W „Schronieniu" (2009) Francois Ozona - w kinach od 10 grudnia br - obserwujemy nietypowy związek. Mousse zaszła w ciążę z Louisem na kilka tygodni przed jego śmiercią po przedawkowaniu heroiny. Sama też ostro brała, ale jakoś przeżyła. I nawet łatwo radzi sobie dalej bez narkotyków. W wiejskim domu nad morzem – tytułowym schronieniu, gdzie leniwie spędza czas pielęgnując rosnący brzuch, zjawia się brat Louisa - Paul, z którym wcześniej Mousse zamieniła tylko kilka słów. Jest mu początkowo niechętna, później zaczyna akceptować, a nawet lubić. Paul jest przystojnym gejem, szybko znajduje sobie na wsi kompana do dyskoteki i do seksu, ale nie to jest najważniejsze. Przede wszystkim próbuje zbliżyć się do Mouse, bo jest zafascynowany jej ciążą. Lądują nawet w łóżku
W „Schronieniu” (2009) Francois Ozona - w kinach od 10 grudnia br - obserwujemy nietypowy związek. Mousse zaszła w ciążę z Louisem na kilka tygodni przed jego śmiercią po przedawkowaniu heroiny. Sama też ostro brała, ale jakoś przeżyła. I nawet łatwo radzi sobie dalej bez narkotyków. W wiejskim domu nad morzem – tytułowym schronieniu, gdzie leniwie spędza czas pielęgnując rosnący brzuch, zjawia się brat Louisa - Paul, z którym wcześniej Mousse zamieniła tylko kilka słów. Jest mu początkowo niechętna, później zaczyna akceptować, a nawet lubić. Paul jest przystojnym gejem, szybko znajduje sobie na wsi kompana do dyskoteki i do seksu, ale nie to jest najważniejsze. Przede wszystkim próbuje zbliżyć się do Mouse, bo jest zafascynowany jej ciążą. Lądują nawet w łóżku.
Zawiązanie fabuły niezbyt przekonuje – dlaczego Mousse, która uciekła przed światem, godzi się, by zamieszkał u niej praktycznie obcy facet? Którego na dodatek nie darzy sympatią, przynajmniej na początku… Zdaje się, że wszystko po to, by pokazać "piękno bycia w błogosławionym stanie" (aktorka Isabelle Carre naprawdę była w ciąży) i geja z wielkim przejęciem dotykającego brzucha, pod którym wyczuwa "cud życia".
Ozon powinien wreszcie zrobić sobie dziecko i przestać nas nękać tematyką prokreacyjną - skwitował "Schronienie" Bartosz Żurawiecki. Reżyser, który jest znakiem firmowym gejowskich wątków we francuskim kinie, sam jawny gej "od zawsze", w swym poprzednim filmie "Ricky" (2009) opowiadał o niemowlaku, któremu wyrastają skrzydła. Bohaterem "Czasu, który pozostał" (2005) był młody fotograf, gej, który dowiaduje się, że ma raka. Zrywa ze swoim chłopakiem, odcina się od świata i... aranżuje przedziwną sytuację erotyczną, byle tylko zdążyć przed śmiercią zostawić po sobie potomka.
We wcześniejszych filmach Ozona geje nie marzą o ojcostwie. "Krople wody na rozżarzonych kamieniach" (2000) na podstawie Fassbindera to bezkompromisowy portret dominacji i uległości w związku dwóch facetów, którym dzieci nie w głowie. W "Zabójczych kochankach" (1999) ukrywany homoseksualizm autoagresywnego bohatera zostaje brutalnie obnażony - chłopak zostaje zgwałcony na oczach swej dziewczyny, potem tęskni do oprawcy. W krótkometrażowej "Letniej sukience" (1996) Sebastian w oryginalny sposób odzyskuje erotyczną fascynację swym chłopakiem - Luciem.
Homotatusie
„Schronienie” wydaje się częścią powstającego na naszych oczach całego podgatunku „geje i dzieci”. Na ekranach mamy obecnie kanadyjskie "Śniadanie ze Scotem" (2007, reż. Laurie Lynd), w którym para gejów wychowuje 11-letniego chłopca, prawdopodobnie zresztą też geja. Dziecka desperacko pragnął też homoseksualny bohater "Baby love" (2009, reż. Vincent Garrenq), filmu, który mogliśmy oglądać w kinach w zeszłym roku. Do tej listy dorzucić można by jeszcze hiszpańskie "Cachorro" (2004, reż. Miquel Albaladejo; u nas pod tytułem "Miśki"), w którym 8-latka wychowuje wujek gej. Albo amerykański "Układ prawie idealny" - tam z kolei gej (Rupert Everett) miał dziecko z najlepszą przyjaciółką (Madonna).
No i seriale. Polscy twórcy zaczynają dopiero kojarzyć, że geje istnieją, tymczasem w serialach zagranicznych geje zaczęli się ostatnio na potęgę rozmnażać (koszmar homofobów się spełnia). Kevin i Scotty z "Braci i sióstr" w czwartym sezonie szukają matki surogatki, bo chcą zostać rodzicami; cała rodzinka ich gorąco wspiera. Bob i Lee z "Gotowych na wszystko" w szóstym sezonie przygotowują się na nadejście dzidziusia (dziecinny pokoik maja już cały urządzony). A Cameron i Mitchell z "Modern Family" wychowują zaadoptowaną wietnamską dziewczynkę - Lilly.
Nadreprezentacja?
Czy dziś mógłby pojawić się taki gej, jak Brian Kinney, który na samym początku serialu "Queer as folk" (2000) zostawał ojcem, ale miał to w nosie - chciał po prostu zrobić przysługę przyjaciółkom lesbijkom, więc podarował spermę? Nigdy też nie przeżył ojcowskiego objawienia - małym Gusem zajmował się od czasu do czasu i bez ceregieli, a stylu życia (im więcej facetów w łóżku, tym lepiej) nie zmienił. Na tle innych serialowo-kinowych gejów może chyba uchodzić dziś za nie lada wywrotowca.
Gdy 5 lat temu David i Keith z „Sześciu stóp pod ziemią” postanawiali zostać ojcami, było to jeszcze w miarę oryginalne. Dziś proporcje gejów dzieciatych i niedzieciatych na ekranie są zupełnie inne. Czy odpowiadają rzeczywistości?
Czy rzeczywiście tak wielu gejów pragnie wychowywać dzieci?
Być może ich nadreprezentacja w kinie/serialach jest wynikiem subtelnej zmiany społecznej normy? Jeszcze niedawno brzmiała ona "jeśli już istniejecie, to przynajmniej się z TYM nie obnoście. Bądźcie gejami w domu, po kryjomu. No i, rzecz jasna, trzymajcie się daleko od dzieci". Teraz coraz częściej dochodzi do głosu norma: "Jesteście gejami? Jawnie? Super. Ale skoro jest równouprawnienie, to wy też musicie doświadczyć "błogosławieństwa" zmieniania pieluszek."
Oczywiście, ta druga norma też jest wykluczająca, ale inaczej, bo już nie ze względu na samą seksualność (gej mający gdzieś rodzicielstwo pozostaje poza obszarem akceptacji; na marginesie, na którym jednak może spotkać wszystkich innych ludzi bez osławionego instynktu matczynego/ojcowskiego).
A w realu?
A w realu Michał Sieczkowski, aktor znany m.in. z serialu "Plebania" pozostaje jedynym wyoutowanym ojcem gejem w Polsce (wyoutowanych matek lesbijek też nie ma). Nawet o wyoutowanych wujków gejów raczej trudno. Po seansie "Miśków" w Krytyce Politycznej usiłowałem porozmawiać z widzami na ten temat, ale oprócz mnie nikt nie był skory do podzielenia się własnymi doświadczeniami.
W realu zachodnim jest ciut lepiej. Ricky Martin opublikował właśnie autobiografię "Me", w której szczegółowo opisuje szczęście bycia ojcem. Dodaje również, że z publicznym coming outem nosił się od około pięciu lat. Do zrobienia tego kroku skłonili go właśnie synowie, których w 2008 r. urodziła mu matka surogatka. Nie chciał, by Matteo i Valentino musieli ukrywać, że mają ojca geja.
Szczęśliwymi tatusiami zostali też w październiku Neil Patrick Harris (serial "Jak poznałem waszą matkę") i jego partner David Burtka.
Jak tak dalej będzie, to filmy branżowe będą przewidywalne jak seriale brazylijskie.
Mam jednak pewną uwagę - w "Czasie, który pozstał" ów fotograf wcale nie aranżował jakiejkolwiek sytuacji tylko po to, by zostać ojcem. On został o to poproszony przez małżeństwo, które dzieci mieć nie mogło.
nikt z Was nie lubi dzieci, nie chciałby ich mieć? jak wam lat przybędzie zatesknicie za tą wyśmiewaną prokreacją! zostaniecie sami jak palec, albo z partnerem, którego już wszyscy przelecieli i pomyślicie że życie jest puste bo selekcja nie przepusci was do ulubionej dyskoteki.
Ojcem być to wspaniała rzecz - wychowywać dziecko, patrzeć jak rośnie... nie żeńcie się, ale pomyślcie o innych, homo-rodzinach! nie potrzeba zezwoleń - lesbijki szukają ojców, świat może być inny, zmieniajmy go naszymi rekami, "naszą" prokreacją, z pomocą naszych dzieci!
hetero faceci nie maja wielkich problemów z lesbijkami, bo przecież to "ich podnieca" - no takie psie zachowanie. geje to ohydztwo wiec nie tolerują. ale wcale nie uważam że lesbijki mają lepiej, bo jakieś pedały nazywajace siebie hetero bd sb ruszac reką przy tym. ale przecież nie najważniejszym jest zeby hetero nas uwielbiali - niech interesuja sie swoimi sprawami, a nie jacyś NOP-owcy.