Strona główna Aktualności Społeczność
Profile Grupy Miejsca Wydarzenia Wsparcie
Ogłoszenia
Towarzyskie Pokoje i mieszkania Praca Ogłoszenia drobne Edukacja Pozostałe Dodaj
Queeroteka
Książki Filmy i seriale Quizy Patronat Queer.pl
Magazyn
Artykuły Galerie Tematy Tagi
Kontakt Reklama Regulamin
Queer.pl Portal osób LGBT+
Menu
Logowanie Rejestracja
Magazyn
Artykuły Galerie Tematy Tagi
Środa, 11.12.2019, Aktualizacja: Poniedziałek, 06.04.2020

Dumne historie: Irmina Szałapak

Podziel się Tweetnij Skomentuj (0)
Podziel się Tweetnij Skomentuj (0)

Marsz Równości w Krakowie, Opolu, Katowicach i wielu innych miastach

Uwielbiamy Marsze Równości i od 15 lat przekonujemy Was do udziału w nich. W tym roku głos chcielibyśmy oddać osobom, dla których tęczowe marsze i parady są czymś wyjątkowym, spojrzeć na nie ich oczami i przeżyć je razem z nimi. Jedną z tych osób jest Irmina Szałapak, której tęczową spódnicę i transparenty w kształcie serc kojarzą już chyba wszyscy.

Jeśli chodzicie na Marsze Równości w Polsce, krakowskie protesty albo chociaż zdarzało Wam się oglądać jakieś zdjęcia z tychże, na pewno kojarzycie Irminę Szałapak. To ta zawsze uśmiechnięta pani z jasnymi włosami, często ubrana w tęczową spódnicę, trzymająca na kijku wycięte z tektury serce z napisami: "Rodzice murem za dziećmi", "Kochanie, bądź sobą. Mama" i podobnymi.

Irmina jest też współzałożycielką organizacji My, Rodzice, zrzeszającej rodziców osób LGBTQ+, której celem jest m.in. wspieranie młodych osób nieheteronormatywnych i edukowanie ich rodziców w kwestiach związanych z seksualnością i tożsamością płciową. Oprócz tego to dzięki m.in. jej pracy w czerwcu zeszłego roku otwarty został DOM EQ, czyli krakowskie centrum społeczności LGBTQ+.

ZOBACZ TEŻ Krakowskie centrum społeczności LGBTQ potrzebuje Waszej pomocy! DOM EQ zbiera na dalszą działalność (ZRZUTKA)

Zaangażowanie Irminy na rzecz praw osób niehetero zaczęło się od chęci zdobycia wiedzy na temat ludzkiej seksualności i tożsamości płciowej, która przyszła po coming oucie jej niebinarnego dziecka. "To był chyba pierwszy raz, gdy zetknęłam się z takim określeniem i oczywiście chciałam się dowiedzieć co ono znaczy. Chciałam być bardziej uważna i bardziej delikatna" - wyjaśnia.

Działaczka nie kryje, że szukanie informacji na własną rękę niewiele jej dało. Po około dwóch latach natknęła się na informację, że Kampania Przeciw Homofobii organizuje Akademię Zaangażowanego Rodzica, gdzie Irmina wysłała zgłoszenie. Przez pół roku jeden weekend w miesiącu spędzała z innymi rodzicami osób LGBTQ+ w Warszawie na zajęciach edukacyjnych, spotkaniach z psycholożkami i seksuologami, na warsztatach i rozmowach o doświadczeniach innych rodziców.  "Ta akademia to było niesamowite i przełomowe doznanie. Nie potrzebowałam wsparcia i pomocy w akceptacji własnego dziecka, bo ono zawsze ją miało. Szukałam wiedzy. Okazało się, że oprócz wiedzy dostałam jeszcze spory bonus: niesamowitych przyjaciół i więzi międzyludzkie, które trwają do dzisiaj" - przyznaje.

Marsz Równości w Kielcach 2019. Fot. R. Oliwa Marsz Równości w Kielcach 2019. Fot. R. Oliwa

Wspominając swój udział w akademii, Irmina powiedziała coś bardzo ważnego: "Człowiek, który żyje w tym społeczeństwie i nie zetknął się z osobami wykluczonymi, ma wszystkie prawa, niczego mu się nie odbiera, nie zdaje sobie sprawy, jak może czuć się druga osoba. Dla mnie takimi wstrząsającymi informacjami były dane udostępniane przez KPH, mówiące, że tak naprawdę akceptującą jest tylko co czwarta matka i co dziesiąty ojciec. Szokujące były dla mnie informacje, że aż 70% dzieciaków LGBT ma myśli samobójcze. Nie mogłam pozostać bezczynna. Jeżeli jesteśmy obywatelami tego kraju, to ten kraj powinien zadbać o to, żebyśmy się wszyscy tutaj dobrze czuli".

Stowarzyszenie My, Rodzice założyły osoby, które poznały się i zaprzyjaźniły podczas Akademii Zaangażowanego Rodzica. Irmina wspomina, że pojawiła się u nich potrzeba "robienia więcej". 17 maja 2018 roku - w Międzynarodowy Dzień Przeciwko Homofobii, Bifobii i Transfobii - sąd zarejestrował stowarzyszenie, co aktywistka uznaje za symboliczny moment i datę.


Irmina na Marszu Równości w Opolu

Obecność Irminy na Marszach Równości to już ich nieodłączna część. Na swój pierwszy marsz poszła jeszcze jako osoba niezrzeszona. Był to 2017 rok i Marsz Równości w Krakowie. "Oczywiście kupiłam sobie przez internet flagę, poszłam do sklepu budowlanego i wybrałam największy drewniany kij" - wspomina. Na Marszu spotkała inne matki osób LGBTQ+, które miały transparenty przygotowane przez KPH z napisami "Jestem dumną mamą geja" i "Jestem dumną mamą lesbijki". "Zdjęcia z tego Marszu pokazywałam potem córce: 'Popatrz, tutaj są nasze zdjęcia! Tutaj! I tutaj!'. Moja córka się śmiała: 'Widzę, że wychodzisz na czołową działaczkę społeczności LGBT'" - wspomina ze śmiechem.

Marsz Równości w Kielcach 2019. Fot. R. Oliwa Marsz Równości w Kielcach 2019. Fot. R. Oliwa
Transparenty w kształcie serc ze wspierającymi napisami były jednym z pierwszych pomysłów, jakie narodziły się podczas obrad stowarzyszenia. Druga z akcji, która już też jest częścią wszystkich marszów, jeszcze bardziej łapie za serce: "W Krakowie były takie sytuacje, kiedy staliśmy z tymi starymi transparentami, które ewidentnie wskazywały na to, że jesteśmy grupą rodziców. Bardzo dużo osób podchodziło do nas – nawet dorosłych – ze łzami w oczach i pytaniem, czy mogą się przytulić. Rok później, kiedy już działaliśmy jako stowarzyszenie, miała miejsce taka abstrakcyjna sytuacja: to był chyba Poznań, gdzie byliśmy całą grupą. Rozdzieliliśmy się, bo część chciała iść szybciej, a prezes naszego stowarzyszenia był tam z całą rodziną – ze swoimi dziećmi, z wnukami i chciał iść z nimi wolniej, ale prosił, żebyśmy później zeszli na bok i poczekali na całą resztę. Stanęliśmy z transparentami z boku i widzieliśmy reakcje przechodzącej parady. Wzbudziło to ogromne emocje" - opowiada Irmina.
ZOBACZ TEŻ Dumne historie: Wojtek i Michał 15. Marsz Równości w Krakowie

Podczas kolejnych marszów grupa osób z My, Rodzice organizowała się tak, by w pewnym momencie stanąć z boku, żeby każda osoba maszerująca mogła ich zobaczyć: "Każdy młody człowiek, który potrzebuje tego wsparcia, może nas dojrzy, dojrzy nasze hasła, które są też dla niego. Później mieliśmy wręcz przypięte takie kartki z napisami: mama przytuli. Robiliśmy takie akcje, że staliśmy i tuliliśmy wszystkich po kolei" - wyjaśnia działaczka.

W zeszłym roku w Polsce zorganizowana została rekordowa liczba Marszów Równości - było ich aż 27, w tym 12 organizowanych po raz pierwszy, też w małych miastach, często bardzo konserwatywnych. Stowarzyszenie My, Rodzice było na 25 z nich - w tym we wszystkich tych miejscach, gdzie tęczowy pochód przechodził ulicami po raz pierwszy. Oprócz obecności i możliwości przytulenia się, rozdawano tam też wizytówki z informacjami dotyczącymi działalności grupy, które dzieci i młodzież mogły zabrać do domów i przekazać rodzicom.

Według Irminy marsze w mniejszych miastach zdecydowanie różnią się od tych organizowanych w Warszawie czy Krakowie. O białostockim Marszu Równości, podczas którego grupa kiboli zaatakowała uczestników i uczestniczki, działaczka mówi: "To był naprawdę trudny marsz. Ktoś mógłby powiedzieć, że można się było tego spodziewać. Ale nas nic takiego nigdy nie spotkało, a byliśmy na naprawdę wielu marszach. Najgorsze było chyba to, że widzieliśmy grono młodych ludzi, którzy pierwszy raz poszli na marsz, którzy pierwszy raz chcieli się poczuć dobrze w towarzystwie ludzi, którzy nie oceniają, nie wykluczają, by mieć swoje święto. I oni chyba najbardziej psychicznie oberwali".

Marsz Równości w Opolu 2019. Fot. R. Oliwa Marsz Równości w Opolu 2019. Fot. R. Oliwa
Dodaje: "Oni nie mieli żadnej alternatywy. Ja byłam na chyba około 20 marszach w tym roku i wiem, że on był inny niż reszta, ale grono tych dzieciaków nie miało możliwości zobaczenia, że jest inny świat, który ich akceptuje. Mieliśmy duże trudności z dotarciem Marsze, ale chyba najgorszym wrażeniem były te zapłakane dzieciaki, które szły obok nas. Kiedy w końcu policja zrozumiała, że jest już naprawdę bardzo niebezpiecznie, że ktoś może stracić życie, zapędzili nas na takie wzgórze i nas otoczyli. Na zdjęciu, które tam zrobiono, jest grupa ludzi otoczonych policją, ale dalej leciały w naszą stronę różne rzeczy. I każde z nas, rodziców, tuliło jakieś zapłakane dziecko. To nie było tak, że te dzieci potrzebowały - tak jak na innych marszach - przytulić się do rodzica, to były łzy niemocy, bezsilności i przerażenia tym, co się tam działo".

Według Irminy kolejnym trudnym marszem - ale sto razy łatwiejszym niż Białystok - był Lublin, organizowany po raz drugi. W porównaniu jednak z zeszłym rokiem, było lepiej. Wymienia też Rzeszów, który również od poprzedniego razu się różnił i dodaje: "Spodziewaliśmy się, że Kielce będą bardzo trudne, ale był to cudowny, pogodny marsz. Jest grono pierwszych marszy, które są cudowne, ale też są takie miejsca, gdzie ta nagonka i odczucie lęku są dość duże".

Marsz Równości w Opolu 2019. Fot. R. Oliwa Marsz Równości w Opolu 2019. Fot. R. Oliwa
Na pytanie jak sobie z tą nagonką radzi, Irmina odpowiada: "Mnie jest na pewno łatwiej sobie radzić, niż osobom ze społeczności LGBT. Ja jestem wyjątkowo twardą osobą i bardzo trudno jest mnie urazić, jeśli to ktoś z zewnątrz, ktoś obcy. Wiem, że to nie jest kierowane do mnie – nawet kiedy jestem wyzywana, bo chodzę w tęczowej spódnicy, to wiem, że to jest nietrafione. Sytuacja jest zupełnie inna, jeśli to dotyka danej osoby i ta osoba wie, że to jest personalnie do niej".

Aktywistka przyznaje, że na jej znajomych nagonka polityków i polityczek oraz hierarchów kościelnych ma druzgocący wpływ. Nie chodzi nawet o jej młodszych znajomych, a tych starszych: "W ogóle sobie nie wyobrażam, jak młodzi dają sobie z tym radę. U dorosłych, którzy mają już przepracowane różne rzeczy, mają poukładane życie zawodowe i prywatne, wypowiedzi polityków czy hierarchów kościelnych po prostu powodują, że są rozsypani. Specjalnie myli się pojęcia po to, żeby przyrównać ich do zwyrodnialców". Według Irminy takie działania są niedopuszczalne. Dodaje: "Ja tylko mogę próbować zrozumieć jaki to jest ogrom bólu dla wszystkich poszczególnych osób i starać się mimo wszystko pokazywać, że jest grupa ludzi, dla których jesteście ważni, którzy próbują z tym walczyć".

Marsz Równości w Opolu 2019. Fot. R. Oliwa Marsz Równości w Opolu 2019. Fot. R. Oliwa
Zwraca też uwagę na swoją uprzywilejowaną pozycję: "Większość moich znajomych nie ubiera się na tęczowo idąc na marsze, a ja chodzę w tęczowej spódnicy. Rozumiem, że kolega, który idzie ze mną, prędzej dostanie od jakiegoś kibola. Ja już jestem starszą panią i jestem uprzywilejowana. Kibolowi trudniej będzie spojrzeć mi w oczy i podnieść na mnie rękę, bo jestem siwiejącą kobietą. Dlatego mogę być bardziej wyzywająca, bardziej prowokująca, bo tak bardzo nie czuję się zagrożona, jak choćby moi koledzy, moje koleżanki, moi znajomi".

Jaką w obliczu tego wszystkiego wartość mają Marsze Równości? Według Irminy kolosalną. "Mnie się wydaje, że właśnie marsze dają nadzieję dzieciakom w małych miejscowościach. Pokazują, że w końcu ktoś się o nich troszczy, że wreszcie dla kogoś one są ważne, że ktoś walczy o ich prawa. To, że ktoś przyjechał właśnie dla tych ludzi, ma ogromną wartość" - wyjaśniła.

Działaczka przytacza też informacje, jakie powiela polska prawica - że Marsze Równości to "jeżdżący cyrk": "Uważam, że nie rozumieją podstawowych rzeczy. Osobie, która w danym miejscu mieszka, jest bardzo trudno przyjść na marsz - to nie znaczy, że tych osób tam nie ma. One są, tylko są przepojone strachem, lękiem, obawami przed coming outem. Trudno w tak homofobicznym miejscu wyjść i pokazać, że jest się ze społeczności, kiedy sąsiad jest homofobem i nie wiadomo, czy nie pobije nas, jak będziemy wychodzić z klatki".

Marsz Równości w Opolu 2019. Fot. R. Oliwa Marsz Równości w Opolu 2019. Fot. R. Oliwa
Dodaje: "Mimo że jest ciężko, to też jest przełamywanie pewnych stereotypów w społeczeństwie. Oczywiście na ulicach stoją kibole i wyzywają, stoją osoby, które robią i wykrzykują obrzydliwe rzeczy, ale są tam też zwykli ludzie i są po prostu ciekawi, bo im się wydaje, że nigdy nie spotkali żadnej osoby ze społeczności. To jest pokazanie, że tak naprawdę jesteśmy takimi samymi ludźmi, że wyglądamy dokładnie tak samo jak oni, że to jest święto radości. To pokazanie, że wcale nie jest tak, jak media próbują to przedstawić: że sami goli ludzie będą szli przez ulice, żeby deprawować dzieci".

Pomimo atmosfery ciągłego strachu i nagonki, Irmina bardzo pozytywnie wypowiada się o zeszłorocznych marszach i nie potrafi wybrać jednego, na którym bawiła się najlepiej. "Dużo było fajnych miejsc. Kraków na pewno, bo jest bliski mojemu sercu. Ten marsz zawsze będzie dla mnie wyjątkowy. Warszawa, bo jest największa i całe Miasteczko Równości jest cudowne. Tak naprawdę w Warszawie ma się wrażenie, że całe miasto jest tęczowe" - mówiła.


Przyznaje, że dla niej każdy marsz jest równie ważny - i każdy z innych powodów. "My mamy tam swoją robotę do wykonania i staramy się z każdego marszu wyciągać jakieś wnioski. Chcemy, żeby ten kolejny był jeszcze lepszy, żebyśmy byli jeszcze bardziej zauważeni i żeby nas było coraz więcej. Żeby większa grupa rodziców niezrzeszonych w stowarzyszeniu do nas dołączała. Przy okazji kolejnych marszów będziemy się starać organizować spotkania, gdzie będzie można dostać transparenty i razem z nami je nieść, a po marszu w każdej miejscowości chcemy zorganizować spotkanie z rodzicami. Zachęcamy – też tych rodziców, którzy nie mają odwagi iść w marszu - by po nim spotkali się z nami, by przyszli z własnymi wątpliwościami" - mówi.

Z przyszłym sezonem marszowym Irmina wiąże ogromne nadzieje i zapowiada, że ma mnóstwo pomysłów. "
O czym ja marzę? Żeby wreszcie było spokojnie. I dużo. I żeby Białystok był zupełnie inny, żebyśmy w końcu tam dali nadzieję – nie tylko strach i lęk. Chciałabym, żeby udało się to zmienić, tak jak się zmienia we wszystkich innych miejscowościach, w których te marsze są kolejny raz. I chciałabym ocknięcia się naszych polityków i hierarchów kościelnych, żeby skończyli używania języka nienawiści, żeby wreszcie chcieli zrozumieć drugiego człowieka i wyszli w jego stronę, zamiast agresji i nienawiści" - mówi.
ZOBACZ TEŻ Dumne historie: Kuba Gawron Marsz Równości w Rzeszowie

Na pytanie co nieheteronormatywne dzieci mogą zrobić, by bardziej uświadomić i zaangażować swoich rodziców rodziców - w moim przypadku starszych osób pochodzących z Krosna na Podkarpaciu, gdzie w ostatnich wyborach poparcie PiS-u sięgnęło 70% - Irmina odpowiada, radząc: "Każdy rodzic jest inny i do każdego trafią trochę inne rzeczy. Jedną na pewno jest broszura, która została przygotowana przez Kampanię Przeciw Homofobii, zatytułowana 'My, rodzice'. To zestaw pytań i odpowiedzi. Mimo że to amerykańska broszura, widać, że niezależnie od miejsca na świecie, rodzice mają te same wątpliwości i te same pytania, zmagają się z dokładnie tymi samymi problemami. Ta broszura pomaga trochę zrozumieć i myślę, że uwalnia od poczucia winy, bo społeczeństwo też nam wmawia, że to rodzice musieli wychować kogoś tak, a nie inaczej. Kiedy rodzic się dowiaduje, że ma nieheteronormatywne dziecko, to pierwsza myśl, jaka się pojawia, to pytanie co zrobił nie tak. Pojawia się poczucie winy, później poczucie wstydu, bo jeżeli mówi się tak źle o społeczności, a jego dziecko do niej należy, to jest to wstyd przed innymi. Najłatwiej się tego pozbyć przez spotkania z innymi rodzicami".

Takie spotkania organizuje stowarzyszenie My, Rodzice - oprócz możliwości kontaktu telefonicznego i mailowego. "My też indywidualnie spotykamy się z rodzicami – jeżeli jest potrzeba, nawet w Krośnie. To jest kwestia uzgodnienia i dojechania przez któregoś z naszych rodziców" - wyjaśnia Irmina.

Oczywiście najbardziej poleca wspomnianą Akademię Zaangażowanego Rodzica, od której zaczęła się jej przygoda z aktywizmem: "Ona wymaga trochę zaangażowania czasowego, ale myślę, że jeżeli zależy nam na dziecku i jego dobru, to wygospodarowanie jednego weekendu raz w miesiącu nie jest tak dużym obciążeniem. Kampania pokrywa koszty przejazdu, noclegu, wyżywienia. Jest to tak zorganizowane, żeby zamożność rodziców nie była barierą przed uporaniem się z tą kwestią".

Irminę Szałapak oprócz Marszów Równości możecie spotkać też w krakowskim DOM EQ'u, który polecam obserwować na Facebooku - organizują mnóstwo bezpłatnych spotkań, warsztatów, pokazów filmowych i innych ciekawych rzeczy, a do tego po prostu udostępniają miejsce do spędzenia czasu w towarzystwie przyjaznych, akceptujących osób. A jeśli spotkacie Irminę na którymś marszu - pamiętajcie, żeby się przytulić!



Historię Irminy poznajemy dzięki Sprite, w ramach kampanii „I love you hater”

Sprite wierzy w autentyczność i różnorodność, bo bycie sobą jest konkretnie orzeźwiające. Chcemy świętować wolność i prawo do wyrażania siebie, bez względu na płeć, wygląd, poglądy polityczne, religię czy kolor skóry.

Hejt i brak równego traktowania dla osób, które się od nas różnią, to przejaw dyskryminacji. Dlatego Sprite aktywnie wspiera lokalne marsze równości oraz przygotował limitowaną edycję puszki z tęczowym logo.


NIECH GADAJĄ. ŻYJ RZEŚKO.

#iloveyouhater

OCEŃ ARTYKUŁ
Podoba mi się (3)
19paulina91 bisiek
Nie podoba mi się (0)
Komentarze (0)
HEJT STOP!Zapoznaj się z warunkami dodawania komentarzy
Komentuj
Moja ikona
Dodaj komentarz
Komentarz od osoby niezalogowanej pojawi się po akceptacji moderatora.
Dozwolone znaczniki (BBCode):
[b], [i], [u], [url], [url=], [mail], [mail=], [color=], [code], [quote]
Alex Brzana
Autor
Alex Brzana
Redaktorka Queer.pl
Od 2018 roku redaktorka portalu Queer.pl. Studentka V roku filmoznawstwa i wiedzy o nowych mediach na Uniwersytecie Jagiellońskim. Interesuje się kwestią reprezentacji marginalizowanych grup w mediach, w wolnym czasie czyta książki, maluje i chodzi po górach.
TAGIWięcej
dumnehistorie iloveyouhater irmina szałapak marsz rownosci marsze 2019 my rodzice pride 2019 sojusznicy
Powiązane
Obraz Piątek, 04.10.2019 Po próbie zamachu RPO potępia przemoc motywowaną homo-, bi- i transfobią Obraz Poniedziałek, 24.06.2019 Dumne historie: Kuba Gawron Obraz Środa, 08.01.2020 Rzucali kamieniami w Marsz Równości w Lublinie, teraz staną przed sądem Obraz Piątek, 20.12.2019 Zdjęcia: PRIDE 2019 Obraz Środa, 04.12.2019 Postawiono zarzuty parze, która przyniosła bombę na Marsz Równości w Lublinie
Inne tematy
"Kochający inaczej mają miejsce w kościele" - kardynał Konrad Krajewski nowym metropolitą łódzkim Wtorek, 17.03.2026 "Kochający inaczej mają miejsce w kościele" - kardynał Konrad Krajewski nowym metropolitą łódzkim
Lesbinton: w Poznaniu powstał klub badmintonowy dla lesbijek Wtorek, 10.03.2026 Lesbinton: w Poznaniu powstał klub badmintonowy dla lesbijek
Sąd Najwyższy Ukrainy uznał parę jednopłciową za rodzinę. Co to właściwie zmienia? Środa, 11.03.2026 Sąd Najwyższy Ukrainy uznał parę jednopłciową za rodzinę. Co to właściwie zmienia?
Kontakt Reklama Regulamin
Social media
Polub na Facebooku Obserwuj na Twitterze Instagram
© 1996-2026 Queermedia.pl, ISSN 2299-9019 Polityka prywatnościUstawienia prywatności