Mariusz Kurc swoim tekstem o „Sali samobójców” wywołał na Innej Stronie gorącą dyskusję. Okazało się także, że zdecydowanie przeważają głosy pozytywne na temat filmu, który szturmem zdobywa kinowe rankingi sprzedaży. Tylko w pierwszy weekend wyświetlania obraz Jana Komasy przyciągnął aż 69.978 widzów, zajmując pierwsze miejsce polskiego box-office'u.Kurc pisze o filmie jako przejmującej historii nastolatka-geja, który niezrozumiany i nieakceptowany przez rodziców, ucieka w świat wirtualny, gdzie poznaje Sylwię i innych ludzi zawiedzionych życiem, skupionych w „Sali samobójców”. Dowiadujemy się także, że film jest swego rodzaju unikatem, ponieważ dołączył do krótkiej listy polskich tytułów w rodzaju „Zygfryda”, „Egoistów” czy „Senności”, gdzie gej jest głównym bohaterem. Czy tak jest w istocie? Czy rzeczywiście mamy do czynienia z jakimś przełomem?
Konkurencja i dystrybucjaPrawdą jest, że być może właśnie w tej chwili polskie kino przeżywa moment zauważenia homoseksualizmu, skoro tylko w ciągu trzech miesięcy do kin weszły nowe filmy: „Weekend”, „Och Karol 2” i „Wojna żeńsko-męska” i w każdym z nich na drugim planie pojawia się gej lub lesbijka. W tym kontekście „Sala samobójców” byłaby niejako usankcjonowaniem pewnego nurtu, bo wątek gejowski jest tu potraktowany równie schematyczne i w gruncie rzeczy marginesowo, co w pozostałych filmach.
To nie przypadek, że w materiałach promocyjnych dystrybutor o żadnym homoseksualizmie nie tylko nie wspomina, ale wręcz kreuje głównego bohatera na heteryka pisząc: „Dominik to zwyczajny chłopak. Ma wielu znajomych, najładniejszą dziewczynę w szkole, bogatych rodziców, pieniądze na ciuchy, gadżety, imprezy i pewnego dnia jeden pocałunek zmienia wszystko. 'Ona' zaczepia go w sieci. Jest intrygująca, niebezpieczna, przebiegła. Wprowadza go do 'Sali samobójców', miejsca, z którego nie ma ucieczki. Dominik, w pułapce własnych uczuć, wplątany w śmiertelną intrygę, straci to, co w życiu najcenniejsze...”.
Krótka notka ma tak niewiele wspólnego z filmem, że zasługiwałaby właściwie na osobną analizę. Z opisu wyłania się historia internetowego romansu, który bohater nawiązuje z jakąś femme fatale wplątującą go w „śmiertelną intrygę” przez którą straci miłość swojego życia. Pomijając już takie drobiazgi jak nienapisanie, że „pocałunek zmieniający wszystko” to pocałunek z facetem, a o żadnej „najładniejszej dziewczynie w szkole” w filmie nie ma mowy. Skoro jednak reżyser nigdzie nie protestował przeciwko bzdurom wypisywanym na ulotkach, najwyraźniej taka prezentacja „Sali...” mu odpowiada.
Gej czy nie gej?Nie chcę tutaj wchodzić w dywagacje czy główny bohater filmu jest gejem, biseksualistą, czy też może nastolatkiem dopiero poszukującym swojej seksualności. W gruncie rzeczy nie ma to większego znaczenia. Nawet, gdyby założyć, że Dominik jest gejem, pozostaje faktem, że ten wątek zarysowany w pierwszej części filmu, potem zostaje porzucony na rzecz przydługich animacji komputerowych. I nawet scena coming outu w operze, jest tak zrobiona, że bardziej niż wyznaniem, stają się świadectwem buntu przeciwko rodzicom i ich instrumentalnemu traktowaniu syna.
Wady i zaletyPisząc o „Sali samobójców” trudno nie przyznać, że film jest bardzo dobrze zrobiony. Pod kątem dialogów, doboru i współpracy z aktorami i aktorkami, Komasa zdecydowanie wyróżnia się na tle polskiego kina. Ustrzegł się także podstawowego błędu, którzy robi się często przy okazji filmów o nastolatkach, a mianowicie nie zredukował postaci rodziców do minimum. Dzięki temu Agata Kulesza i Krzysztof Pieczyński mogli stworzyć ciekawe role, a dramat małżeństwa, które nie jest w stanie pomóc własnemu synowi, jest niemal równoprawnym tematem filmu.
„Sali samobójców” brakuje jednak tego co w filmie najważniejsze: dobrego scenariusza. Tutaj mamy obraz rozpadający się na dwie części, gdzie dodatkowo im bliżej końca tym prawdopodobieństwo psychologiczne zaczyna coraz bardziej szwankować. Przekaz filmu też jest banalny i przy odrobinie złej woli można go sprowadzić do dydaktycznego hasła: internet bywa niebezpieczny, a rodzice powinni poświęcać czas swoim dzieciom.
Wcale nie jest jednak wykluczone, że film po prostu jest nie dla mnie, a niejednemu nastoletniemu gejowi, który właśnie odkrywa swoją „inność”, „Sala samobójców” pomoże, a w Dominiku znajdzie swoje alter ego. Sądząc z wypowiedzi na forach internetowych, już tak się dzieje. Ja widzę „Salę samobójców” jako symptom polskiego kina, gdzie wątek gejowski czy lesbijki można już wprowadzić, ale wciąż nie może być to temat wiodący. Komasa, podobnie jak jego bohater, ucieka przed homoseksualizmem w wirtualny świat, by w końcu zaprezentować najmniej przekonywującą w całym filmie, odrealnioną i aseksualną scenę miłosną. Oczywiście z kobietą.
„Sala samobójców”, reż. Jan Komasa, Polska 2010. Wyst: Jakub Gierszał, Roma Gasiorowska, Agata Kulesza, Krzysztof Pieczyński, Bartosz Gelner, Filip Bobek. Dystr: ITI Cinema.
Domik ma 18 lat, jest rozpuszczonym gnojkiem
Jan Komasa, reżyser, w wywiadzie dla "Przekroju", nr 13