Kino queerowe wydaje się być domeną kina gatunkowego. Ekranowi homoseksualiści świetnie czują się w dramatach, ekranizacjach literackich, czy lekkich komediach obyczajowych. A jednak w czasach, gdy przestawienie nieheteronormatywności na wielkim ekranie stanowiło temat tabu, jednym z najlepszych nośników ukrytych przekazów homozachowań stał się gatunek, który na pozór nie był kojarzony z homotematyką. Historia romansu queerowego kina z filmem grozy to także zgrabny trójkąt stworzony w wespół z adaptacją literacką.
Opowieść o filmowej adaptacji opowiadania „Carmilla” Sheridana Le Fanu to historia wykluczenia, marginalizacji, ale i ewolucji wizji lesbijskich wampirów w kinie.
Obrazem, w którym nie musimy dopowiadać sobie niczego na temat preferencji seksualnych „Carmilli” jest
film Rogera Vadima z roku 1960 „I umrzeć z rozkoszy”(występuje także pod tytułem „Blood and roses”). Pierwsze sceny dotyczą zazdrości. Jest to zazdrość młodej bohaterki, nomen omen Carmilli, która nie może pogodzić się z tym, że jej przyjaciółka, w której Carmilla skrycie się podkochuje, wychodzi za mąż. Skołowana heroina trafia na cmentarz, gdzie w jednym z grobowców spotyka swoją przyszłą wampirzą kochankę. Film w cudowny, liryczny sposób pokazuje wampiryczny, kobiecy magnetyzm, jednak mimo lekkości przekazu, obraz został w Stanach Zjednoczonych uznany za szkodliwy i nieodpowiedni dla widzów, a sceny kobiecych zbliżeń zostały wycięte.
Kino musiało poczekać do lat 70. kiedy to wraz ze społeczeństwem weszło w okres wielkiej rewolucji seksualnej. Filmowcy chętnie zaczęli pokazywać to, co do tej pory musiało być zakryte. „Carmilla” nareszcie mogła święcić triumf.
Jedną z najbardziej rozpoznawalnych odtwórczyń epatującej seksem bohaterki jest
pochodząca z Polski Ingoushka Petrov, która na potrzeby filmów przyjęła pseudonim Ingrid Pitt. Zanim Pitt trafiła do brytyjskiej wytwórni Hammer, przeżyła okupację w Polsce, gdzie jako córka Niemca i Żydówki trafiła wraz z rodzicami do obozu Stutthof. Jak sama Pitt wielokrotnie wspominała, w obozie była w komorze gazowej, jednak w wyniku wadliwego działania urządzenia gaz nigdy do komory nie trafił, a samej Pitt udało się przetrwać. Ingrid znana ze swojego pokaźnego biustu stała się ucieleśnieniem wampirzej seksualności. Do jej najznamienitszych ról należy postać hrabiny Carmilli Karstein, której w filmie „The Vampire lovers” (pierwsza część trylogii Hammera) bliżej jest do prozy De Sade niż romantycznego pierwowzoru z opowiadania Le Fanu. Wampirzyca żądna władzy i nowych erotycznych doświadczeń wyrusza do Europy. Jej pierwszą ofiarą pada piękna Laura, córka granego przez inną gwiazdę Hammer Films, Petera Cushinga, a następnie jej równie urodziwa przyjaciółka. Zrozpaczony ojciec poprzysięga zemstę Carmilli i wraz z grupą popleczników postanawia zgładzić wampirzycę. Film otrzymał negatywne opinie. Krytycy zarzucali reżyserowi pójście na łatwiznę i skupianie się na pokaźnym dekolcie głównej gwiazdy zamiast na samej fabule. Nie zniechęciło to jednak Hammera do inwestowania w coraz to nowsze wersje naszpikowanych kobiecym erotyzmem opowieści o wampirach z Ingrid Pitt na czele.
Rewolucyjna adaptacja „Carmilli” nadeszła ze strony doświadczonego hiszpańskiego reżysera, znanego z wielu produkcji niskobudżetowych oraz kina erotycznego, Jesusa Franco. Transgresyjność dzieła polegała na jego nowatorskim podejściu do samego wampiryzmu. Bohaterka filmu, hrabina Carody (w domyśle Carmilla) nie żywiła się tradycyjnie krwią swoich ofiar a… miłością oralną. Fabuła jest dość prosta. Młoda i atrakcyjna prawniczka przybywa na wyspę. Poznaje tam epatującą seksualną energią hrabinę, która urzeka bohaterkę. A to wszystko w rytm żywej, soulowej muzyki rodem z najlepszych klubów lat 70. Film uzyskał mieszane oceny. Główny zarzut skierowany był w stronę samego reżysera i nieumiejętności prowadzenia kamery, co przypisywano jego wieloletniemu doświadczeniu na planie filmów klasy B. Niemniej do tej pory obraz zyskał status kultowego i jest wciąż pokazywany na wielu festiwalach.
„Carmilla” do tej pory jest przedmiotem licznych adaptacji filmowych. W zależności od epoki przyjmuje odpowiednie kostiumy. Czasem jest ofiarą żartu, jak w
„Lesbian vampire killers” z 2009 roku, a czasem nadinterpretacji. W roku 2011 Mary Harron stworzyła opowieść o nastolatkach z dziewczęcej szkoły z internatem. Pojawienie się nowej koleżanki sprawia, że ich dotychczas niewinną egzystencją wstrząsa seria dziwnych i niepokojących zdarzeń. Zamiarem reżyserki było stworzenie opowieści o przejściu w dorosłość, odkryciu prawdy o brutalnej rzeczywistości, poznaniu swojej seksualności (w społeczności bez mężczyzn). Narzędziem przemiany głównych bohaterek miała być nowa uczennica – Ernessa – wprowadzająca „nowicjuszki” w świat zakazanych zabaw. Niestety Harron spotkała się z zarzutami zbytniego spłycenia opowieści Le Fanu oraz pójścia za ciosem pogardzanej przez fanów filmów grozy sagi „Zmierzch”.
Ostatnia ekranizacja jest jeszcze mniej dosłowna od wersji Harron. „Byzantium” Neila Jordana tylko delikatnie opiera się na motywach gotyckiego horroru. Więcej zostało tu z klimatu opowiadania, niż jego rzeczywistej fabuły. Ciężko jednak odebrać mu homoerotyczne odwołania.
Ilość ekranizacji „Carmilli” dosłownie poraża swoją ilością.
Nawet na ziemiach polskich mogliśmy doczekać się telewizyjnej adaptacji tekstu z Izabelą Trojanowską w roli upiornej arystokratki. Mimo prawie 150 lat tekst Le Fanu nadal inspiruje twórców i stanowi wyjście dla eksperymentów adaptacyjnych. Sama „Carmilla” nie jest oczywiście jedynym homotematem, który pojawia się w kinie gatunkowym. Horror w bardzo ciekawy sposób zaopiekował się tematyką queer, której bohaterowie coraz częściej stanowią istotny element fabuły. I dobrze.