“BROS” reklamowane jest jako pierwsza gejowska komedia romantyczna od dużego studia filmowego. Co w sporej mierze jest prawdą. Gdyby zaliczyć “Twojego Simona” od 20th Century Fox jako komedię młodzieżową i wziąć pod uwagę, że “Single All The Way”, “Fire Island” i “My Fake Boyfriend” zadebiutowały w streamingu, a “Call Me By Your Name” jest raczej melodramatem, wszystko w zasadzie się zgadza.
“BROS” na bazie scenariusza Nicholasa Stollera i Billy’ego Eichnera, który gra także główną rolę, to film lekki, łatwy i przyjemny – jak przystało na dzieła z tego gatunku. Co samo w sobie stanowi już odmianę od dotychczasowgo sposobu prezentowania gejowskich relacji na ekranie w dużych hollywoodzkich produkcjach. W samym filmie pojawią się zresztą uwagi na temat tego, jak bardzo Hollywood lubi trop “smutnego geja”, (najlepiej granego przez aktora hetero), który musi stawić czoła wielu przeciwnościom losu, ale jego historia skończy się raczej tragicznie. W “BROS” dostajemy zupełnie inny kaliber problemów i inne rozterki bohaterów. Przede wszystkim – nikt nie musi tu walczyć o akceptację, borykać z ostracyzmem ze strony społeczeństwa czy umierać na śmiertelną chorobę. To historia poprowadzona wedle prawideł komedii romantycznej, w której bohaterowie przypadkiem się spotykają, szybko mają się ku sobie, zaczynają umawiać, ale potem z powodu własnych niepewności i kompleksów, nie są pewni, czy są gotowi na związek. Więc sabotują swoje dotychczasowe działania, aż do momentu, gdy z pomocą przyjaciół, pójdą po rozum do głowy i w dramatycznym geście wyznają miłość drugiej osobie.
“BROS”: Film silnie zakorzeniony w popkulturze
Scenariusz otwarcie korzysta ze znanych i uznanych reguł gatunkowych, a reżyser nie stara się szczególnie ukrywać swoich inspiracji. Co więcej – otwarcie mówi nam z jakich schematów i pomysłów korzysta, kilkakrotnie dosłownie pokazując nam fragmenty filmów, które w nowy sposób ogrywa. Zestawienie scen z “Masz wiadomość”, w której Meg Ryan i Tom Hanks wymieniają uprzejmości na czacie ze standardową gadką na Grindrze, daje ciekawe humorystyczne rezultaty.
“BROS” jest tak mocno zakorzenione w kulturze popularnej, że bohaterowie na prawo i lewo szafują tytułami filmów, programów czy zjawisk kulturowych, które ukształtowały poprzednie pokolenia. Epizod z Debrą Messing, nucenie Patricka Swayze pod prysznicem, nieprawdziwy melodramat, będący “przynętą na Oscary”, to tylko kilka z momentów umiejętnie pokazujących, jak bardzo bohaterowie lubią i znają współczesną popkulturę. Końcowe cameo sprawiły, że wybuchnąłem gromkim śmiechem, a kilka cytatów trafnie pokazuje, jak bardzo zmieniły się czasy, w których przyszło nam żyć. “My mieliśmy AIDS, oni mają “Glee” padnie w pewnym momencie z ekranu.
Stoller i Eichner umieją mówić do widza zrozumiałym przez niego językiem, co skraca dystans między odbiorcą a filmem, który staje się dzięki temu przyjemną przygodą. Twórcy znaleźli też sprytne wytrychy na ewentualną krytykę. Na wczesnym etapie filmu Bobby opowiada o sytuacji, w której spotkał się z producentem filmowym, próbując przekonać go do zainwestowania w jego scenariusz. Scena kończy się konstatacją, że bohater nie jest odpowiednią osobą do pisania skryptu komedii romantycznej. Ponieważ Bobby grany jest przez Billy’ego Eichnera, jednego z rzeczywistych scenarzystów obrazu, wydaje się, że to zdanie staje się niezwykle autotematyczne i usprawiedliwiające twórcę.
Innym przykładem takiej scenariuszowej asekuracji jest scena, w które jeden z bohaterów śpiewa serenadę na cześć drugiego. Jako, że widz może uznać ten moment za nadmiernie ckliwy i oklepany – w słowach piosenki pojawia się zdanie, że “nie obchodzi mnie czy ktoś uzna to za tandetne”. Takie zagrania są jednak ryzykowne. Teoretycznie pokazują świadomość twórców i celowość pewnych zagrań. Z drugiej wciąż każą zastanawiać się widzowi, dlaczego w takim razie nie zdecydowali się iść wbrew zasadom gatunku. Co ciekawe - samo usłyszenie serenady z wyznaniem miłości do drugiego bohatera świetnie koresponduje z niedawną premierą Neflixa – szwedzkim serialem “Książęta”, gdzie pojawia się podobny motyw. Tym, co wydaje się w tym interesujące to fakt, że bohaterów obu dzieł dzieli spora różnica wieku, ale sposób ich zachowania i wyrażania miłości jest w zasadzie taki sam. Klisze i kody kulturowe jak widać są wiecznie żywe.
“BROS”: Kultura gejowska bez ogródek
Film Stollera wpisuje się więc w gatunkowe prawidła, ale równocześnie stara się dodać coś od siebie. “BROS w trafny sposób punktuje wiele zjawisk gejowskiego świata, robiąc to jednak w mniej przerysowany sposób niż niedawny hit platformy Hulu, czyli film “Fire Island” (w Polsce dostępny na Disney+). Film Stollera przede wszystkim w dobitny sposób pokazuje wyraźną granicę między seksem a miłością. Jest to dość oczywiste rozróżnienie, ale w gejowskim świecie nabiera jeszcze większego wymiaru, co zostaje intrygująco skomentowane w scenie zaskakującego czworokąta. Bobby i Aaron po swojej udanej randce namiętnie się całują i chwalą wzajemnie, ciesząc się jak toi razem spędzili świetny dzień. To słodki, intymny moment. Aż kamera odjeżdża i widzimy, że panowie uczestniczą właśnie w czworokącie, a dwaj inni mężczyźni są mocno zajęci sprawianiem przyjemności Aaronowi. Bobby nie jest jednak tą sytuacją speszony, zaskoczony, czy zazdrosny, gdy grzecznie żegna się i wychodzi z mieszkania. Ta scena w ciekawy sposób pokazuje owo rozróżnienie cielesności od intymności i emocji, które tak dobrze znane jest osobom homoseksualnym. Co więcej – temat ten w dość dosłowny sposób pojawiał się w cytowanym w “BROS” serialu Ryana Murphy’ego “Glee”. Produkcja Fox, mimo wielu swoich wad, posiadała też świetne momenty, a rozmowy Kurta z ojcem na temat jego relacji z innymi, należały do jednych z nich. Podczas jednej z takich rozmów rodziciel ostrzegał syna, by ten uważał na swoje uczucia i w bardzo jasny sposób komunikował swoje potrzeby w związkach z mężczyznami. Skoro obu z nich może potencjalnie traktować seks jedynie jako zabawę, trzeba wyraźniej akcentować swoje intencje, by respektować swoje granice i nie zostać przypadkiem zranionym.
“BROS” to także film bezpruderyjny i nie bojący się pokazać specyficznego wycinka gejowskiej rzeczywistości. Seks jest tu częsty, szybki i przypadkowy, i nie zawsze związany jedynie z pozytywnymi doznaniami. Twórcy nie przekraczają jednak pewnej granicy w ukazywaniu zbliżeń dwóch mężczyzn. Wciąż jesteśmy w końcu w kinie mainstreamowym i pewnych rzeczy się w nim nie pokazuje. Mimo wszystko scena łóżkowych przepychanek między bohaterami, w której widzimy także wkładanie palców do ust i lizanie stóp, okazała się zbyt dosadna dla par hetero na moim seansie, które właśnie w tym momencie zdecydowały się opuścić salę.
“BROS” – recenzja. Wiele grzybów w barszczu
“BROS” jest próbą uchwycenia tak wielu wątków i zjawisk z doświadczenia współczesnych gejów oraz osób ze społeczności LGBTQ+, że niektóre z nich wypadają dość blado. Kilka sytuacji, które miały potencjał na ciekawy rozwój, w zasadzie pojawia się i znika, nie rodząc zbyt wielu dodatkowych dyskusji. Choć sposób ich wprowadzenia sugeruje, że są godne dodatkowej eksploracji, nigdy nie dostają odpowiedniej puenty. Jednym z takich wątków jest motyw używania sterydów przez jednego z bohaterów. Sposób jego prowadzenia sprawia jednak wrażenie, jak gdyby był jedynie “tematem do odhaczenia z listy” niż w pełni przemyślanym tematem. Twórcy chcieli “złapać wiele srok za ogon”, jak się czasem mówi, przez co momentami nie mogli porządnie rozwinąć pewnych wątków.
“BROS”: Oceniamy gejowską komedię Universala
Mimo wszystko “BROS” dość dobrze spełnia swoje podstawowe zadanie – bawi i wywołuje emocje. To dzieło miłe, przyjemne czy wręcz urocze, które ogląda się z uśmiechem na ustach. A choć film jest minimalnie za długi, pozytywna energia, która z niego bije, udziela się widzowi. Fajny film. Idealny na gejowską randkę*, po słowach “Hey, what’s up?”.
Ocena: 7/10
Michał Kaczoń
*PS. Po moim seansie w warszawskim multipleksie w toalecie usłyszałem idealny po-seansowy dialog. Gdy jeden mężczyzna podchodził do pisuaru, gdy obok stały drugi, rzucił: “Hey, bro!”. Usłyszał “Hey, bro!” w odpowiedzi. Piękne w swojej prostocie.
Czwartek, 07.02.2019 Trwają prace nad męsko-męską komedią romantyczną!
Sobota, 21.02.2026 What’s your love language? - recenzja filmu „Pillion”
Środa, 14.02.2024 Komedie romantyczne o tematyce LGBTQ+ na walentynki. Na liście m.in. tytuły z Kristen Stewart i Aubrey Plazą
Piątek, 24.03.2023 „Pretty Woman“ spotyka „Kac Vegas“. „I niech to będzie gejowskie“ – powstała niepoprawna komedia LGBTQ „Down Low“
Środa, 09.11.2022 „Nie pomyl filmu”: Polscy widzowie zabierają dzieci na „BROS”, myśląc, że idą na przygody „Super Mario”. Dlaczego?