O męskim ciele, queerowych plemionach i politycznym tańcu w Krakowie rozmawialiśmy z Tomaszem Foltynem, pedagogiem praktyk tanecznych i teatralnych, niezależnym artystą, moverem, podróżnikiem i antropologiem kultury. Od kilku miesięcy Tomasz prowadzi w Krakowie warsztaty ze świadomości dotyku dla mężczyzn gej, bi, trans i queer.
Czym dla Ciebie jest ciało?To jest bardzo duży temat, temat z którym na co dzień pracuję, czuję i żyję. Ciało jest narzędziem, za pomocą którego komunikuję się ze światem. Poprzez ciało wchodzę w interakcję ze światem, a jednocześnie ciało jest czymś, co wyznacza z tym światem granice – na poziomie skóry, skóra jest pierwszym elementem, przez który zachodzi kontakt z rzeczywistością. Receptory skóry, czyli to w jaki sposób czujemy innych ludzi, jak czujemy powietrze, w jaki sposób w ogóle odczuwamy inne ciała w przestrzeni. Włączamy też w to dźwięk, oczy, smak, węch. Można powiedzieć, że ciało, skóra jest kolejnym zmysłem. Równocześnie w ramach ciała są też inne narządy, które przez naszą kulturę i cywilizację są mocno uprzywilejowane, czyli mózg, umysł. Umysł i ciało to te dwa, niezależne, zaproponowane przez Kartezjusza elementy, które są mocno zhierarchizowane: umysł wysoko, ciało nisko, jako coś z czym kojarzymy pożądanie, seksualność czy fizjologię. W mojej działalności i pracy artystycznej mocno koncentruję się na tym, żeby to połączyć, żeby ten dyskurs ciała i umysłu zniknął i pojawiła się jedna myśl, która je łączy, czyli tzw. soma. Soma, czyli gdy ciało i umysł są razem, a jedno bez drugiego nie istnieje.
A czym dla Ciebie jest queerowe ciało, czy ono w ogóle istnieje?Dyskurs queerowości zaczyna się mocno pojawiać w Polsce. Ja nie uważam się za coś wyjątkowego, za wyjątkowe ciało, nie uważam, że jesteśmy szczególni. Dla mnie ktoś, kto jest czarnym Amerykaninem, albo Brazylijczykiem o innym kolorze skóry, nie jest dla mnie bardziej szczególny niż biały Niemiec, zwłaszcza w kontekście relacji, jaką z tymi osobami mam. To relacyjność tworzy szczególność. Idąc dalej tym tropem można pomyśleć sobie: kim ja jestem, jaką tworzę relację z moim ciałem. I tu może się pojawić ta szczególność. Być może jest to relacja pełna miłości i samoakceptacji, ale myśląc radykalnie być może jest to ciało i relacja poddane wszelkim możliwym traumom, wykluczeniu, nienawiści, samoocenie, itd. Szczególność możemy warunkować kontekstem społecznym, politycznym, geograficznym. I wtedy, nawiązując już do moich zajęć i warsztatów, to zostaje bardzo mocno przeze mnie podkreślone i umieszczone w takim, a nie innym kontekście. Jesteśmy na takim etapie rozwoju i emancypacji gejowskiej, lesbijskiej, queerowej, że trzeba swego rodzaju kontekst zaznaczyć, który później chciałbym z wielką przyjemnością zdekonstruować. Mam nadzieję, że w Polsce będzie taki moment, że ta queerowość będzie mogła być zdekonstruowana. Że będziemy żyli w świecie, w którym seksualność nie będzie miała żadnego znaczenia.
Żyjemy w społeczeństwie, w którym mocny jest podział na to, co męskie i kobiece, jak zatem w kontekście queerowym przekraczać te granice. Da się?Nie wiem czy się da na poziomie społecznym. Pomimo, że moja działalność jest w jakiś sposób społeczna i zaangażowana to nie do końca czuję się aktywistą. Nie uważam też, że każdy musi to robić, nie każdy musi być queer, nie każdy musi być kimkolwiek. Jeśli chcesz możesz być mega zmaskulinizowanym gejem, chodzić pięć razy w tygodniu na siłownię, spotykać się z chłopakami, pić wódkę i oglądać futbol, to dla mnie jest totalnie ok. Nie jest dla mnie ok, gdy zaczyna się osąd i działanie wykluczające, a niestety tego mocno doświadczam w Krakowie - homonormatywność.
I wyrównywanie do własnej normy?Tak, to wymaganie, że musimy być tacy, a nie inni. Gdy czatuję sobie z kolesiami na aplikacji randkowej i dostaję pytanie: czy jesteś straight acting? Od razu włącza się mi: fuck off, sorry stary, ale nie mam ochoty z tobą rozmawiać, bo dokonujesz osądu i wręcz działania dyskryminującego, pewnie nie zdajesz sobie nawet z tego sprawy.
Co to znaczy, że nie jesteś straight acting? Że zachowujesz się jak ciota? Jak kobieta? Możemy tak dalej pytać i wykluczuać. Co to znaczy straight looking? Czy queerowy mężczyzna nie może być w 100 proc. mężczyzną? Czy bycie 100 proc. mężczyzną nie zakłada też, że ma się w sobie 90 proc. pierwiastka kobiecego?
Rozbijamy się znowu o binarność: kobieta, mężczyzna, aktywność, pasywność. Wchodzimy w role. Dla mnie to nie jest ok i świadomie nie buduję relacji z ludźmi na takich kategoriach.
Dużo podróżowałeś po świecie. Jak jest za granicą?Za granicą jest łatwiej, bo nie jesteś u siebie. Bo z reguły jak gdzieś wyjeżdżam to jadę na dłużej i tam też moja tożsamość jest konstruowana. Przestrzeń wolności w mojej głowie tworzyła się tak naprawdę za granicą. Mieszkałem w San Francisco, w Berlinie, w Tel Awiwie i w tych miastach, które też zdaję sobie z tego sprawę są pod tym względem wyjątkowe, queerowość jest częścią codzienności.
Czy tutaj też udaje Ci się budować ową przestrzeń wolności w głowie?Nie wiem. Dla mnie tutaj takim mocnym punktem zapalnym było stworzenie całego cyklu performatywnego z Valentyną Tanz, która regularnie w Krakowie, co półtora miesiąca przez rok, robiła działania performatywne. I wokół tego tworzyła się mała, ale jednak społeczność. Dwa: zacząłem też prowadzić działalność edukacyjną, skierowaną do facetów. Trzy: angażuję się w wiele projektów społecznych i artystycznych, które taką przestrzeń oferują i w których jest miejsce na moją postać. Mój dom też jest taką przestrzenią wolności, jest otwartym domem, w którym różne społeczności się spotykają, jest miejscem mojej pracy twórczej i gdzie nie ma tego podziału na queerowość i heteronormatywność. Poza tym stworzyłem
Lamella - the house of queer arts z pomocą wielu przyjaciół z Krakowa i za granicy. Co około miesiąc zapraszam artystów z kręgu sztuki queerowej.
Jak lokalna społeczność reaguje na Twoją działalność?Myślę, że to jest pytanie do tej społeczności, ale docierają do mnie reakcje, które są mocne i intensywne. Zostałem jednak tak wychowywany i przyjąłem taką koncepcję sztuki performatywnej, że ja nie mogę uzależniać się od publiczności. Jak reagują ludzie w Krakowie, a jak za granicą? To jest radykalna zmiana. W Krakowie był hejt ze środowiska queerowego, który się zdarzył rok temu podczas Queerowego Maja i Trans Festiwalu i odbił dość szerokim echem. Dla mnie to było też super nauczką co do działań proaktywistycznych i prób wejścia w dialog ze społecznością. Ale to też pokazało na jakim jesteśmy etapie jako społeczność i na jakim jesteśmy etapie zainteresowania kulturą i sztuką. Tak naprawdę niewielu z nas obcuje ze sztuką, teatrem, tańcem, sztuką współczesną, czy sztuką i tematyką, która wymyka się z kategorii męskości i kobiecości. Performens, który wychodzi z myśli queerowej jest bardzo radykalny i nie dociera do wielkiej publiczności. Czasem robię spektakle dla 15-20 osób i to jest dla mnie ok. Świadomie też przestałem występować w takich miejscach jak Teatr Bagatela, przestało mnie interesować to, by tańczyć w instytucjach. Pochłania mnie działanie queerowe, antyestablishmentowe, praca z przyjaciółmi, kolektywność i niezależność. Dzisiaj w Polsce ma to ogromny sens, wręcz polityczny wymiar. Jeszcze co do społeczności w Krakowie: zupełnie inaczej jest z obcokrajowcami mieszkającymi w mieście: z nimi mam ogromną płaszczyznę porozumienia, ale niestety nie rozumieją kontekstu polskiego, języka, praw, którymi to państwo, miasto się kierują.

Fot. Bartolomeo Koczenasz
Interesuje Cię polityka, polityczność?W Polsce słowo polityczność jest nieszczęśliwe, albowiem łączy się mocno z partiami, polityką, władzą. Oczywiście polityczność, o której ja chcę mówić też łączy się z władzą, jej strukturami, hierarchią społeczną, w jaki sposób tworzymy relacyjność władzy, nawet wobec przyjaciół i rodziny, to wszystko jest bardzo polityczne. Nasz związek, w którym jesteśmy, z drugą osobą, z trzecią, z czwartą, jest też silnie polityczny. Mój taniec jest silnie polityczny. To, o czym chwilę temu wspominałem, że celowo nie występuję w instytucjach, jest przecież decyzją polityczną. To, że jestem osobą publiczną jako Tomasz Foltyn/Valentyna Tanz, to też bardzo polityczny krok. W zeszłym roku Valentyna wydała paszporty wolnego kraju, VALA LANDU. To zabieg artystyczny, ale też polityczny. Dla mnie sztuka jest polityczna. Chodzę oczywiście na Marsze, bo uważam, że to ważne. Co ciekawe, gdy często pytam osoby ze środowiska artystycznego w Krakowie, dlaczego na Marsz Równości nie chodzą, to słyszę: bo nie chcą brać udziału w polityce, bo pokazywanie się na Marszu jest totalną głupotą, bo jest to manifestowanie się ze swoją odmiennością i seksualnością, bo nie muszę iść na Marsz, żeby pokazać, że jestem inny, bo jestem normalny. Dla mnie to bardzo zastanwiające, wręcz smutne, że środowisko gejowsko-lesbijskie jest tak mocno anty wychodzeniu, mówieniu, co ich interesuje, co robią, czym się fascynują.
Strach przed coming outem?Z jednej strony boimy się, bo rzeczywiście żyjemy w państwie, które mocno nas dyskryminuje i trzeba myśleć o bezpieczeństwie, ale z drugiej strony myślę sobie, że
żyjemy w zajebistym kraju, w centrum Europy, w Unii Europejskiej od wielu lat, który ma silną historię ruchów wolnościowych – i wciąż się k…a boimy. Boimy się ONR-u, bojówek, Młodzieży Wszechpolskiej, boimy się ujawnić w pracy. Dlaczego się boimy?
Czy dlatego, że faktycznie jest taka silna presja? Czy dlatego, że nam się po prostu nie chce wyjść na ulicę? Czy nie chce nam się tworzyć przyjaznych przestrzeni queerowych? W Krakowie, oprócz Coconu i LaF-u nie ma takich miejsc, cała reszta jest gay-friendly. A co by było, gdybyśmy stworzyli bar, imprezy, które są straight-friendly? Stworzyli alternatywę.
Opowiedz więcej zatem o Twojej działalności. Skąd się wziął pomysł na warsztaty?Z wieloletniego doświadczenia podróżowania po różnych miejscach, takich jak San Franciso, Berlin, Izrael, Dania. Miejscach, które już dawno poszły do przodu i stworzyły swego rodzaju kontrkulturę do mainstreamu gejowskiego plus taniec, czyli praca z ciałem. Powstały w mojej głowie pomysły, żeby prowadzić innych ludzi w pewnej ścieżce psychomotorycznej, psychosomatycznej. Ja zawsze też starałem się uczyć innych tego, co sam poznałem za granicą. Moje zainteresowania poszły mocno w kierunku androgeniczności, ambiwalencji płciowej, seksualności, jej eksploracji, tematu pożądania, tematu po prostu ciała. Ciała, które jest żywe, które ma w sobie niesamowitą mądrość, z którą nasz umysł nie do końca jest połączony - przez schematy myślenia, tabu, dyskryminację i wpajaną nienawiść i kreację wizerunku. Dla mnie mocnym doświadczeniem był też wyjazd do Berlina na festiwal STRETCH dla mężczyzn homo, bi, gej, trans, gdzie przez trzy dni jest mnóstwo warsztatów, zajęć. Przyjeżdżają mężczyźni z różnych części świata i robią najróżniejsze rzeczy: od tańca, poprzez zapasy, jogę, po pracę z psychodramą i warsztaty z masażu analnego i wiązania penisa. Pomyślałem sobie, że całe to moje doświadczenie z pracy z tańcem i ciałem, jak i pedagogiki teatralno-tanecznej mogę przenieść na pracę z tym konkretnym kontekstem.
No dobra, ale powiedz mi po co?Żebyśmy zaczęli żyć, żebyśmy się spotykali, rozmawiali, tworzyli moc, żebyśmy stworzyli plemię.
Zwłaszcza w naszych warunkach politycznych w Polsce, potrzebujemy stworzyć plemię, żeby mieć siłę i nie dać się ugiąć. Nie mówię już nawet o dyskursie politycznym, ale my, jako ludzie, którzy są wykluczeni, możemy i powinniśmy tworzyć swoją własną rodzinę.
Pamiętajmy o tym, co się z nami dzieje, gdy się starzejemy, co się dzieje z mężczyznami po 60-tce? Często znikają. Co się dzieje z młodymi chłopcami, którzy wkraczają w seksualność? Wystarczy wspomnieć o chemsex i zmianach jakie wprowadza w tworzeniu relacji intymnych. Z kim mogę pogadać o seksie, jak dobrze zrobić laskę swojemu kochankowi? W jaki sposób przygotować się do stosunku analnego, jak komunikować się z partnerem? Czy muszę być w związku monogamicznym? Jak dbać o swoje zdrowie? Gdzie my się mamy tego nauczyć? Takie plemię powinno powstać, by dbać o siebie, multigenderowo, multipokoleniowo.
Jak to jest z tym polskim, męskim ciałem. Czego się boi, jakie ma ograniczenia?Polskie męskie ciało jest bardzo spięte. Polskie męskie ciało ma spiętą dupę. My nie jesteśmy Latynosami, którzy się całują, a ojciec przytula syna, my mamy inne warunki geopolityczne i socjopolityczne i to jest oczywiste, ale wydaje mi się, że przez to spięcie mocno się ograniczamy. Ograniczamy swoje pożądanie i wolność, która moim zdaniem ma prawo tutaj istnieć, w tym mieście. Jest to ciało spięte, ciało, które po części wyszło z szafy, bo jest nas, zwłaszcza na Kazimierzu dużo, ale jesteśmy widzialni-niewidzialni, trochę jesteśmy straight acting. Nie mówię o tym, że mamy wszyscy nagle zakładać obcisłe spodnie, malować oczy i nosić szpilki, nie o to chodzi. Ale mówię o tym, żebyśmy stworzyli jakąś wolność obyczajową, żeby różnorodność była normą. Wydaje mi się, że to wynika z braku połączenia z naszym ciałem, dbamy o siebie, ale na fitnessie, mi chodzi o coś innego. Mężczyźni nieheteronormatywni mają prawo eksplorować swoją seksualność, mają prawo o tym rozmawiać, a jednocześnie nie być wykluczani przez swoich.
Co się dzieje na Twoich zajęciach? Pewnie często padają pytania o to, czy jest seks grupowy? (śmiech)Zawsze są takie pytania, czy będzie seks grupowy, czy będziemy robić sobie laski, czy modlić się do Hare Kryszna. Ludzie się tego boją. Nie, to nie są zajęcia z seksu grupowego, to zajęcia z intymności, bliskości, duchowości. Pobudzania wrażliwości fizycznej i emocjonalnej.
Czy ta polska męska spięta dupa może też jakoś pracować nad sobą sama?Jasne. W bardzo prosty sposób poprzez uruchomienie autorefleksji, zwłaszcza wobec swojego ciała. Wystarczy zacząć siebie dotykać – ze świadomością. Poprzez dotyk przypominamy sobie, że istniejemy. Kolejna rzecz: oddech, ćwiczenie świadomego, głębokiego oddechu. Czy na przykład 10 minut medytacji w ciągu dnia. Niektórzy piszą dzienniki, pamiętniki o tym, jak się czują, kogo spotkali. Co jeszcze? Rozmawiać o ciele, doświadczeniu z innymi ludźmi. Ważne jest też to, że ktoś nas obserwuje, że nas w tym prowadzi. To ważny aspekt np. moich zajęć, ale też tej wspominanej plemieniowości, tworzenia naszych społeczności, żebyśmy nie byli sami, nie bali się wyjść.
Świadomość dotykuDlaczego ważny jest świadomy dotyk?
Jak możemy komunikować się za pomocą ciała, dotyku i ruchu?
Jak zrozumieć swoje potrzeby bliskośći w kontakcie z innymi?
Jak odnaleźć połączenie emocji i fizyczności?
Cykl zajęć został stworzony z myślą o rozwoju “świadomości dotyku” wśród mężczyzn o nieheteronormatywnej seksualności (gej, bi, trans & queer). Zajęcia przewidują pracę z ciałem i ruchem, podczas których zmysłowość, intymność i duchowość mogą być bezpiecznie i wzajemnie doświadczane.
Forma spotkań przewiduje zajęcia z zakresu praktyk somatycznych, medytacyjnych, tanecznych i oddechowych. Proponowany format zajęć ma na celu inspirowanie do świadomego działania, przeżywania bliskości i oswajania się ze swoim ciałem i jego potrzebami. Jest również formą uczenia się i słuchania swoich potrzeb, szukania granic i dekonstruowania stereotypów. Zajecia tworzą przestrzeń wyzwolenia i otwierają na podróż w głąb męskiej świadomości.
Kolektywna forma spotkań ma na celu stworzenie platformy do dzielenia się swoim doświadczeniem i zdobywania nowej wiedzy. Jest to również wzajemne inspirowanie się i działanie w bezpieczniejszej przestrzeni wolnej od osądu, opresji i lęku.
[email protected]Lamella - the house of queer arts.Lamella jest niestacjonarnym domem dla queerowej sztuki. To niezależna organizacja prowadzona przez artystów, która wspiera artystyczny, społeczny i kulturalny rozwój krakowskiej społeczności queerowej. Jej misja realizowana jest poprzez wystawianie, prezentowanie i dokumentowanie prac artystów queer. Założona w 2016 roku przez Tomasza Foltyna & Valentine Tanz. Lamella sprzyja rozwojowi różnorodnych kulturowo i artystycznie wydarzeń w Krakowie.Poprzez prowadzenie regularnych wydarzeń artystycznych z udziałem lokalnych i międzynarodowych artystów queer, Lamella ma na celu prezentowanie praktyk sztuki współczesnej szerszej publiczności, takich jak: performance, choreografia, teatr, muzyka i sztuki wizualne. Lamella zapewnia przestrzeń dla rozwoju queerowej sztuki, a także ma na celu wzmocnienie tworzenia się społeczności, widzialnej w dyskursie publicznym.
[email protected]
Dla mnie oczekiwanie ukształtowania w Polsce widowni, jej poglądów i zachowań na wzór zaczerpnięty z innych krajów jest nierealistyczne. Na dużą skalę przeszczep od tak różnego dawcy nie może się udać. Kraków nie będzie drugim SF, Wrocław drugim Berlinem i w samym tym fakcie nie ma jeszcze niczego złego. Powinniśmy dać sobie szansę na zbudowanie własnej tożsamości lokalnymi narzędziami, których skuteczność na pewno będzie trochę lepsza.
Nie na wszystko jesteśmy jeszcze gotowi, nie na wszystko może powinniśmy, ale różnorodności na pewno nie da się budować przez sugerowanie mężczyznom homoseksualnym, że nie będą w pełni sobą dopóki nie pójdą na paradę, nie dokonają coming-outu w pracy czy nie założą szpilek. Nie wystarczy powiedzieć, że nie jest dla mnie problemem stereotypowo męski gej. Trzeba powiedzieć, że niezależnie od swojego zachowania i preferencji jesteś jednym z nas i z tego faktu bycia we wspólnocie może wyniknąć coś fajnego. Co do samych preferencji, to nie ma sensu pytać co to znaczy straight-acting. Nie ma to znaczenia, bo w aplikacji randkowej jest to po prostu kolejne wyrażenie oczekiwań, których geneza mało kogo wtedy interesuje. Co to znaczy być wysokim? 180? 190? Co znaczy inteligentnym, dobrze wychowanym? Działania wykluczające pojawiają się dla każdej z cech i zajmowanie się nimi w tym kontekście nie jest dobrym pomysłem. Rozwiązaniem będzie znowu budowanie wspólnoty, która będzie umożliwiała spotkania obu stron i zmniejszanie wzajemnych niepewności. Tylko takie plemię wydaje się mieć sens. Warsztaty Tomasza Foltyna na pewno mają swoją wartość, ale na polskim „rynku” będą raczej na tyle niszowe, że żadnego rowu między nami niestety nie zakopią…
Kur..cze..wa! wyjął mi to z ust! No o tym piszę od miesięcy, że w Polsce mężczyźni nie-hetero spinają dupę! To dostaję hejty. A to prawda, która boli tylko który facet przyzna się do swoich słabych stron? To takie heteryckie...bo przecież nie byłby już straight-acting!
to moja PASJA
zaburzenia, natręctwa to nie są pasje a jednostki chorobowe... każdy je ma-nie każdemu (tak jak tobie) wydaje się, że to atut... to takie moje skromne zdanie...
swoją drogą tańce sufickie to rytuały religijne... taki NewAge -Joga, Islam reinkarnacja i kilka innych dodatków do bajdużenia o wyższości orientu nad kulturą Europejską... ciekawe, czy Charles Manson wiedział, że jest stuknięty i że ubóstwia scjentologów... mniejsza z tym-jak komuś wydaje się, że jest NIEŚMIERTELNYM-to niech przystopuje... i niech nie miesza do tego ruchów LGBTQA... dla swojego i i innych dobra...
to moja PASJA
wszak każdy wie, że webeściaki trenują tylko jogę i zdrowy/bezstresowy tryb życia... to każdy inny jest NIENORMALNY...
nie dziwię się, że tak kiepsko z męskością w naszym kraju... jeśli ktoś bawi się w warsztaty queerowe to niech nie miesza do tego religii...
jednym się to podoba-innym potrafi ta ezoteryczna papka zdrowo namieszać w głowie... nie chcę nikogo obrażać-ale nie mieszajcie ludziom w głowie...
ps. aktywność religijna ma inną specyfikę-pewne ruchy są uznawane za niebezpieczne-nie tylko przez KK...
Jesteś NIETOLERANCYJNY!!
owszem... i co mi zrobisz... po prostu nie lubię egoistycznych gnomów, którzy pod przykrywką tańca przemycają BDSM i pseudo filozofię budowaną na swoich przemyśleniach z podróży... ot co... masakra...
PS.JESTEŚ uciążliwy VU2X7IfV !!!
nie dziwię się, że tak kiepsko z męskością w naszym kraju... jeśli ktoś bawi się w warsztaty queerowe to niech nie miesza do tego religii...
jednym się to podoba-innym potrafi ta ezoteryczna papka zdrowo namieszać w głowie... nie chcę nikogo obrażać-ale nie mieszajcie ludziom w głowie...
ps. aktywność religijna ma inną specyfikę-pewne ruchy są uznawane za niebezpieczne-nie tylko przez KK...
Jesteś NIETOLERANCYJNY!!
nie dziwię się, że tak kiepsko z męskością w naszym kraju... jeśli ktoś bawi się w warsztaty queerowe to niech nie miesza do tego religii...
jednym się to podoba-innym potrafi ta ezoteryczna papka zdrowo namieszać w głowie... nie chcę nikogo obrażać-ale nie mieszajcie ludziom w głowie...
ps. aktywność religijna ma inną specyfikę-pewne ruchy są uznawane za niebezpieczne-nie tylko przez KK...
http://pl.bab.la/slownik/angielski-polski/mover
Dziękuję za pomoc z która w żaden sposób nie pomaga.
Pan Tomasz Foltyn jest "firmą przewożącą meble" czy o co Tobie chodzi?
Mi? O nic. To tłumacz zapożyczeń nie dysponuje większą ilością znaczeń tego słowa, a nie "mi"...swoją drogą, polska język trudna język. Już nie można używać polskich znaczeń słów, tylko angielskie, bo to takie cool i trendy...swojego języka nie ma?