Strona główna Aktualności Społeczność
Profile Grupy Miejsca Wydarzenia Wsparcie
Ogłoszenia
Towarzyskie Pokoje i mieszkania Praca Ogłoszenia drobne Edukacja Pozostałe Dodaj
Queeroteka
Książki Filmy i seriale Quizy Patronat Queer.pl
Magazyn
Artykuły Galerie Tematy Tagi
Kontakt Reklama Regulamin
Queer.pl Portal osób LGBT+
Menu
Logowanie Rejestracja
Magazyn
Artykuły Galerie Tematy Tagi
Środa, 14.01.2015, Aktualizacja: Sobota, 17.01.2015

Babę zesłał Bóg: koleżanka mojej córki

Podziel się Tweetnij Skomentuj (38)
Podziel się Tweetnij Skomentuj (38)

Idąc do "małżeńskiego łoża" rozczarujemy nasze matki

Kinga i Klaudia są ze sobą od 8 lat – wspólne mieszkanie, wspólne wychowywanie dwóch przygarniętych kotów i kulawej suczki Tośki. Wspólne spłacanie kredytu, który Klaudia wzięła na samochód, rzecz jasna również wspólny. Wymieniać można jeszcze długo, dziewczyny czują się rodziną – chociaż jak same mówią: „nieco nienormatywną, ale jednak równie silną w miłość”. Mimo to rodzice nie akceptują ich związku. Przez 8 lat nigdy nie odczuli też potrzeby wzajemnego poznania się. Kiedy mama Kingi przedstawia sąsiadkom partnerkę swojej córki, mówi „a to Klaudia, koleżanka Kingi”.

Maciek i Andrzej są parą od 4 lat. Niedawno wspólnie kupili mieszkanie. Kiedy rozmawiamy na Skype Andrzej pokazuje białe ściany pokoju: „Tutaj będziemy mieć pokój do pracy. Chcemy oddzielić pracę od relaksu i odpoczynku. Tam będą regały na materiały Maćka, a w tym rogu postawimy mój stół kreślarski”. Andrzej jest architektem ogrodów, rok temu zaprojektował część relaksacyjną ogrodu działkowego rodziców Maćka. Jak sam mówi „Normalnie musieliby zapłacić za to sporą sumę, ale zrobiłem to za darmo. Wiadomo, to w końcu rodzice mojego partnera” – kiedy jednak wraz z Maćkiem Andrzej został zaproszony na imprezę, na której prezentowana była działka, usłyszał: „To Andrzej wszystko zrobił, zdolny jest. Fajnie, że Maciek ma takiego przyjaciela. Może kiedyś i Maćkowi coś zaprojektujesz, jak przyjdzie czas na ślub i dzieci?”


Starasz się wzbudzić sympatię w rodzicach Maćka?
Myślę, że to normalne. Maciek to mój partner i chciałbym mieć normalne relacje z jego rodziną. Ale to fakt – staram się wzbudzić ich sympatię w sposób zdecydowanie większy, niż to robi np. mąż Maćka siostry. On się nawet szczególnie nie stara, wystarczy, że jest, że to facet i ma spokój.

W jaki sposób starasz się ją wzbudzić?
W sierpniu na ich rocznicę wykupiliśmy im z Maćkiem wycieczkę do Paryża. Pojechali na tydzień, mieli pokój z widokiem na wieżę Eiffla. Paryż to było marzenie matki Maćka.

Rozumiem, że waszego związku nie akceptują, ale z wycieczki skorzystali?
Tak. Pojechali, narobili masę zdjęć, wrócili zadowoleni. Siostra Maćka z mężem kupiła im zastawę obiadową, a zarabiają dużo więcej niż my. Mimo to ich związek jest dla rodziców Maćka czymś wspaniałym, nasz natomiast jest zwykłą znajomością dwojga przyjaciół.

Wasze rodziny się nie znają?
Nie. Nie czują potrzeby wzajemnego kontaktu i nie poczują jej, skoro uznają nas za dwójkę kumpli mieszkających w jednym mieszkaniu.

A dalsza rodzina? Wiedzą, że mieszkacie razem?
Tylko ze strony Maćka rodziny, u mnie wiedzą o nas tylko rodzice. Rodzina Maćka myśli, że mieszkamy razem, bo dziś mieszkania kosztują i to efekt oszczędności. Myślą, że jak każdy z nas pozna wreszcie jakąś kobietę to mieszkanie sprzedamy, podzielimy kasę i każdy pójdzie w swoją stronę.

Nie wyprowadzacie ich z błędu?
Widzisz, to jest tak, że możesz albo się wkurwić i to wszystko rzucić, albo godzisz się na to za cenę jako takiego spokoju. Bo człowiek chce mieć mimo wszystko ten kontakt z rodziną, jakikolwiek. Do moich rodziców jeździmy raz na dwa miesiące, do Maćka co miesiąc. Przywykliśmy, to jest taka bezsilność, że już nie chcesz tłumaczyć, już nie chcesz w pewnym momencie walczyć. Wiesz, że przyjechałeś raptem na głupie 2-3 dni, nie chcesz zaczynać wojny. Wolisz przesiedzieć w prowizorycznym klimacie spokoju i życzliwości. I tak za chwilę wrócisz do Warszawy, do swojego mieszkania, do swojej pracy i znajomych, wśród których duża część osób jest taka sama – to pary lesbijek i gejów. Mają swoje związki, pracę, swoje sprawy.

Gdybyście zaczęli wyprowadzanie z błędu nie skończyłoby się na 2-3 dniowym wyjeździe?
Dokładnie. Ta dyskusja przeniosłaby się na telefonowanie, na rzucanie tekstami, że jego, czy moja matka jest zdruzgotana, na dzwonieniach i szantażowaniu płaczem, groźbach, itp. Upletliśmy sobie wszyscy takie gniazdko, w którym my nic nie mówimy, oni o nic nie pytają. Oni zwracają się do nas jak do dwójki przyjaciół, choć wiedzą, że okłamują sami siebie. My nie reagujemy, bo chcemy mieć święty spokój.

Zawsze tak było?
Nie, nie zawsze. Na samym początku się kłóciliśmy, szarpaliśmy. Ja ze swoimi rodzicami, Maciek ze swoimi. On się wtedy akurat sprowadził do Warszawy, szukał pracy. Chcieli go wziąć na zastraszenie. Gadanie „On się Tobą pobawi i zostawi, a Ty sam w tej Warszawie będziesz”. Tymczasem nic takiego się nie stało. Mamy ten komfort, że jesteśmy niezależni finansowo. Nie jesteśmy już nastolatkami, którzy przeprowadzili się do dużego miasta na studia i rodzice mogą ich zastraszyć odcięciem od źródełka. Ja pracuję i zarabiam bardzo dobrze, Maciek również. Utrzymujemy się sami z naszej ciężkiej pracy.

Wygląda, jak gdyby nie było więc żadnego problemu? Wy macie swoje życie, rodzice swoje, wy coś udajecie i oni również, ale generalnie możecie przy sobie oddychać…
No właśnie nie. Chciałbym pojechać do Maćka i być traktowany jako jego partner. Żeby nie było, że znów Maciek z kolegą przyjechał, żeby jego ciotki mnie nie pytały o to, jak tam z dziewczynami, czy kogoś sobie znaleźliśmy.

Więc może jednak warto rozpocząć to wyprowadzanie z błędu?
Próbowaliśmy, serio…

Może trzeba jeszcze?
Myślę, że jesteśmy zmęczeni. W ostatecznym rachunku lepsza jest ta niekomfortowa, ale stabilna sytuacja. To smutne, ale tak jest. Może kiedyś nam te siły powrócą.

Będą mijać lata, a wy – czego wam oczywiście życzę – nadal będziecie mieszkać razem. Wtedy chyba trzeba będzie tych sił.
Tak, w końcu na pewno ktoś z rodziny powie „Ok, to może już dosyć?”. Trzeba będzie coś odpowiedzieć. Póki co mamy względny spokój i 2-3 dniowe wizyty. Tyle wystarczy.

Zdjęcie na stronie głównej: Mike Licht, The Wedding Couple - Thayer-Miller-ML
Mike Licht, NotionsCapital.com
  • 1
  • 2
OCEŃ ARTYKUŁ
Podoba mi się (431)
becausecats anko esgehtdichnichtsan ilka1916 mowia-mi-romek fukkencute eta wariatkowoag wchmurach juusan
Nie podoba mi się (3)
rojza_genendel gafa04 proletariat
Komentarze (38)
HEJT STOP!Zapoznaj się z warunkami dodawania komentarzy
Komentuj
Moja ikona
Dodaj komentarz
Komentarz od osoby niezalogowanej pojawi się po akceptacji moderatora.
Dozwolone znaczniki (BBCode):
[b], [i], [u], [url], [url=], [mail], [mail=], [color=], [code], [quote]
Ikona
22.01.2015 16:10 oldschoolowy
rezzy:
Na wigilię przyszła do nas pierwszy raz matka faceta mojej mamy, żartobliwie zwana "babcią Wisią". Choć nie dzieliłem się opłatkiem i nie odprawiałem żadnych inkantacji przy stole jak to robią katolicy, zgodziłem się wymienić życzeniami. Podchodzę do owej babci Wisii, po czym mówię standardowe "wszystkiego dobrego", bo nie lubię udawać i wymyślać cudnych życzeń. Ona z kolei zaczęła standardową wiązankę. To bardzo sympatyczna osoba, ale ludziom się nie mieści chyba w głowie, że takie mityczne stworzenie jak gej może istnieć. Mianowicie zaczęła mi składać życzenia odnośnie znalezienia fajnej dziewczyny. Wcześniej sobie obiecałem, że nie będę się ukrywał kiedy sytuacja będzie oczywista i po prostu powiedziałem, że chyba ma na myśli chłopaka, bo jestem gejem. Nie wiedziała o tym więc ją poinformowałem. Oczywiście zaśmiała się i powiedziała, żebym nie żartował i że mam poczucie humoru. Potem matka była trochę niezadowolona, że poruszam takie tematy na wigilii, ale powiedziałem, że niczego się nie wstydzę, więc nie będę się ukrywał i będę mówił prosto z mostu. To nie mój problem, tylko tych ludzi, którzy nie potrafią tego przełknąć. Zamierzam do usrania mówić o tym za każdym razem kto zasugeruje, że jest inaczej. Nie ważne gdzie i komu. Jeśli z kolei może mi to poważnie zaszkodzić po prosu stwierdzę, że to nie jest czyjaś sprawa, by dopytywać się o prywatne życie. Jestem dość złośliwy z natury jeśli ktoś mnie nadmiernie irytuje, a takie rzeczy mnie wkurzają.

Szczęśliwie mam tolerancyjną matkę, która w zupełności uznałaby mojego chłopaka, jakbym jakiegoś miał, bo kiedyś miałem i problemu nie było wielkiego. Jednak i tak nie przechodzi jej przez gardło słowo chłopak/partner, tylko traktuje "przyjaciel" jako synonim. Z kolei gdybym miał takich rodziców jak opisanych w tym artykule i po latach nie zaakceptowaliby mojego chłopaka, to bym postępował inaczej. Mianowicie złośliwie bym robił to samo co każda zakochana para, czyli obściskiwanie się, okazjonalne siadanie na kolanach, buziaki itd. Na ich oczach. Ja wychodzę z założenia, że jeśli jestem już uniezależniony od rodziny to mogę spokojnie stosować taką taktykę. Jeśli zostanę wyklęty, to mogę się do nich już nie odzywać. Niektórzy ludzie mają to do siebie, że jeśli boją się o utratę przyjaciół, albo bardzo chcą z kimś utrzymywać kontakt, to unikają mówienia rzeczy, które tamta osoba może potraktować jako powód do zerwania znajomości. Ja wychodzę z założenia, że nie potrzebuję wokół siebie takich ludzi. Nie ważne kto to jest, nie zwrócę głowy za odchodzącą osobą, która zrobiła to z powodu takich rzeczy jak orientacja. Mogą odejść, niech najlepiej się nie pojawiają. Nigdy nie jest mi żal utraty takich "przyjaciół".


Rozumiem Cię doskonale bo mam podobną sytuację, jednak w tym roku już rodzice nie życzyli mi nikogo ("dziewczyny"), jedynie babcia bo wg niej "trudno jest żyć tak samemu..." - co ja doskonale wiem ;-) tyle że ja wolę chłopaka. Piszesz bardzo pewnie o tej niezależności, nie wiem czy zakładałeś kiedykolwiek inne scenariusze życia jakie może ono przynieść. Nie wiem jakich masz rodziców, ale moi mimo tego że nie akceptują mojej orientacji, to bardzo mi pomogli gdy 2 lata temu miałem poważny wypadek i potrzebowałem praktycznie codziennej pomocy. No chyba że masz tak oddanych i troskliwych przyjaciół. :-)
cytuj zgłoś 0 0
rezzy
22.01.2015 4:29 rezzy (39) Kraków
Na wigilię przyszła do nas pierwszy raz matka faceta mojej mamy, żartobliwie zwana "babcią Wisią". Choć nie dzieliłem się opłatkiem i nie odprawiałem żadnych inkantacji przy stole jak to robią katolicy, zgodziłem się wymienić życzeniami. Podchodzę do owej babci Wisii, po czym mówię standardowe "wszystkiego dobrego", bo nie lubię udawać i wymyślać cudnych życzeń. Ona z kolei zaczęła standardową wiązankę. To bardzo sympatyczna osoba, ale ludziom się nie mieści chyba w głowie, że takie mityczne stworzenie jak gej może istnieć. Mianowicie zaczęła mi składać życzenia odnośnie znalezienia fajnej dziewczyny. Wcześniej sobie obiecałem, że nie będę się ukrywał kiedy sytuacja będzie oczywista i po prostu powiedziałem, że chyba ma na myśli chłopaka, bo jestem gejem. Nie wiedziała o tym więc ją poinformowałem. Oczywiście zaśmiała się i powiedziała, żebym nie żartował i że mam poczucie humoru. Potem matka była trochę niezadowolona, że poruszam takie tematy na wigilii, ale powiedziałem, że niczego się nie wstydzę, więc nie będę się ukrywał i będę mówił prosto z mostu. To nie mój problem, tylko tych ludzi, którzy nie potrafią tego przełknąć. Zamierzam do usrania mówić o tym za każdym razem kto zasugeruje, że jest inaczej. Nie ważne gdzie i komu. Jeśli z kolei może mi to poważnie zaszkodzić po prosu stwierdzę, że to nie jest czyjaś sprawa, by dopytywać się o prywatne życie. Jestem dość złośliwy z natury jeśli ktoś mnie nadmiernie irytuje, a takie rzeczy mnie wkurzają.

Szczęśliwie mam tolerancyjną matkę, która w zupełności uznałaby mojego chłopaka, jakbym jakiegoś miał, bo kiedyś miałem i problemu nie było wielkiego. Jednak i tak nie przechodzi jej przez gardło słowo chłopak/partner, tylko traktuje "przyjaciel" jako synonim. Z kolei gdybym miał takich rodziców jak opisanych w tym artykule i po latach nie zaakceptowaliby mojego chłopaka, to bym postępował inaczej. Mianowicie złośliwie bym robił to samo co każda zakochana para, czyli obściskiwanie się, okazjonalne siadanie na kolanach, buziaki itd. Na ich oczach. Ja wychodzę z założenia, że jeśli jestem już uniezależniony od rodziny to mogę spokojnie stosować taką taktykę. Jeśli zostanę wyklęty, to mogę się do nich już nie odzywać. Niektórzy ludzie mają to do siebie, że jeśli boją się o utratę przyjaciół, albo bardzo chcą z kimś utrzymywać kontakt, to unikają mówienia rzeczy, które tamta osoba może potraktować jako powód do zerwania znajomości. Ja wychodzę z założenia, że nie potrzebuję wokół siebie takich ludzi. Nie ważne kto to jest, nie zwrócę głowy za odchodzącą osobą, która zrobiła to z powodu takich rzeczy jak orientacja. Mogą odejść, niech najlepiej się nie pojawiają. Nigdy nie jest mi żal utraty takich "przyjaciół".
cytuj zgłoś 5 1
Ikona
21.01.2015 18:01 .om
Ludzie sami siebie okłamują - ich problem. Dla mnie gorzej jak facet/kobieta ma podwójne standardy i w jednym towarzystwie jest partnerem/partnerką a w innym kolegą/koleżanką ! Jakoś dziwnie często coś takiego obserwowałam u pseudowyzwolonych les ...
cytuj zgłoś 5 0
magenta-starfish
20.01.2015 0:10 Sejsmonastia (36) Warszawa
Rodzicow w Polsce latwo *rozczarowac*, niekoniecznie homozwiazkiem. Wystarczy byc z innego kraju, innego koloru skory, glosowac na kogos innego lub byc niewlasciwej religii, by sie narazic. Mozna tak wymieniac i wymieniac przyczyny fumow rodzicow.

Z moich doswiadczen wynika, ze o akceptacje Krolowej Matki zabieganie nie ma sensu. Jak sie ktos uprze, by nas *przeczekac*, to moze z zacisnietymi zebami cale zycie odliczac dni z nadzieja na uplyniecie naszej kadencji. Osobiscie nigdy nie uwazalam zwiazkowego blogoslawienstwa rodzicow za cos niezbednego, od moich (i cudzych) rodzicow oczekuje tylko szacunku dla mnie i mojej drugiej polowki. Nie oczekuje, ze beda sie naszym zwiazkiem zachwycac, bo to nie oni maja w nim byc do konca zycia. Dlatego tez kiedy slysze o szalenczym zabieganiu o pseudoakceptacje, to widze nieodcieta pepowine.
cytuj zgłoś 6 0
Ikona
19.01.2015 15:01 Jagódka
Ja mam to szczescie ze moja Mama zakceptowala moj homoseksualizm. Nawet niektorzy z dalszej rodziny, np. Wujek. W tym roku przylatuja do mnie do UK i spedzimy wszyscy razem swieta wielkanocne (ja z moja ukochana, Siostra z mezem, trojka dzieci i Mama ze swoim bratem). Zycze powodzenia i sil tym, ktorzy maja inaczej.
cytuj zgłoś 4 0
Ikona
19.01.2015 13:16 Kezam
Przykra rzeczywistość polska. :(
cytuj zgłoś 0 0
toster2311
19.01.2015 12:44 Syndrome (31) Poznań
znam ten ból :P po krzykach i awanturach zostało nałożone tabu na temat mojego faceta i moich "gejowskich rzeczy" xd
chociaż mama czasem się mnie pyta co słychać u mojego kolegi, co ja po prostu uważam to za coś miłego :D w końcu mnie nie pyta kiedy sobie kogoś znajdę (domyślnie dziewczynę), co słyszę zawsze od babć i ciotek >.<
cytuj zgłoś 2 0
zewszad_i_znikad
19.01.2015 11:09 zewszad_i_znikad (44) Warszawa
dont_click:
To w końcu pociągają Cię kobiety i jesteś lesbijką, czy jesteś aseksualna i nie odczuwasz do nikogo pociągu seksualnego?

Pociągają mnie kobiety, ale emocjonalnie, a nie seksualnie. To bardzo proste.
cytuj zgłoś 2 0
lodoweserce
19.01.2015 9:41 lodoweserce (54) Praga
Och, bidulki, no.. Caly swiat powinien pasc na kolana, no nie?
cytuj zgłoś 0 5
Ikona
19.01.2015 1:44 QQuetzal
Smutne to, że nie mówi się u nas głośno o związkach homo... a szkoda-bo historie opisane tutaj różnie się kończą... sex jest fajny-ale nie on definiuje, kto kim jest...
nie było u nas i nie będzie przyzwolenia, by mówić o terapii reparatywnej... bardzo popularna metoda traktowania innych... te rodziny krzywdzą swoje dzieci-ni to je kochają-ni to je odrzucają... miłość warunkowa i totalna kontrola ze strony rodziny, społeczeństwa...

fajnie, że Kinga i Klaudia,Maciek i Andrzej walczą z przeciwnościami, jakie napotykają-u nas w Polsce...
cytuj zgłoś 2 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • ...
  • 4
Anna Krystowczyk
Autor
Anna Krystowczyk
Miłośniczka starych filmów, jazzu i fotografii
Poznański nabytek z polski wschodniej. Miłośniczka dobrych rozmów, jedzenia i książek. Właścicielka instagramowego Spokojnika.
queer.pl/user/panna-bajroniczna
TAGIWięcej
akceptacja anna bajroniczna babę zesłał bóg coming out rodzice rodziny wywiady queer.pl
Powiązane
Obraz Poniedziałek, 04.03.2019 Jak Elton John godzi karierę z byciem tatą? Obraz Środa, 27.02.2019 Mama broni synka, który lubi sukienki i podziwia dziewczyny Obraz Poniedziałek, 11.02.2019 Nieoczekiwana reakcja mamy na biseksualny coming out córki Obraz Środa, 06.02.2019 Jak pewna mama uczciła transpłciowy coming out syna... Obraz Poniedziałek, 28.01.2019 Pierwsze in vitro dla pary męsko-męskiej ufundowane przez rząd
Inne tematy
Lesbinton: w Poznaniu powstał klub badmintonowy dla lesbijek Wtorek, 10.03.2026 Lesbinton: w Poznaniu powstał klub badmintonowy dla lesbijek
Sąd Najwyższy Ukrainy uznał parę jednopłciową za rodzinę. Co to właściwie zmienia? Środa, 11.03.2026 Sąd Najwyższy Ukrainy uznał parę jednopłciową za rodzinę. Co to właściwie zmienia?
Kontakt Reklama Regulamin
Social media
Polub na Facebooku Obserwuj na Twitterze Instagram
© 1996-2026 Queermedia.pl, ISSN 2299-9019 Polityka prywatnościUstawienia prywatności