O dostępnym na platformie OUTFILM filmie biograficznym „Tom of Filnland” w reżyserii Dome Karukosaki pisał już na łamach Queer.pl Alek Rynkiewicz. Pozwolę sobie dodać do jego bardzo dobrego tekstu pewną glosę o dwóch „zbawieniach”, jakie stały się częścią kultury LGBTQ dzięki pracom fińskiego rysownika.
- Jacek Kochanowski -Używam teologicznego terminu „zbawienie” świadomie - jest to przecież w chrześcijańskim myśleniu akt wyzwolenia od zła, od nieczystości, a w konsekwencji od śmierci. A
oglądając film opowiadający historię życia Toma of Finland możemy się przekonać, że homoseksualizm był ze złem, z brudem, z grzechem, a w końcu także ze śmiercią, utożsamiany.
Nieomal oniryczne, odrealnione rysunki Toma ukazywały pragnienia homoseksualne w zupełnie innym świetle. W tym znaczeniu „zbawiał” on osoby homoseksualne, wyprowadzając ich pożądanie z krainy zła, nieczystości, śmierci. Dwóch takich zbawień dokonał.
Pierwsze zbawienie to gest umieszczenia pragnień homoerotycznych w kontekście pełnych radości sił witalnych. Bezkompromisowe rysunki przedstawiające postacie ze sceny BDSM z charakterystycznie wyolbrzymionymi penisami mówiły ówczesnym i mówią dzisiejszym gejom:
nie wstydź się swoich pragnień, ciesz się nimi, raduj! Nie ma w nich nic złego, bo nikomu krzywda się nie dzieje. Nie ma w nich nic zboczonego, bo nie może być zboczone coś, co jest częścią ludzkiej natury. Nie ma w nich nic nieczystego, bo pięknie jest pragnąć i pragnieniem swoim wychodzić ku pragnieniom innych. Trzeba zanurzenia w ponurej, judeochrześcijańskiej kulturze wstydu, kulturze poniżającej to, co cielesne, kulturze wiecznego ukrywania ciała, przepraszaniu za pragnienia ciała, by docenić siłę wyzwalających, bezpretensjonalnych, radosnych rysunków Toma.
To jest ich moc zbawcza: pożądaj i ciesz się pożądaniem, mówi Tom. Porzuć neurotyczne zaspokajanie swoich potrzeb pokątnie, ukradkiem, szybko. To twoje pragnienia, twoje ciało, twoje życie. Tylko realizując swoje pożądanie zrealizujesz siebie i odnajdziesz szczęście. Gdzie tu miejsce na wstyd czy smutek? Czyż istnieje coś piękniejszego, niż radość mężczyzn sprawiających sobie rozkosz? Czy ta rozkosz, moment ekstatycznego uniesienia, ma w sobie coś złego, ponurego, brudnego? Tylko ci, którzy wstydzą się swojego ciała i jego pragnień mogą uznawać rysunki Toma za szpetne. Ci, którzy kochają swoje ciała, kochają swoje pragnienia widzą w nich księgę wiedzy radosnej, wiedzy o życiu, szczęściu i spełnieniu.
Drugi akt zbawczy wiąże się z wybuchem epidemii HIV/AIDS. W filmie widzimy ten moment: nagle zaczynają znikać bliscy przyjaciele, robi się strasznie, pusto, czuć zapach śmierci. Uradowani „karą na zboczeńców” chrześcijańscy kaznodzieje i prawicowi politycy wprost mówią: homoseksualizm to śmierć, seks między osobami tej samej płci prowadzi do zagłady. Pragnienia homoseksualne wiodą ku nicości. W kontrze do tej narracji powstają w Stanach Zjednoczonych nowego typu ruchy gejowskie/lesbijskie. Z czasem zacznie się je nazywać ruchami queer. Act Up czy Queer Nation sprzeciwiają się utożsamieniu pożądania homoseksualnego ze śmiercią. Organizują pełne radości spotkania, które są jednocześnie politycznymi demonstracjami przeciw bierności amerykańskiego rządu wobec epidemii, jak i apoteozą seksualności w ogóle, a homoseksualności przede wszystkim.
Nie damy się, wołają, ponownie zepchnąć do podziemi, do siedziby boga śmierci, Tanatosa. My żyjemy, jesteśmy tu, będziemy tu. I mamy prawo żyć, być i pragnąć! I będziemy tu obok was, świętoszkowaci moralizatorzy mający uciechę z naszego cierpienia, będziemy tu obok was kopulować i k... pogódźcie się z tym! We’re here, we’re queer so get fucking use to it! Właśnie tak, już nie prosząc o łaskawe i uprzejme tolerowanie, ale używając przekleństwa i „brzydkiego” słowa queer, żądając uznania, społeczności te walczyły z nienawistną mową śmierci. Tak, wtedy te „obsceniczne” rysunki Toma of Finland nabrały jeszcze większego blasku. Zawarta w nich radość, witalność, nieomal entuzjazm rozkoszy doskonale współbrzmiał z walką o prawo do radości, do szczęścia, do pożądania, do życia. Lejące się na rysunkach Toma prawdziwe wodospady spermy są najlepszym symbolem tego życia, tej żywotności. Te prawdziwe soki żywotne tryskające z gargantuicznych rozmiarów penisów zalewają niczym tsunami ponure fabryki mowy nienawiści. Mamy gdzieś wasze ględzenia o śmierci i grzechu - jesteśmy tu, pożądamy tu i zawsze będziemy. We will survive! Przetrwamy! I będziemy walczyć o nasze prawo do życia, szczęścia i spełnienia.
Dziś można ponownie odwołać się do symboliki rysunków Toma z Finlandii, kiedy - także w społecznościach niehetero - wybucha nowa panika moralna związana z
opracowaniem skutecznych środków zapobiegający zakażeniu się wirusem HIV, środków zwanych PrEP. Już słychać: „Olaboga! Ruja i poróbstwo! Kopulować będą bezustannie, nieprzyzwoicie, radośnie, w obscenicznym uniesieniu pragnienia swe spełniając, w niskości cielesnej nurzać się będą zamiast unosić się ku temu, co wysokie i wzniosłe: sztuce, kulturze, Bogu!” Ach, jeśli ktoś chce ku temu, co wysokie, jeśli czuje potrzebę sublimacji, normatywnego wysubtelnienia krępujących pragnień ciała, mieszczańskiego milczenia o tych nieszczęsnych potrzebach, proszę bardzo. Ale ci wszyscy, którzy uznają, a seksuologia współczesna ich w tym utwierdza, że seksualność nieskrępowana to samo dobro, zdrowie, radość, siła, satysfakcja, szczęście i spełnienie, ci wszyscy z ulgą przyjmują PrEPy, rysunki Toma tak bardzo wolne, wolne i radosne niczym ikonę, drogę do homoerotycznego raju, sobie nad kominkiem powieszą. Bo on nauczył nas, jak pragną i pragnienia spełniają wolni ludzie. „Powiedziałaś, że mam być sobą”, oznajmia w filmie Tom do siostry (chyba?) obserwującej jego przymierzanie skórzanego wdzianka.
Bo o to w tym wszystkim chodzi. By po prostu móc być sobą. Tom to umiał i prowadził innych ku takiej samej wolności.