Z punktu widzenia LGBT to zdecydowanie nie był dobry czas na wybory, szczególnie jeśli mowa o II turze. Po prostu zbyt wiele się działo, a wydarzenia takie jak wystawa "Ars Homo Erotica", ukazanie się albumu "Art Pride" czy inauguracja Europride kontrowersyjną akcją "Rzuć jakiem w pedała", powinny wywoływać większe emocje niż pojedynek dwóch konserwatywnych panów K.
A jednak mimo początkowego braku zainteresowania w końcu także kwestia wyborów stała się gorącym tematem na gejowsko-lesbijskich portalach, blogach i profilach na Facebooku. Wykrystalizowały się dwie grupy: głosujących na Komorowskiego lub odmawiających udziału w takim wyborze, zdecydowanych skreślić obu kandydatów, ewentualnie dopisać własnego (Lady Gaga czy Lord Vader, tu już było spore pole do popisu). Właśnie to drugie podejście po raz pierwszy okazało się słyszalne, coraz liczniejsza grupa nie dała się znów wpędzić w popieranie Platformy Obywatelskiej straszącej Kaczyńskim, tylko postanowiło powiedzieć "sprawdzam". Wynik sprawdzania łatwo przewidzieć.
Echa takiego postawienia sprawy można było znaleźć w wypowiedzi Tomasza Raczka, który na łamach Innej Strony namawiał do niegłosowania: "Bronisław Komorowski, ani Jarosław Kaczyński nie mają nam nic do zaproponowania. Na pytanie o to, jak zachowaliby się, gdyby na prezydenckim biurku znalazła się ustawa o związkach partnerskich (nie o małżeństwach homoseksualnych, ani o adopcji dzieci przez homoseksualistów, lecz ta najprostsza wersja o legalizacji związków z punktu widzenia prawa i finansów) zgodnie odpowiedzieli, że to sytuacja niemożliwa, abstrakcyjna i w naszym kraju dziwaczna, gdyż na czymś takim zależy tylko nielicznym grupom w Polsce".
W podobnym tonie wypowiedziała się czwórka młodych ludzi związanych z nową lewicą (Ostrowska, Syska, Zygmunt i Niwiński) pisząc na lewica.pl: "obu panów K. z perspektywy nowej lewicy nic nie różni. Tu konserwa i tam konserwa. A zatem, ponieważ to prawda, twierdzić tak należy. I wzywać do oddania w drugiej turze głosu nieważnego. Wojna dwóch konserwatystów nie jest naszą wojną".
Spora cześć postanowiła jednak poprzeć Komorowskiego. Jedni z zaciśniętymi zębami, inni z przekonaniem, że "różnica między kandydatami jest ogromna". To cytat z tekstu podpisanego przez Agatę Bielik-Robson, Agnieszkę Graff, Magdalenę Środę, Tomasza Basiuka i Stanisława Obirka będącego wezwaniem do głosowania na Komorowskiego, który nazywany jest tu "umiarkowaną konserwą". Piątce wykładowców uniwersyteckich wystarcza, że nie jest on Jarosławem Kaczyńskim, poza tym nie wymaga od niego żadnych deklaracji czy zobowiązań. Słusznie, bo kandydat Platformy był przekonany, że głosy liberalnej inteligencji i tak ma w kieszeni. I nie pomylił się, "Gazeta Wyborcza" na czas kampanii zamieniła się właściwie w sztab Komorowskiego, najpierw nawołując do "wybrania w I turze", a potem odnotowując skrzętnie każdy głos poparcia dla przyszłego prezydenta i strofując tych, którzy tego poparcia nie udzielili.
Sam Komorowski przez całą kampanię nie tracił dobrego humoru i nawet liczne gafy zdały się nie mieć wpływu na jego samozadowolenie. Raz po raz pokazywał także, że kwestii podnoszonych przez środowiska feministyczne czy gejowsko-lesbijskie nie tylko nie rozumie, ale też zrozumieć nie zamierza. Najlepszym tego świadectwem jest fakt, że mimo wytykania mu tego przez licznych komentatorów, nie zdobył się na przeprosiny za użycie w stosunku do kobiet określenia "kaszaloty". Inny przykład to obleśne wypowiedzi, jak ta w której zapytany dlaczego całuje kobiety w rękę odpowiedział: "od czegoś trzeba zacząć". Na mnie natomiast najgorsze wrażenie robiło ciągłe podkreślanie przez Komorowskiego i jego sztabowców, że ma "normalną rodzinę", jest mężem i ojcem piątki dzieci. Był to dość żałosny sposób zwracania uwagi na nienormatywną sytuację rodzinną konkurenta.
Tymczasem jedne wybory się skończyły, za chwilę będą następne, a w przyszłym roku jeszcze kolejne. A oprócz tego będzie się toczyło zwyczajne życie polityczne. Już wkrótce, choćby przy okazji kwestii związków partnerskich, będzie można się przekonać czy Bronisław Komorowski jest rzeczywiście "umiarkowanym konserwatystą" z którym możliwy jest dialog i kompromis. Nie mam w tym względzie wielkich złudzeń i raczej liczę na to, że za pięć lat sytuacja zmieni się na tyle, że będzie wreszcie na kogo głosować. Są już tego pierwsze jaskółki, Magdalena Środa kończąc w tygodniku "Wprost" swoją polemikę z Kingą Dunin uzasadniającą poparcie Komorowskiego napisała: "Będę więc głosowała na Komorowskiego dla pięciu spokojnych lat, po których już nie będę miała dylematu, na kogo głosować, bo sama wystartuję albo namówię Kingę Dunin". Trzymamy za słowo!
Krzysztof Tomasik publicysta, działacz LGBT, członek Krytyki Politycznej, współpracownik "Innej Strony"


Odnośnie różnic między Komorowskim a Kaczyńskim to chyba jedynie w wyglądzie.
Różnica między Komorowskim a Kaczyńskim jest taka jak między krzesłem a krzesłem elektrycznym. Kto tego ciągle nie widzi, najwyższy czas żeby w końcu udał się do dobrego okulisty, zanim będzie za późno.
Jedyne co Tobie mogę zaproponować to kubeł zimnej wody na głowę.
różnica między Kaczyńskim a Komorowskim jest taka jak między ziemniakiem a kartoflem. wielkie brawa dla sztabów że jakieś różnice udało się wmówić ludziom. (za kilkadziesiąt milionów złotych)
Odnośnie różnic między Komorowskim a Kaczyńskim to chyba jedynie w wyglądzie.
Różnica między Komorowskim a Kaczyńskim jest taka jak między krzesłem a krzesłem elektrycznym. Kto tego ciągle nie widzi, najwyższy czas żeby w końcu udał się do dobrego okulisty, zanim będzie za późno.
Podobnie jak riot, uważam, że Komorowski będzie dobrym prezydentem. Wszyscy powinniśmy pamiętać o tym, że to przyszły Prezydent Rzeczypospolitej, przywódca prawie 40 milionów ludzi o zróżnicowanych poglądach i obyczajach, mający reprezentować ich wszystkich. Nie tylko LGBT...
To teraz zadzwoń do tego swojego "dobrego "prezydenta żeby Ci zniżkę 50% na bilety kolejowe załatwił i przez najbliższe 500 dni niech się w pałacu nie pokazuje tylko niech zakłada pomarańczową kamizelkę i zapieprza te 1000km nowych dróg budować co je przed wyborami obiecywał.
Odnośnie różnic między Komorowskim a Kaczyńskim to chyba jedynie w wyglądzie.
Podobnie jak riot, uważam, że Komorowski będzie dobrym prezydentem. Wszyscy powinniśmy pamiętać o tym, że to przyszły Prezydent Rzeczypospolitej, przywódca prawie 40 milionów ludzi o zróżnicowanych poglądach i obyczajach, mający reprezentować ich wszystkich. Nie tylko LGBT...