Gdyby policzyć wszystkie historie o nietolerancji skierowanej wobec lesbijek, które często mi je opowiadają, byłoby ich mnóstwo. Naprawdę mnóstwo. To znaczy: historii byłoby mnóstwo, nie lesbijek, chociaż tych drugich też znam całkiem sporo. Najgorsze jest to, że ani ja, ani one nie podchodzimy do opowiadań tak, jak kiedyś: z gniewem, oburzeniem czy choćby zdziwieniem. Więcej jest obojętności i wtrętów typu „o, to tak jak wtedy, co” – bo historie, chociaż każda nieco inna, powtarzają się w nudno-banalny sposób. Łączy je jedno: osoba odpowiedzialna za akt homofobii jest gejem. Tak, gejem.
- Jarek - Lejtmotyw historii zazwyczaj stanowi „wypierdalaj do swojego klubu”, poprzedzone paroma krytycznymi uwagami na temat fryzury, ubrania czy aparycji. Najczęściej moje koleżanki nie miały zamiaru przepuszczać kogoś poza kolejką do baru lub toalety albo zwracały uwagę chłopakom tańczącym z piwem na parkiecie, więc się doigrały. Czasem też – jak w przypadku mojej ulubionej historii, gdy
para gejów siedząca dwa stoliki obok oburzała się niekobiecym, według nich, zachowaniem lesbijek – ośmielały się reagować na zaczepki kierowane pod ich adresem „niby przypadkiem”. Jeśli chodzi o mnie, najłagodniejsze stwierdzenie, z jakim się spotkałem to „nie wiem, co ty w nich widzisz” lub „i o czym z nimi niby rozmawiasz, o cipkach?”. Inne zarzuty są już cięższego kalibru i dotyczą, a jakże, „męskiego” wyglądu i głośnego, bezkompromisowego zachowania, afiszowania się ze swoją seksualnością („no bo przytulają się w miejscach publicznych”) lub rzekomej agresywności i prowokacji. Żaden z nich nie pochodził od heteroseksualistów. Dlaczego więc geje boją się – bo za homofobią nie stoi nic innego jak strach – lesbijek?
Bo lesbijki są społecznie bardziej akceptowane niż geje.I nie muszą się specjalnie starać, żeby tak było – żadnego bycia „bi męskim spoza środowiska typ hetero”.
Wśród gejów częste są próby maskowania się poprzez interioryzowanie elementów uznawanych społecznie za męskie. Lesbijki nie muszą tego robić, żeby stawać się bardziej kobiece; większość z cech uznawanych za właściwe kobietom sprowadza się zazwyczaj do roli społecznej, więc wygląd ma drugorzędne znaczenie. Ponadto figura geja jest istotna dla heteroseksualnych mężczyzn: o ile łatwiej stworzyć pewien konstrukt ideowy i wypełnić go różnymi gestami, nieakceptowanymi zachowaniami (jak np. emocjonalność, wrażliwość, czułość), a następnie oprzeć swoją własną męską tożsamość o antagonizowanie tej figury. Dla tak postępujących mężczyzn gej -niezależnie od tego, czego by nie zrobił ze swoim zachowaniem - będzie odpychający, chyba że wyrzeknie się bycia gejem. Przyczynia się do tego również funkcjonujące pojęcie heteroseksualnej przyjaźni dwóch mężczyzn (angielskie bro-mance), która jest homospołeczna, ale w oparciu o wykluczenie homoseksualnego pożądania.
Lesbijki w społeczeństwie są raczej niewidoczne: dwie kobiety okazujące sobie czułość publicznie, trzymające się za ręce, tańczące blisko siebie w klubie nie są automatycznie klasyfikowane jako partnerki czy kochanki. Na dodatek przeciętny heteroseksualny mężczyzna raczej nie ma problemu z lesbijkami. W końcu „po prostu nie spotkały jeszcze tego właściwego”, prawda? Dużą rolę w propagowaniu takiego podejścia mają też filmy pornograficzne z „lesbijkami” skierowane do heteroseksualnych mężczyzn; istotą takiego filmu jest to, że obie aktorki pozostają w otwartym trójkącie, którego jeden wierzchołek ma wypełnić albo męski, heteroseksualny widz (starając się zaspokoić jego potrzeby, wyobrażenia, a nie swoje nawzajem) albo wypełnia je aktor, z którym może utożsamić się oglądający. Poprzez społeczne wyobrażenie na temat kobiecości (czułość, troskliwość, opiekuńczość, empatia) ludzie przyjmują dwie kobiety jako dobrych rodziców, w przeciwieństwie do dwóch mężczyzn.
W tym przypadku powodem strachu byłaby więc zawiść o społeczną pozycję. Ale czy jest czego zazdrościć? Akceptacja społeczeństwa w tym przypadku jest bronią obosieczną – w zamian za pozorną tolerancję lesbijki płacą olbrzymią cenę: tracą swoją podmiotowość, są sprowadzane do roli seksualnej. Oddają osobowość w zamian za bycie erotycznym fetyszem heteroseksualnych mężczyzn (a to ich zdanie ma największe znaczenie w patriarchalnym społeczeństwie), ewentualnie stanowią jakby niedojrzałą formę kobiety, poczwarkę, która poprzez „spotkanie odpowiedniego mężczyzny” przemieni się w imago, heteroseksualną kobietę, przystosowaną do funkcjonowania w społeczności. Nie brzmi to zatem zbyt optymistycznie.
Bo lesbijki są „bardziej męskie” od gejów.A męskość dla geja jest istotna – niezwykle istotna.
Wystarczy spojrzeć na portale randkowe, gdzie na co drugim profilu widać jedną z częściowo już przeze mnie wymienionych fraz. „Spoza środowiska”, „męski”, „bez złamanych nadgarstków”, „bez skojarzeń”, „niezmanierowany” – jak bardzo trzeba się napracować przy podkreślaniu swojej tożsamości, żeby być męskim zamiast po prostu nim być. Skoro męskość jest priorytetem, powinna mieć miejsce rywalizacja pomiędzy poszczególnymi osobnikami. Posądzana o bycie męską lesbijka stanie się zatem – chcąc nie chcąc – konkurentką, a właściwie: konkurentem w drodze do bycia samcem alfa. I to bez wysiłku, nie musząc dowodzić swojej męskości, w przeciwieństwie do geja, który jest społecznie posądzany o genderowo kobiece cechy. Często spotykam się z zarzutami wobec lesbijskich koleżanek: jest zbyt głośna (czyli zbyt wyrazista), zbyt męska (dla mnie po prostu przebojowa) czy konfliktowa (odpowiednio: odważna). Taka postać stanowi zagrożenie dla geja mającego problemy ze swoją męskością, który musi ją podkreślać kolejną i kolejną antagonizacją cech figury „pedała” – jest bardziej męska niż on sam, a na dodatek jest kobietą, czy może być większe upokorzenie?
Jednak, jeśli tak jest, przyjęcie (nieświadome) przez lesbijkę ideowej formy właściwej dla mężczyzn stawia ją w niekomfortowej sytuacji: musi wypełnić społeczne oczekiwania wobec mężczyzn i wobec kobiet, chociaż te często stoją ze sobą w sprzeczności; powinna być kobieca i męska jednocześnie.
Wiele razy spotykałem się z problemem przyjaciółek, które nie potrafiły wyrażać swoich emocji, chociaż odczuwały taką potrzebę. Wydaje mi się, że zostały społecznie oszukane: jako małe dziewczynki były przygotowywane do uznawanej za kobiecą emocjonalności, natomiast po zdefiniowaniu siebie jako lesbijki wymagania społeczne zmieniły się na stricte męskie (zatem emocje byłyby niewłaściwe).
Bo lesbijki dla gejów są aseksualne – z wzajemnością.A to byłaby jedyna taka sytuacja w przypadku gejów. Pożądanie – choćby u Lacana – stanowi kluczową rolę w funkcjonowaniu człowieka jako jednostki. Rozpatrzmy zatem poszczególne – w zależności od orientacji – największe grupy społeczne. Mamy zatem: heteroseksualnych mężczyzn, heteroseksualne kobiety, homoseksualnych mężczyzn, homoseksualne kobiety. W przypadku tych pierwszych pożądanie ma kierunek jednostronny; dzięki temu może być użyte przez geja w sposób ofensywny, wyrażenie pożądania byłoby jednocześnie wyzwaniem męskości heteroseksualnego mężczyzny na próbę lub dyskredytacją w oczach innych heteroseksualnych mężczyzn. W przypadku heteroseksualnych kobiet pożądanie skierowane jest – jak w przypadku gejów – w kierunku mężczyzn, zatem stanowi płaszczyznę porozumienia, punkt wspólny, na którym można łatwo zbudować znajomość. Ponadto jeśli kobieta skieruje swoje pożądanie ku gejowi, to on ma przewagę – bezpieczna sytuacja. W przypadku dwóch gejów sytuacja jest bardzo prosta: relacja może być albo typu heteroseksualnego (czyli przyjaciele nie traktują siebie w sposób seksualny), homoerotycznego (występuje wzajemne, katalizowane pożądanie) lub częściowo obu typów (np. pożądanie występuje, ale jednostronnie, relacja typu friends with benefits).
A w przypadku lesbijek?
Ani jedna, ani druga strona nie traktuje się seksualnie, nie traktuje również seksualnie tego samego obiektu – nie ma więc płaszczyzny porozumienia, na gruncie której łatwo można oprzeć znajomość. Co dla mnie samego stanowi atut (nie istnieje obawa, że zakochamy się w sobie, nie ma również obawy, że będziemy rywalizować o tę samą osobę), wydaje się być sporym problemem do przeskoczenia w przypadku pozostałych gejów. Stworzenie relacji wydaje się być trudniejsze, bo konstruowane nie w oparciu o ułatwiające nawiązania porozumienia pożądania, ale o cechy charakteru, wspólne zainteresowania, stabilność, ale jednocześnie trwalsze. Zatem może po prostu gejom i lesbijkom jest raczej nie po drodze?
A może po prostu dajmy ludziom być sobą, zamiast narzucać im ramy zachowań, do których muszą się dostosować.
Owszem, są mężczyźni którzy nienawidzą kobiet, a wręcz nimi gardzą. Odnoszą się krytycznie do spraw kobiecych, wyrażają się o żeńskiej fizjologii z obrzydzeniem.
Tylko że... nie ma to nic wspólnego z orientacją seksualną! Bardziej jest to kwestia stereotypowego, konserwatywnego widzenia płci i seksu.