G. aresztowany został na przejściu granicznym w Dorohusku 21 maja 99 podczas próby powrotu do Polski. Badania daktyloskopijne potwierdziły, że jego odciski palców identyczne są z odciskami mordercy. Sergiej G. przyznał się do popełnienia zbrodni.
"Gazeta Wyborcza" zadaje pytanie: Dlaczego Zenon N. został zamordowany? I odpowiada: Żył samotnie w zamkniętym środowisku, które według kryminologów jest jedną z grup wysokiego ryzyka wśród ofiar przestępstw. Policyjny specjalista mówi: "Ludzie innej orientacji seksualnej to z wiktymologicznego punktu widzenia grupa ryzyka, ale narażona najczęściej na kradzieże, pobicia. Pamiętam wprawdzie inne zabójstwo na Woli sprzed blisko dziesięciu lat, ale pewien aktor zaprosił do siebie czterech chłopaków i też przypłacił to życiem, ale zabójstwa homoseksualistów należą do rzadkości".
Tragiczny przypadek Zenona N. potwierdza jeszcze raz żelazną zasadę: Nie zapraszaj do domu przypadkowo poznanych poza środowiskiem młodych chłopaków do których nie masz 100% zaufania. A jeśli już – zabezpiecz się. Spisz wszystkie dane personalne, w nocy zamknij drzwi od wewnątrz i schowaj klucze. Utrzymuj kontakty socjalne. Tylko życie w solidarnej społeczności zapewni Ci bezpieczeństwo. Zenon N. żył w kompletnej samotności, do tego stopnia, że przez siedem tygodni nikt nie zainteresował się jego losem, nikt nie przyszedł w odwiedziny. Najpewniej tak panicznie bał się odkrycia jego preferencji seksualnych, że świadomie skazał się na przelotne, dworcowe spotkania. Ilu takich Zenonów żyje wśród nas?
(JS)