Strona główna Aktualności Społeczność
Profile Grupy Przewodnik Wydarzenia Wsparcie
Ogłoszenia
Towarzyskie Pokoje i mieszkania Praca Ogłoszenia drobne Edukacja Pozostałe Dodaj
Queeroteka
Książki Filmy i seriale Quizy Patronat Queer.pl
Magazyn
Artykuły Galerie Tematy Tagi
Kontakt Reklama Regulamin
Queer.pl Portal osób LGBT+
Menu
Logowanie Rejestracja
Magazyn
Artykuły Galerie Tematy Tagi
Środa, 19.09.2018, Aktualizacja: Środa, 01.04.2026

Tu, w Chile, poliamoria nie jest aż takim tematem tabu

Podziel się Tweetnij Skomentuj (8)
Podziel się Tweetnij Skomentuj (8)

Nasza Tułaczka Mateusza i Krzyśka

Minął rok od kiedy zamieszkaliśmy w Chile, 1,5 roku od kiedy wyruszyliśmy w drogę. To właściwie już nie jest zamierzony backpacking, a coraz bardziej coś, co nazwaliśmy lifepackingiem – zmieniamy destynację i pozostajemy w niej przez dłuższy czas. Tym samym nie tylko odwiedzamy muzea i robimy sobie zdjęcie na tle piętnastu najbardziej rozpoznawalnych punktów w regionie, ale przede wszystkim doświadczamy miejsce w pełnej swej okazałości: poznajemy dynamikę miasta, zapoznajemy się z ludźmi i ich historiami, rozumiemy ceny, utrudnienia i ułatwienia związane z mieszkaniem w konkretnym regionie – wyzbywamy się polskich fobii związanych z byciem osobą nieheteronormatywną, przestajemy się wstydzić tańczyć czy śpiewać na ulicy, głośno komentujemy filmy w kinie razem z całą salą ale też bardziej zwracamy uwagę na to, czy aby portfel nadal znajduje się w naszej kieszeni i zyskujemy świadomość zagrożenia trzęsieniem ziemi czy tsunami. Inne miejsce, inne niebezpieczeństwa, inne korzyści. Finalnie – inni my.


Związek poliamoryczny, który miałem tylko ja – z wyłączeniem, choć nie bez aprobaty Krzyśka, był z pewnością dla niego nie najłatwiejszy do akceptacji. Rozpadł się z resztą po części dlatego, że druga osoba nie była pozytywnie nastawiona do koncepcji poliamorii, po części natomiast, że mimo usilnych starań, nie wywiązała się nić porozumienia między moim mężem i partnerem. Tym, co złe, nie mam zamiaru się przejmować. Z rzeczy dobrych – poza oczywistym, jakim jest szczęście wynikające z więzi emocjonalnej z drugim człowiekiem, mój były partner otworzył mnie na akceptację zupełnie innego światopoglądu (osoba religijna, nie wyoutowana, o innym poziomie wykształcenia, znacznie przesiąkniętego doktryną religijną, o przerażającej historii, która powinna pozostać prywatną, o innych życiowych priorytetach – szlachetnych, choć czasem nieświadomie egoistycznych).

Związek ten ukształtował przyszłość nas obu – to przez niego podjąłem pracę w Santiago, zaniechaliśmy dalszej podróży, przez co zyskaliśmy bardziej szczegółowy pogląd na sytuację społeczną w Chile. Zawdzięczam mu więc mnóstwo wiedzy – zarówno tej, którą zdobyłem tu na miejscu, jak i tej praktycznej, którą przekazywał mi już bezpośrednio o tym jak i co załatwić w nowym kraju, gdzie znaleźć jogurt, który, cholera, nie będzie słodzony, gdzie zobaczyć najciekawszy zachód słońca, a gdzie po zachodzie lepiej nie chodzić jak się jest takim białasem jak ja. W końcu powiedział mi mnóstwo o jego rodzimym kraju, Pakistanie, jego kulturze, sytuacji społeczno-politycznej, nadziejach na przyszłość, kuchni (gdyby tylko przygotowanie każdego posiłku nie zajmowało kilku godzin, jadłbym wyłącznie tamtejsze potrawy), sztuce, historii. Błędy które popełniłem, szczególnie w odniesieniu do Krzysia, pokazały nam gdzie znajdują się luki w naszej relacji i pozwoliły je bardzo skutecznie wypełnić nowymi pokładami miłości. Szybka terapia, bez której mogłoby być któregoś dnia gorzej.

Obecnie od ponad pół roku jesteśmy w związku poliamorycznym, który można by określić jak trójkąt równoramienny z jedną odnogą. Tak, tego typu związki cechuje gigantyczna elastyczność i każdy może wyglądać w zupełnie inny sposób. Nasza trójka jest zakochana w sobie nawzajem, związek zamknęliśmy, więc obecnie erotyczne podboje są zakończone, Krzyś jednak ma dodatkowego przyjaciela z profitami, który jednak nie mieszka z naszą trójką. Skomplikowane? Uwierzcie, związki poli mogą ciągnąć się w nieskończoność a schematy ich budowy potrafią doprowadzić do zawrotów głowy, więc ten należy mimo wszystko do jednego z prostszych.

Will, nasz partner mieszka z nami już niemal pół roku – stanowi dla nas wsparcie, a my staramy się z całych sił wspierać go na każdym jego kroku. Stanowi istotny element naszej rodziny i wspaniale go mieć przy sobie. Dwóch partnerów to dwa razy więcej miłości, wsparcia, zrozumienia, dwukrotnie mniejsze ryzyko dużych konfliktów, gdyż zawsze w okolicy znajduje się ktoś, kto potrafi złagodzić sytuację, więcej rozmowy, przyjemności, a także mniejsze koszty utrzymania mieszkania przy rachunkach rozkładających się na trzy osoby i mniej sprzątania ;)

Galeria
Zdjęć: 4
Nasza Tułaczka, czyli Mateusz, Krzysiek i Will
Zobacz zdjęcia

Wyjątkowo miło jest wrócić do domu z podróży, mając świadomość że czeka na Ciebie dwóch wspaniałych mężczyzn. Łatwiej też wypuścić z domu jednego z nich, by realizował się poprzez konferencje czy kilkudniowe samotne tułaczki, kiedy drugi wciąż z Tobą pozostaje i wiesz, że nie będziesz przez ten czas samotny. Dobrze mieć zawsze z kim porozmawiać, nawet gdy jeden partner akurat ma coś ważnego do załatwienia, albo jest śpiący – wciąż pozostaje drugi. To wszystko to jednak błahostki w porównaniu z jednym, najważniejszym, niepowtarzalnym uczuciem – znakomicie jest kochać i być kochanym, a kiedy tej miłości jest w życiu dwa razy więcej, człowiek czuje się zwyczajnie dwukrotnie bardziej szczęśliwy.

Oczywiście, życie nie zawsze jest niczym pudełko pełne czekoladek i czasem może bywać ciężko. Tu, w Chile, poliamoria nie jest aż takim tematem tabu. My przynajmniej nigdy nie spotkaliśmy się z żadnymi negatywnymi reakcjami – już więcej doświadczaliśmy ich w Polsce jako dwuosobowa para homoseksualna.

Trzeba jednak liczyć się z tym, że zawsze każdy z nas może zostać uznany przez nowo poznaną osobę, albo co gorsza starego znajomego za osobę zdradzaną lub zdradzającą, trzeba się liczyć z brakiem zrozumienia, które w najlepszym przypadku owocować będzie unikaniem tematu niczym ognia, w najgorszym natomiast zakończeniem niektórych znajomości, przy wejściu w nowy związek istniało również ryzyko iż ta trzecia osoba zawsze będzie się czuła niczym piąte koło u wozu przy pozostałej dwójce, która zna się i trwa ze sobą w relacji od wielu lat. To ostatnie ryzyko szczęśliwie udało nam się zniwelować, na pozostałe nie mamy wpływu, więc ignorujemy je wedle myśli „wszystkim nie dogodzisz – wszystkich jest zbyt wielu i każdy myśli co innego”.


Tyle na temat związku 2.0. Teraz te mniej poważne relacje:
Przypadkowego seksu było w przeszłości bardzo wiele, zarówno tego w trójkątach, jak i pojedynczo – tylko mojego, bądź tylko krzyśkowego. Obecnie, jak wspomniałem, zrezygnowaliśmy z niego, przynajmniej na jakiś czas. Uważamy, iż wchodząc w nową relację emocjonalną, powinniśmy skupić się na sobie nawzajem przynajmniej przez pewien czas – tak by zacieśnić więzi pomiędzy naszą trójką. I znowuż : to nasze podejście. Nie oznacza ono, iż uważamy je za jedyne słuszne.

Przy jednonocnych przygodach w sumie historia jest znacznie dłuższa i sięga jeszcze podróży po Europie. Abstrahując nieco od głównego tematu, w ogóle z Krzyśkiem zastanawialiśmy się kiedyś czemu nikt nie napisał książki o seksie w podróży – o żarliwej miłości po dziesięciogodzinnym trekkingu, o przyjemności uprawiania seksu pod gołym niebem, w końcu o podbojach cielesnych z obcymi osobami. Najwidoczniej zbyt duże tabu dla Martyny Wojciechowskiej, bo Cejrowskiego o spontaniczność seksualną nie podejrzewamy. Cóż, w naszej książce z pewnością poświęcimy temu tematowi kilka zdań.

Przypadkowy seks potrafi być emocjonujący, wspaniały, wyjątkowo odkrywczy, ale – i tu też przełamiemy pewne stereotypy – cholernie nudny i nieciekawy do tego stopnia, że przegrywa z praniem ręcznym. Wszystko zależy od tego z kim nam się uda spotkać. Niestety rzecz nie jest tak łatwa do ocenienia. Okładka, czy też w tym przypadku samo ciało, mówi niewiele. Możemy zaprosić do łóżka Adonisa, ale kiedy położy się i będzie czekać na trzęsienie ziemi, do czego ogranicza się życie seksualne wielu Chilijczyków, to za dużo pociechy z niego mieć nie będziemy. Możesz trafić na osobnika, który spróbuje Cię zagryźć, albo zaliże Cię do tego stopnia, że po pięciu minutach w łóżku czujesz jakbyś wyszedł prosto z kąpieli, są tacy co wyją z rozkoszy do tego stopnia, że sąsiedzi się zaczynają ewakuować w obawie, że ktoś zobaczył falę tsunami i tacy, którzy są tak cisi, że gdyby tylko się nie ruszali, można by śmiało ich uznać za martwych – pełne spektrum. Cóż, nasz fetysz jest jeszcze taki, że obaj uwielbiamy rozmowę przed i po seksie, a osoby nieatrakcyjne intelektualnie natychmiast przemieniają się w naszych oczach w Quasimodo. Tutaj też czasem zdarzały się przykre niespodzianki.

Jak już jednak natrafi się ktoś odpowiedni, rzeczywiście wiele frajdy może z tego wyniknąć. Nie mówimy tylko o prostej przyjemności dojścia czy możliwości odkrycia, nauczenia się i później praktykowania nowych form doznań seksualnych. Jasne, jest to bardzo wartościowe, ale jeszcze bardziej cenimy sobie fakt, iż rozmawiamy z tymi osobami na wszelkie tematy.
Wiedza praktyczna, wiedzą praktyczną. Przy kawie też byśmy ją otrzymali.
Ciekawsze są historie poszczególnych osób.

Nie wiem czy kiedyś tego próbowaliście, jeśli nie gorąco polecam: spotkajcie się z mniej lub bardziej przypadkowym znajomym na seks. Porozmawiajcie przez godzinkę przed samym stosunkiem i kolejną tuż po. Widzicie, dyskusja przed stosunkiem będzie wyglądała jak każda inna wymiana zdań z serdecznym ale, bądź co bądź, obcym nam człowiekiem. Po chwili przyjemności natomiast wszelkie warstwy, nagromadzone maski – opadają. Kurtyna zostaje odsłonięta, ludzie są szczerzy do bólu. Potrafią powiedzieć Ci o swoich fobiach i słabościach, o najintymniejszych chwilach szczęścia czy marzeniach. I to jest doznanie równe drugiemu stosunkowi.

No właśnie, marzenia. To taki mój osobisty projekt. Pytam o nie absolutnie każdego i odkrywam jak bardzo jesteśmy wszyscy do siebie podobni. Nie ważne czy to osoba z bliskiego wschodu, Wenezueli, Chile czy Europy – odpowiedzi które otrzymuję zawsze dotyczą tego samego. Nikt nie marzy o bogactwie, bowiem świadomość że bogactwo samo w sobie nie ma najmniejszej wartości jest wysokie (biedni są ludzie, którzy pieniądz traktują jak cel sam w sobie, nie zaś środek do osiągnięcia celu). Wszyscy natomiast wymieniają podróże, poznawanie i uczenie się świata, niemal wszyscy założenie rodziny, lub przynajmniej posiadanie partnera, w końcu niektórzy jeszcze do tego dodają pracę, która niezbyt by pochłaniała czas i była ściśle związana z zainteresowaniami. I wiecie co? My to wszystko mamy. Życie, które wiedziemy jest naprawdę szczęśliwe.

Choć jako społeczeństwo, mamy tendencję do znajdowania sobie problemów, choć gdy nic wielkiego nie kłopocze naszych umysłów, rzeczy małe urastają do przesadnej rangi, staramy się walczyć z ułomnościami i takie właśnie rozmowy traktować jako przypomnienie, że rzeczywiście, poszczęściło nam się – mamy to, o czym marzyliśmy.

Podróżujemy gdzie chcemy (w granicach rozsądku, na Antarktydę nas nie stać), co dzień uczymy się tak wielu rzeczy, że trudno nam pojąć jak mogliśmy wcześniej tak bardzo marnować nasz czas, w końcu mamy siebie nawzajem, a kto wie, w przyszłości być może też dzieci (rzeczywiście istnieje takie prawdopodobieństwo, ale o tym już kiedy indziej).

Historie z podróży Mateusza i Krzyśka znajdziecie na NASZA TUŁACZKA.
Strona NASZEJ TUŁACZKI na Facebooku.

Dziękujemy Mateuszowi za tekst.
  • 1
  • 2
OCEŃ ARTYKUŁ
Podoba mi się (28)
walentynka-biseksualna-wbi paminaa wysmienicie marcowa valentina-tortosa lacintura roman71 barttt nayo-nayomi lukasz-black
Nie podoba mi się (0)
Komentarze (8)
HEJT STOP!Zapoznaj się z warunkami dodawania komentarzy
Komentuj
Moja ikona
Dodaj komentarz
Komentarz od osoby niezalogowanej pojawi się po akceptacji moderatora.
Dozwolone znaczniki (BBCode):
[b], [i], [u], [url], [url=], [mail], [mail=], [color=], [code], [quote]
kurczak_z_rozna
12.12.2018 15:28 kurczak_z_rozna (36) Kraków
Ewa Kacprzak:
Z przerażeniem przeczytałam twój artykuł Mateuszu.Nie macie zasad wspólnego życia, stosujecie praktycyzm moralny, dostosowany do Waszych chwilowych potrzeb.Obserwując Wasz związek towarzyszy Wam autodestrukcja.Przysięgając na ślubie, jeżeli traktuje się to wydarzenie poważnie, nie trzymamy się kurczowo wypowiadanych słów , deklarujemy swoją miłość, oddanie , poświecenie , nie zakładamy, że jest to na chwilę, aż mi się znudzi.
Małżeństwo jest wielkim kompromisem, trzeba nad sobą pracować, dopasowywać się do potrzeb związku, pomagać ukochanej osobie.Jak czują się Wasi świadkowie ,którzy poręczyli za Was, goście weselni, którzy cieszyli się z Waszego szczęścia.Była to zabawa na chwilę ?Nie zdajecie sobie sprawy jak cierpi Wasza cała rodzina łącznie z rodzicami i dziadkami. Jest to w moim wydaniu codzienny , przeszywający umysł i ciało ból matki.Koncentrujecie się tylko na sobie i Waszych doznaniach.Znajomi są osobami przypadkowymi tu i teraz.Kocha Was rodzina.Wymagacie od otoczenia pełnej akceptacji i zrozumienia, stanowiąc negatywny przykład dla innych, tracicie akceptację tych którzy ją mieli dla środowiska LGBT .Jak Wam się coś nie podoba, uciekacie od problemów.
Na zwiedzanie świata trzeba sobie zasłużyć, pracować .Pamiętajcie zależy nam na Was.Kochamy Was.Cierpimy.


Bardzo mi przykro, że wypowiadasz się w imieniu naszych przyjaciół, którzy nie mają problemu z naszym życiem.
Bardzo mi przykro, że poświęcasz swój czas na maltretowanie telefonami mojej rodziny i wypisywanie podobnych komentarzy w Internetach.
Potrzebujesz specjalistycznej pomocy, zanim będzie za późno.
cytuj zgłoś 1 0
ulmo
12.12.2018 15:17 ulmo (38) Kraków
Ewa Kacprzak:
(...) Cierpimy.

Mówiłem Ci, idź do psychiatry i na terapię, Twoja nerwica i depresja niszczy relacje w całej rodzinie.
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
02.12.2018 14:02 Ewa Kacprzak
Z przerażeniem przeczytałam twój artykuł Mateuszu.Nie macie zasad wspólnego życia, stosujecie praktycyzm moralny, dostosowany do Waszych chwilowych potrzeb.Obserwując Wasz związek towarzyszy Wam autodestrukcja.Przysięgając na ślubie, jeżeli traktuje się to wydarzenie poważnie, nie trzymamy się kurczowo wypowiadanych słów , deklarujemy swoją miłość, oddanie , poświecenie , nie zakładamy, że jest to na chwilę, aż mi się znudzi.
Małżeństwo jest wielkim kompromisem, trzeba nad sobą pracować, dopasowywać się do potrzeb związku, pomagać ukochanej osobie.Jak czują się Wasi świadkowie ,którzy poręczyli za Was, goście weselni, którzy cieszyli się z Waszego szczęścia.Była to zabawa na chwilę ?Nie zdajecie sobie sprawy jak cierpi Wasza cała rodzina łącznie z rodzicami i dziadkami. Jest to w moim wydaniu codzienny , przeszywający umysł i ciało ból matki.Koncentrujecie się tylko na sobie i Waszych doznaniach.Znajomi są osobami przypadkowymi tu i teraz.Kocha Was rodzina.Wymagacie od otoczenia pełnej akceptacji i zrozumienia, stanowiąc negatywny przykład dla innych, tracicie akceptację tych którzy ją mieli dla środowiska LGBT .Jak Wam się coś nie podoba, uciekacie od problemów.
Na zwiedzanie świata trzeba sobie zasłużyć, pracować .Pamiętajcie zależy nam na Was.Kochamy Was.Cierpimy.
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
25.09.2018 3:03 Niezalogowany
W Chile przede wszystkim połowa żonatych mężczyzn zdradza i kultura seksualna jest dość luźna. Pamiętam niusa o tym, jak była akcja z górnikami w Chile i jednego kosztowało to jego małżeństwo, bo jednocześnie przyszły po niego żona i kochanka, które przy okazji się dowiedziały o swoim istnieniu XD
cytuj zgłoś 0 0
kurczak_z_rozna
24.09.2018 16:30 kurczak_z_rozna (36) Kraków
Zakochany Świr:
A mi ten artykuł popsuł humor na cały poprzedni dzień. Szanuję zdanie chłopaków, ale nie do końca się z nim zgadzam. Sytuacja, w której ja i mój facet zaczynamy dzielić kochanków jest dla mnie patologiczna... Już wolałbym chyba, żeby zdradził mnie w klasyczny sposób.


"[...] ze szczególnym podkreśleniem sowa “naszej”, jako clue – rozwiązania dotyczą tylko naszego przypadku, sprawdziły się w naszej sytuacji, nam jest z nimi wspaniale, u nas to działa – my, my, my. Żadnej uniwersalnej prawdy tu nie otrzymacie. Po uniwersalne prawdy odnośnie miłości odsyłam gdzie indziej, tylko zalecam bardziej gender studies niż kościół."

Nazwanie kształtu naszego związku patologicznym pomimo uprzedniego podkreślenia pozornego szacunku naszego zdania wpisuje się natomiast w społeczny ostracyzm, o którym również piszę w tekście. Można użyć bardziej stonowanych słów. Następnym razem zalecam "zdecydowanie nie dla mnie", "nie do wyobrażenia", et cetera.

Zakochany Świr:
Chłopaki piszą tu też, że najprawdopodobniej nie będą ze sobą na zawsze. No tak, bo jak coś się psuje to najlepiej wyrzucić, zamiast naprawić.


Naprawiamy związek każdego dnia, jednak nie oznacza to że z pewnością będziemy wiecznie razem. Niestety, monogamia to również twór kulturowy. Z biologicznego punktu widzenia jesteśmy skłonni bardziej do poliamorii czy przynajmniej seryjnej monoamorii (związek, rozstanie, kolejny związek, kolejne rozstanie i tak dalej).

Gdybyśmy nie uważali się za dopasowaną parę, pewnie nie bylibyśmy razem. Ale ludzie się zmieniają. Pięć lat temu uwielbiałem imprezy i chałwę. Dziś określam się jako domownik, a chałwa jest dla mnie za słodka. Za kolejne pięć czy dziesięć lat będę znowu zupełnie inny. To całkowicie naturalny proces, który przechodzimy my i który przechodzą nasi partnerzy. Byłoby wspaniale gdyby wszystkie pary przechodziły ten proces w takim samym tempie i w tym samym kierunku, ale jest to myślenie nierealistyczne. Większość z nas zna osoby, które tkwią w nieszczęśliwych związkach, których potrzeby w pewnym momencie zaczęły się rozmijać, a które postanowiły pozostać razem mimo wszystko, poświęcając swoje szczęście w imię konwencji, oczekiwań innych, dobra własnych dzieci, z obawy przed rozpoczęciem wszystkiego od nowa, pozostaniem samemu lub mając jakiekolwiek inne motywacje.

Najgorszym co może się przytrafić jest para dwóch ludzi, którzy podejrzewają, albo są pewni iż przestali się rozumieć, a jednak pokonują wspólnie kolejne etapy przytoczonej wcześniej ścieżki.

48% par w EU i USA rozwodzi się
37% par w Polsce rozwodzi sięi (częściej trwamy w nieszczęśliwych związkach przez konserwatywne uwarunkowania kulturowe. Nie bez znaczenia jest też wyższy wpływ religii katolickiej na społeczeństwo)
33% osób w małżeństwach w EU i USA przyznało się do zdrady partnera/partnerki
43% osób w polskich małżeństwach przyznało się do zdrady (wyższy wskaźnik silnie skorelowany z mniejszym współczynnikiem rozwodów)
Szacuje się, iż 75% osób trwających obecnie w związkach zostało lub zostanie w przyszłości zdradzonych.

Nie zakładam odgórnie, że związki w których jestem przestaną istnieć. Zwyczajnie nie wykluczam takiej możliwości.

I jak my geje mamy walczyć ze stereotypami rozwiązłości i nietrwałości związków, skoro sami promujemy takie postawy? Potem czytają to młodzi homoseksualiści i boją się zaangażować...


Zmień cel dla którego walczysz i nie zakładaj, że każda jednostka jest ambasadorem całego środowiska, bo wylądujesz w szpitalu psychiatrycznym ze stresu. Rozwiązłość to stygmatyzujące określenie wypromowane przez Kościół. Wielu partnerów/partnerek seksualnych, jeżeli się na to zgadzają i jeżeli nikogo to nie krzywdzi mogą mieć zarówno mężczyźni jak i kobiety, zarówno homo, jak i bi- czy hetero-

Nietrwałość związków, jak widać po przytoczonych badaniach, to domena wszystkich, nie tylko LGBT. Nietrwałość związku może być o wiele lepsza niż nieudolne próby jego naprawy i trwanie latami w relacji przynoszącej nieszczęście obu stronom.
cytuj zgłoś 1 1
Ikona
24.09.2018 9:02 Zakochany Świr
A mi ten artykuł popsuł humor na cały poprzedni dzień. Szanuję zdanie chłopaków, ale nie do końca się z nim zgadzam. Sytuacja, w której ja i mój facet zaczynamy dzielić kochanków jest dla mnie patologiczna... Już wolałbym chyba, żeby zdradził mnie w klasyczny sposób.

Chłopaki piszą tu też, że najprawdopodobniej nie będą ze sobą na zawsze. No tak, bo jak coś się psuje to najlepiej wyrzucić, zamiast naprawić. I jak my geje mamy walczyć ze stereotypami rozwiązłości i nietrwałości związków, skoro sami promujemy takie postawy? Potem czytają to młodzi homoseksualiści i boją się zaangażować...
cytuj zgłoś 1 2
Ikona
23.09.2018 18:40 Niezalogowany
Dzięki za opublikowanie!
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
23.09.2018 12:29 Niezalogowany
Pamela Gąsiorowski, co o tym sądzisz, potwierdzasz? :)
cytuj zgłoś 0 0
Autor
Redakcja Queer.pl
Pierwszy polski portal ludzi LGBT
TAGIWięcej
Chile homoseksualizm Lifestyle Mateusz Morawiec miłość monogamia podróże Poliamoria w Chile Santiago seks Społeczeństwo Valparaiso Vina del Mar związki
Powiązane
Obraz Piątek, 14.02.2020 Najważniejsza jest rozmowa, po której czyny udowodnią Wasze słowa Obraz Czwartek, 14.02.2019 Miłość jest jak wino - im starsza, tym lepsza! Obraz Czwartek, 14.02.2019 Miłość należy pielęgnować nie tylko w Walentynki, ale każdego dnia Obraz Poniedziałek, 21.08.2017 Czy w Chile będą małżeństwa jednopłciowe? Obraz Wtorek, 28.02.2017 Olly Alexander: kręciłem z hetero
Inne tematy
Prezydent Nawrocki zapowiada weto ws. ustawy o statusie osoby najbliższej. Będzie projekt prezydencki? Czwartek, 28.05.2026 Prezydent Nawrocki zapowiada weto ws. ustawy o statusie osoby najbliższej. Będzie projekt prezydencki?
Eurowizja 2026: największy bojkot w historii wydarzenia od 1970 roku. Kto i dlaczego odwrócił się od konkursu? Sobota, 16.05.2026 Eurowizja 2026: największy bojkot w historii wydarzenia od 1970 roku. Kto i dlaczego odwrócił się od konkursu?
Eurowizja 2026: Finlandia faworytem bukmacherów. Jakie szanse ma Polska? Piątek, 15.05.2026 Eurowizja 2026: Finlandia faworytem bukmacherów. Jakie szanse ma Polska?
Kontakt Reklama Regulamin
Social media
Polub na Facebooku Obserwuj na Twitterze Instagram WhatsApp
© 1996-2026 Queermedia.pl, ISSN 2299-9019 Polityka prywatnościUstawienia prywatnościPrzerwij abonamentOdstąpienie od umowy







🌈
Odkryj więcej na Queer.pl
Zalogowani użytkownicy mogą oglądać zdjęcia innych osób, zakładać profile, komentować artykuły i oceniać filmy.
Dołącz do nas Zaloguj się