Strona główna Aktualności Społeczność
Profile Grupy Miejsca Wydarzenia Wsparcie
Ogłoszenia
Towarzyskie Pokoje i mieszkania Praca Ogłoszenia drobne Edukacja Pozostałe Dodaj
Queeroteka
Książki Filmy i seriale Quizy Patronat Queer.pl
Magazyn
Artykuły Galerie Tematy Tagi
Kontakt Reklama Regulamin
Queer.pl Portal osób LGBT+
Menu
Logowanie Rejestracja
Magazyn
Artykuły Galerie Tematy Tagi
Poniedziałek, 08.02.2010 00:00

Samcołożnicy i homoeroci

Podziel się Tweetnij Skomentuj (20)
Podziel się Tweetnij Skomentuj (20)

Wywiad z Pawłem Fijałkowskim, historykiem

Ukazała się właśnie twoja książka "Homoseksualizm. Wykluczenie-transgresja-akceptacja" opisująca homoseksualizm w dawnych epokach.
Skupmy się na trzech rozdziałach poświęconych Polsce. W jednym z nich stawiasz prekursorską hipotezę o związku Bolesława Wstydliwego
z Leszkiem Czarnym. Jak się wpada na homoseksualny trop u postaci z XIII wieku?

Ukazała się właśnie twoja książka "Homoseksualizm. Wykluczenie-transgresja-akceptacja" opisująca homoseksualizm w dawnych epokach. Skupmy się na trzech rozdziałach poświęconych Polsce. W jednym z nich stawiasz prekursorską hipotezę o związku Bolesława Wstydliwego z Leszkiem Czarnym. Jak się wpada na homoseksualny trop u postaci z XIII wieku?

Trzeba czytać między wierszami. W kronice Jana Długosza przy Bolesławie Wstydliwym coś nie zostało dopowiedziane, w tym wypadku ze względu na jego małżonkę Kingę - najpierw błogosławioną, a potem świętą. Badacze woleli widzieć w nim impotenta niż homoseksualistę. To się pojawia w naszej historiografii bardzo wyraźnie. Jeśli istnieją jakieś niejasności w życiu erotycznym, jeśli pożycie z małżonką, czy w ogóle z kobietami było nieudane, to wtedy robi się z tego kogoś impotenta, bo lepsze to niż bycie "dewiantem". Tu dochodzimy do kwestii słów używanych przez naszych historyków na określenie homoseksualizmu. I włos się jeży na głowie! W pracach współczesnych, sprzed kilku lat, orientacja seksualna bywa nazywana "dewiacją", "zboczeniem".
Anachroniczne słownictwo nie jest jedynym problemem, przede wszystkim brakuje opracowań historycznych na temat homoerotyzmu w kolejnych epokach. Zapóźnienia w tej dziedzinie są w Polsce ogromne, to są całe dziesięciolecia. Moja książka to tylko dotknięcie tematu, choć jeśli kogoś zainspiruje do własnych badań, do rozszerzenia choćby jednego wątku to znakomicie. Jest mnóstwo materiału z XVI-, XVII-, XVIII-go wieku, choćby pamiętnikarskiego, ale przede wszystkim księgi sądowe. Tam jest sporo kwestii obyczajowych, także odnoszące się do homoseksualizmu, ale trzeba dużo przewertować, by to wyłuskać.

Pojawiły się już pierwsze reakcje na książkę?

Niedawno w gazecie "Polska" była obrona Warneńczyka przed "hańbą". Nawet zacytowano mnie, ale tylko po to, żeby zanegować jakiekolwiek przesłanki o homoseksualności króla. I w tym momencie przestaje być ważne, czy mamy pewność, że Warneńczyk był homo, bi czy może w ogóle hetero. Tego się pewnie nigdy nie dowiemy, ale ważny jest nasz stosunek: czy będziemy się bronić i traktować to jako hańbę czy skazę, czy przyjmiemy do wiadomości, że tak być mogło, bo to jest część historii, natury ludzkiej i naszej przeszłości. Od tego jesteśmy w tej chwili dalecy, szczególnie część historyków i osób myślących w nacjonalistyczny, tradycyjny sposób. W ogóle polscy historycy są w większości konserwatywni i prawicowi, szczególnie ci ze starszego pokolenia. Samo poruszanie tematu jest uznawane za kalanie świętości, choć akurat w przypadku Warneńczyka wątek homoseksualizmu pojawiał się pracach wielu historyków, ale tylko o tym nieśmiało napomykano albo gorliwie negowano. To jest bardzo ciekawe, jak zaprzecza się czemuś, czego podobno nie było (śmiech). Użyty przez Długosza termin "męskie rozkosze" jeden z historyków interpretował nawet, że to mogła być gra w karty czy impreza z dużą ilością alkoholu.

Czy w przypadku odległych epok możemy używać terminów nam współczesnych jak "homoseksualizm", "geje i lesbijki"?

Nie tylko możemy, ale musimy, "homoseksualność", to jest termin naukowy. Co do słów "gej", "lesbijka" - też można, choć raczej w literaturze popularnej. Zasada jest taka, że stosujemy określenia z naszego świata, które ostrożnie przenosimy w przeszłość. Inaczej to byłoby nieczytelne.
Uważam, że trzeba mieć odwagę używania słów jednoznacznych. Ja tak robię i wiem, że to kosztuje. Zdaję sobie sprawę, że przez to nie istnieję w wielu kręgach, szczególnie poza Warszawą. Nawet miałem taką śmieszną historię, że do pewnego momentu byłem w jedno miejsce zapraszany, chociaż napisałem książkę "Homoerotyzm w świecie starożytnym". Okazało się, że ci ludzie nie wiedzieli, co to znaczy. Jak teraz wydałem "Homoseksualizm", to zrozumieli, o co chodzi i kontakt się urwał.

W kolejnych rozdziałach pojawiają się dawne określenia na homoseksualizm, czasem zupełnie zaskakujące, choćby staropolscy sodomczycy czy mężolubnicy.

Starałem się stworzyć katalog nazw staropolskich: sodomici, sodomczycy, sodomiści to różne warianty tego samego słowa. Dalej: mężolubnicy, mężołożnicy, samcołożnicy, bardzo piękne określenia, zupełnie dziś nieznane. Jeszcze: samcołożnictwo, sodomski grzech, sodomska nieczystość. Każdy krąg kulturowy i epoka miały swoje określenia, często wieloznaczne. Weźmy słynną "sodomię", to jest słowo typowe dla kultury chrześcijańskiej średniowiecza. W najwęższym znaczeniu opisywało stosunek analny mężczyzny z mężczyzną, w szerszym stosunek analny mężczyzny z kobietą, a w najszerszym wszelkie zachowania nieprokreacyjne, więc niekiedy także miłość lesbijską. A poza tym "sodomią" określano także stosunki ze zwierzętami, ale w języku polskim powszechniejsze było "bestialstwo". Największe zamieszanie było w określaniu miłości lesbijskiej. Czasem używano słowa "sodomia", czasem mówiono o "hermafrodytyzmie", który stosowano też do mężczyzn. To wszystko jest niejasne, bo jeszcze było rzymskie "tribas", które przede wszystkim opisywało prostytutki, a dopiero w dalszej kolejności lesbijki.

Na ile te określenia funkcjonowały w powszechnym użyciu?

Przede wszystkim starano się nie używać pojęć "sodomia" i "grzech sodomski", bo uznawano je za niedobre, mające złą konotację. Uważano, że o tym nawet mówić nie wypada np. w jednym kazaniu jest tylko o "haniebnej nieczystości", o której "się nie godzi przed uczciwymi uszyma mówić". Starano się mówić opisowo, np. że ktoś "był za chłopca" albo szlachcic obcował z jakimś chłopcem "od tyłu". "Po turecku", bo uważano, że Turcy tak robią.

Jaki był stosunek do "odmieńców"?

Jeśli chodzi o literaturę pamiętnikarską z okresu staropolskiego, to muszę powiedzieć, że wprawdzie polska szlachta postrzegała zachowania homoseksualne negatywnie, ale bez potępienia czy świętego oburzenia, raczej kpina. To wynikało z podejścia do wolności osobistej, nawet jeśli ktoś postępował odmiennie, dawano mu do tego prawo. Zresztą nie istniały przepisy prawa pisanego dotyczące szlachty, które by umożliwiały ściganie i karanie takiej osoby. W przepisach dla chłopstwa i mieszczaństwa - już tak, zresztą zapożyczone z Niemiec.

Możliwe jest opisanie sytuacji homoseksualistów w niższych stanach?

Tak, jeśli ktoś przebada sądowe księgi miejskie. Mało zachowało się ksiąg wiejskich, ale miejskich jest sporo. Wiemy, że przepisy nakazywały karę śmierci za sodomię, natomiast pozostaje kwestia, na ile to było stosowane. Nieliczne przypadki zostały wychwycone, ja o nich piszę, ale tak naprawdę należy to solidnie przebadać.

Od lat pracujesz w Żydowskim Instytucie Historycznym. Co sądzisz o pojawiających się coraz częściej analogiach między Żydami i osobami homoseksualnymi?

Sytuacja grup spychanych na margines zawsze jest do podobna. To dotyczy Żydów, Romów, gejów i lesbijek, wszelkiego rodzaju mniejszości, wobec których nie stosuje się często nawet zasad tolerancji. To niedobra sytuacja, bo dyskryminacja demoralizuje i niszczy. W Instytucie coraz więcej osób widzi, że nie można mówić o samych Żydach. Trzeba łączyć to z tym, co jest żywe, bo kwestia żydowska jest już trochę martwa. Problemem istotnym są teraz Wietnamczycy, to są nowi Żydzi. Oni chcą się integrować, przechodzą na chrześcijaństwo, a właśnie asymilacja wywołuje wściekłość, niechęć prawicy, przed wojną też tak było.

W drugiej połowie lat 80. będąc studentem uczestniczyłeś w rodzącym się ruchu gejowsko-lesbijskim, spotkaniach Warszawskiego Ruchu Homoseksualnego.

WRH, któremu przewodził Waldemar Zboralski, działał formalnie w strukturach PRON-u (organizacja utworzona w stanie wojennym przy PZPR - przyp. red). Było to dla mnie bardzo trudne, bo nie kochałem komuny i Jaruzelskiego, ale doszedłem do wniosku, że idę z tymi, z którymi jest mi po drodze, a moja tożsamość jest ważniejsza od rozgrywek politycznych, Solidarności i PZPR-u.

Zaczęliście wtedy wydawać "Efebosa", pierwsze warszawskie pismo gejowskie.

Wysyłałem wcześniej teksty o homoseksualności w Biblii, inne historyczne też, do gazet typu "Polityka", ale nic nie udało mi się opublikować, więc pomysł, żeby założyć pismo, uznałem za znakomity. Bardzo długo walczyłem o nazwę "Efebos", bo to było zarówno nawiązanie do mojego ukochanego antyku, jak i naszej historii - do powieści Karola Szymanowskiego pod tym tytułem.
To był biuletyn. Tam były głównie teksty programowe, w sumie tylko osiem karteczek. Wyszedł jeden numer, który ukazał się w czerwcu 1987 r. Potem Sławek Starosta wydał drugi, o połowę mniejszy, ale zrobił to już sam, zresztą na dużo niższym poziomie. "Efebos" odegrał pewną rolę, bo był wielki głód publicystyki, ale co można było osiągnąć przy takim nakładzie? Nie wiem nawet, czy założenie o 100 egzemplarzach zostało osiągnięte. Rozdawało się to znajomym, którzy też mieli różne podejście, niektórzy nie byli zainteresowani, twierdzili, że to już wszystko było, inni uważali, że teraz są ważniejsze sprawy, trzeba walczyć o Polskę.

Jak o sobie mówiliście?

Typowe było, że nie używało się określeń. Mówiło się: "my", "nasi", ewentualnie "branżowi". Wszystko bardzo opisowe, żeby zasugerować, a nie powiedzieć. Słowo "gej" dopiero się pojawiało, na początku byłem nawet przeciwnikiem używania go, uważałem za sztuczne zapożyczone. Niemcy potrafili walczyć o słowa, niemiecki "schwul" był pejoratywny, a teraz jest neutralny. My żeśmy nigdy tej walki nie podjęli i to jest niestety świadectwo słabości naszej kultury i języka. Ja sam próbowałem używać określenia z Boya "homoeroci", które do dziś lubię. Teraz na tyle upowszechnił się "gej", że należy przy tym pozostać. Za słowem "pedał" nie przepadam, chociaż można próbować z nim coś zrobić. Pamiętam, że Sławek Starosta miał takie powiedzenie: "Możecie na mnie mówić "pedał", ale jak któryś powie "ciota", to dam w mordę".


Gdzie się wtedy poznawało innych homoseksualistów?

Nie było internetu, prasy gejowskiej, organizacji. Działał WRH, ale to był niewielki krąg, na zebraniach pojawiało się dwadzieścia kilka osób. Więc gdzie można było kogoś spotkać? Oczywiście na pikiecie na Centralnym albo przy toaletach, które już chyba nie istnieją: Pasaż Wiecha, przy Sezamie, na ul. Złotej obok kina Palladium i jeszcze toaleta publiczna przy kinie Atlantic. To był szlak pikietowy. Tam bywali różni ludzie, po 16.00 ci, co wyszli z pracy, ojcowie rodzin, którzy przed powrotem do domu chcieli zażyć trochę seksu. Na Centralnym dużo przyjezdnych. Młodsi raczej wieczorem, to była namiastka życia nocnego. Ja już tego tak nie znałem, bo w późnych godzinach nie lubiłem się włóczyć. Oczywiście w Teatrze Wielkim czy Filharmonii przez skórę wyczuwało się, że gdzieś tam też jest krąg dla wtajemniczonych. Katastrofalny przeskok, z jednej strony opera, a z drugiej brudna i śmierdząca toaleta. Dla mnie koszmar, ale wielu ludziom to odpowiadało. Zdarzały się komiczne sytuacje, gdy na Centralnym przy rządzie pisuarów, przy każdym stoi facet, który się bawi ptakiem. Przychodzą ludzie, chcą się wysikać, nie ma wolnego miejsca i nagle któryś mówi: "Ustąpcie miejsca, bo się ludzie nie mogą odlać".

A potem? Brałeś udział w wybuchu aktywności gej-les po 1989 roku?

Nie, wtedy się wyłączyłem, bo samo tworzenie jednego numeru "Efebosa" było tak męczące i pracochłonne, że stwierdziłem, że nie mam czasu. 80% energii szło na bezsensowne dyskusje, a 20% na zrobienie czegoś. Poza tym zacząłem pracę zawodową, wszedłem w ścieżkę naukową, zajmowałem się badaniami nad Żydami. Kiedy na początku lat 90. organizowano spotkania na uniwersytecie, mój ówczesny chłopak na to chodził, ja nie. Dopiero pod koniec lat 90. zacząłem ponownie wchodzić w tematykę gejowską.

I zająłeś się historią homoseksualności.

Świadomość przeszłości jest podstawowym budulcem tożsamości, której polscy geje i lesbijki praktycznie nie mają, występuje w ilości śladowej. A jeśli nie będzie się jej umacniać, to do niczego nie dojdziemy. Przekonanie, że Unia Europejska nam wszystko załatwi, w tym związki partnerskie, to bzdura. To są sprawy, które trzeba załatwić tu, na miejscu.


***

dr Paweł Fijałkowski (ur. 1963) - historyk i archeolog, pracownik Żydowskiego Instytutu Historycznego, gdzie zajmuje się dziejami Żydów w dawnej Polsce. W 1987 r. był w redakcji pierwszego gejowskiego pisma z Warszawy - "Efebos". Na portalu Homiki.pl prowadzi dział "Homiteka". Autor książek, w tym "Seksualność, psyche, kultura. Homoerotyzm w świecie starożytnym" (2007) i najnowszej "Homoseksualizm. Wykluczenie-transgresja-akceptacja" (2009). Mieszka w Warszawie ze swoim partnerem. Kociarz.

Wywiad ukazał się w najnowszym numerze wydawanego przez KPH magazynu "Replika". Pismo dostępne jest za darmo w klubach gej&les na terenie całej polski oraz w prenumeracie.

Prenumerata (6 numerów) kosztuje tylko 48 zł. Co dwa miesiące otrzymasz "Replikę" prosto do domu. Wpłat na prenumeratę należy dokonywać na: Kampania Przeciw Homofobii, numer konta: 35 2130 0004 2001 0344 2274 0001, z dopiskiem: Replika - prenumerata (darowizna) oraz podaniem dokładnego adresu do przesyłania magazynu.

Redakcja portalu innastrona.pl dziękuje za udostępnienie materiału.
OCEŃ ARTYKUŁ
Podoba mi się (89)
herma bernard shirabiku dolares korund timbuktu nomen20 blackbird incei lugias
Nie podoba mi się (1)
demonologia
Komentarze (20)
HEJT STOP!Zapoznaj się z warunkami dodawania komentarzy
Komentuj
Moja ikona
Dodaj komentarz
Komentarz od osoby niezalogowanej pojawi się po akceptacji moderatora.
Dozwolone znaczniki (BBCode):
[b], [i], [u], [url], [url=], [mail], [mail=], [color=], [code], [quote]
Ikona
24.02.2010 17:39 ghadi
jestem samcołożnikiem :D wypaśne określenie :)
cytuj zgłoś 1 0
vaughanwilliams
14.02.2010 22:22 vaughanwilliams (51) Kraków
racja, ale skoro taka była przeszłość, to czemu ją przemilczać?
chociaż jestem za czynnym kreowaniem nowej rzeczywistości w jasnych kolorach normalności i otwartości
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
14.02.2010 14:07 zelmer
Jezeli ktos byl albo nie byl homo nie znaczy ze trzeba mu od razu, nawet po smierci, przypinac metki na podstawie jakis przypusczen albo urojen.
Zmarlych najlepiej zostawic w spokoju chocby przez zwykly szacunek.

Dlaczego ten temat posiadajacy taki wpanialy potencjal "jak dawniej byly synonimy dla homoseksualizmu oraz mala biografia autora ksazek " zostal tak zmasakrowany ?
Z ciekawego tekstu powstala jakas ponura opowiesc ( dla osoby postronnej) o ludziach tloczacych se w brudnym wc i o swiecie pelnym represji i zla.
Dla nas ta tytuacja jest zabawna ale nie wszyscy maja takie poczucie humoru.
W calym artykule jest pelno nawiazan do jakiejs udreczonej rasy , nietolerancji , ucisku itp.
Czy trzeba ciagle o tym mowic , a moze trzeba o tym zapomniec kreujac nowa rzeczywistosc .

Pewnie ktos napisze chcesz poczytac o czym innym to wejdz gdzie indziej ,
no niby racja ale nie badzmy tacy monotematyczni.
cytuj zgłoś 0 1
santi
11.02.2010 22:33 santi (46) Warszawa
Ciekawy wywiad.
Jako człowiek który rozpętał "sprawę Warneńczyka" zapewniam, że książkę na pewno kupię.

Pozdrowienia dla Pawła Fijałkowskiego.
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
11.02.2010 21:10 klawdia_chauchat
kentauros:
tribaidę chyba? czy nie tribo przypadkiem? chyba, że to nowożytna greka, to nie wiem:P

Nie nowożytna, to jest już dawno spolszczone :)
cytuj zgłoś 0 0
kentauros
11.02.2010 20:31 kentauros (38) Żnin / Kraków / Poznań
klawdia_chauchat:
kentauros:
w ogóle nie wiem, dlaczego nie korzystamy z tych antycznych terminów... przecież Grecy i Rzymianie tyle tego mieli;)

Ja bardzo polubiłam "trybadę" - z gr. tríbein 'trzeć' lub tríbe 'trę' - dlaczego taka etymologia, niech już każdy się domyśli :) Choć spotkałam tak idotyczne definicje jak "lesbijka, która odgrywa w związku rolę mężczyzny" - mam wrażenie, że nic takiego nie istnieje..?


tribaidę chyba? czy nie tribo przypadkiem? chyba, że to nowożytna greka, to nie wiem:P
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
11.02.2010 16:04 klawdia_chauchat
kentauros:
w ogóle nie wiem, dlaczego nie korzystamy z tych antycznych terminów... przecież Grecy i Rzymianie tyle tego mieli;)

Ja bardzo polubiłam "trybadę" - z gr. tríbein 'trzeć' lub tríbe 'trę' - dlaczego taka etymologia, niech już każdy się domyśli :) Choć spotkałam tak idotyczne definicje jak "lesbijka, która odgrywa w związku rolę mężczyzny" - mam wrażenie, że nic takiego nie istnieje..?
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
09.02.2010 19:52 kalim
kentauros:
a może po prostu PHILANDROS? bardzo sympatyczne, (gr. "miłujący mężczyzn"). w ogóle nie wiem, dlaczego nie korzystamy z tych antycznych terminów... przecież Grecy i Rzymianie tyle tego mieli;) mało kto wie np. że "pedał" ma ciekawą etymologię, bo z jednej strony niektórzy wyprowadzają to od greckiego "pais" (gen. paidos - zapis "ai" w j. łac. "ae" z wymową późno-antyczną "e") oznaczającego "dziecko, chłopiec", inni zaś (ich popieram) kojarzą to z łacińskim terminem "pedalis" czyli człowiek z jakichś powodów niezdolny do stosunku płciowego (z kobietą?) => pes (gen. pedis) łac. stopa, noga; pedalis - nożny, dotyczący nogi, stopy - starożytni wierzyli, że odmrażanie (ochładzanie) stóp zmniejsza popęd seksualny (a właściwie zupełnie go niweluje) - z tych względów św.Franciszek w regule swojego zakonu umieścił zakaz używania obuwia dla utrzymania czystości cielesnej zakonników;)
sama łacina dysponuje świetnymi terminami, których nam brakuje, np: cyllo - mężczyzna o dużych genitaliach:D ambulatrix - kobieta, która często zmienia facetów (przez wzgląd na ich majątek); apolaustus - ktoś, kto zawsze zaspokaja wszelakie zachcianki (nie chodzi bynajmniej o gotowanie na obiad czegoś oryginalnego;P ); confectus - człowiek wyniszczony przez "zbyt częste stosunki" (np: o wszelakich lubieżnikach, którzy za młodu słynęli z miłosnych podbojów); didymi - określenie na "jądra" (ciekawe, dlaczego św.Tomasz był nazywany Didymos?); exoletus - "uniwersalny";) catamia - "pasywny" etc... draucus - męska prostytutka (tzn. szczególny rodzaj męskiej prostytutki... ale o tem kiedy indziej;)
może się skuszę kiedyś na taki artykulik o tego typu rzeczach?:P


Ja w takim razie czekam na ten artykuł!!!
cytuj zgłoś 0 0
kentauros
09.02.2010 17:01 kentauros (38) Żnin / Kraków / Poznań
sugar:
kentauros:
aaa... a zapomniałem o tym, o czym miałem właściwie napisać... "mężolubnicy" pochodzą właśnie od tego greckiego "philandros" ;)


Zupełnie mnie zaskoczyłeś tą leksyką i rozważaniem na poły semantycznym. Ciekawe jest, że jako cywilizacja (generalizując: europejska) wywodząca się wprost z kręgu kultury śródziemnomorskiej tak bardzo różnimy się poziomem akceptacji dla zjawisk homoerotycznych. Homoseksualizm w Starożytnej Grecji był niezwykle popularny, z wiedzy jaką posiadam wynika, że wielu efebów było uczonych przez swych miłośników miłości (wspomnieć choćby "Ucztę" Platona - naraz niewiele rzeczy przychodzi mi na myśl). W Starożytnym Rzymie było gorzej, ale całkiem nieźle do Konstantyna Wielkiego. Hm, nie chcę wysuwać oskarżającym wniosków ani ranić niczyich uczyć religijnych, ale wychodzi mi zawsze w tej rachubie na... chrześcijaństwo jako czynnik hamujący tolerancją społeczną wobec homoseksualizmu. (?)


cóż się dziwić, jeśli akty homoseksualne są potępiane przez doktrynę chrześcijańską... chrześcijaństwo zniszczyło wiele tekstów łacińskich i greckich (świadomie ich nie kopiując albo też po prostu paląc na stosach - jak w epoce Karola Wielkiego) tylko dlatego, że były "nieprzyzwoite"... dlatego z wielkiej powieści łacińskiej napisanej przez Petroniusza (znanego przecież Polakom z Sienkiewiczowskiego "Quo vadis" - z resztą on też był homoseksualistą, dlatego Neron, który pod wpływem "mody greckiej" postanowił spróbować uciech męsko-męskich, mimo, że był hetero, "zatrudnił" go u siebie na dworze jako "arbiter elegantiae" czyli doradcy w sprawach hmmm... estetyki ogólnie mówiąc - doradzał mu ubiór, zachowanie, mówił co mu wypada, a czego nie etc... recenzował jego poezję a Neron z jego zdaniem bardzo się liczył) zostały tylko dość spore fragmenty... a powieść "satyricon" opowiada o dwóch młodzieńcach - Enkolpiuszu i Gitonie - czyli męskiej parze żyjącej w Imperium Rzymskim w czasach współczesnych autorowi, która przeżywa wspólne, dość soczysto i pomysłowo opisane przygody;) (jest przetłumaczona na j.polski przez M.Brożka)
poza tym... Platon był homoseksualistą,(nie miał nawet żony) a bodajże Sokratesa czy też Arystotelesa (nie pamiętam, który z nich) nazwalibyśmy w dzisiejszych czasach pedofilem... także wielki Juliusz Cezar miał swoje przygody w młodości z Nikomedesem, co mu potem wypominano, że "przed Gallami się nie ugiął, wszystkich pokonał, tylko Nikomedesowi dał pokonać siebie" ;) ale tego niestety nie uczą na historii:P
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
09.02.2010 16:15 sugar
renfe:
Kitowicz w "Opisie obyczajów i zwyczajów za panowania Augusta III" pisał, że Kozacy, vel hajdamacy, brzydzili się stosunkami z kobietami, za to nie gardzili sobą nawzajem, tudzież inwentarzem zywym... ale w przypisach jest informacja, że raczej jest to wyssane z palca, żeby dowalić Kozakom ;>


I to jest właśnie przykre. Bez względu czy homoseksualizm u Kozaków był powszechny czy nie dzisiaj koniecznie chcemy uczynić z niego obelgę i podstawę do prześmiewania. Odnoszę czasem wrażenie, że homoseksualizmu nie bierze się całkiem poważnie.
cytuj zgłoś 0 0
  • 1
  • 2
Autor
Redakcja Queer.pl
Pierwszy polski portal ludzi LGBT
TAGIWięcej
historia historyk homoeroci homoseksualizm książka paweł fijałkowski prl rozmowa smcołożnicy transgresja wykluczenie wywiad
Powiązane
Obraz Środa, 07.08.2013 Ucieczka w kino Obraz Środa, 31.07.2013 Spowiedź Obraz Wtorek, 12.04.2011 Wywiady Repliki: Ryszard Kisiel Obraz Wtorek, 11.01.2011 Wywiady Repliki: Andrzej Selerowicz Obraz Piątek, 20.02.2009 Wywiady Repliki: Dominika Buczak i Mike Urbaniak
Inne tematy
"Kochający inaczej mają miejsce w kościele" - kardynał Konrad Krajewski nowym metropolitą łódzkim Wtorek, 17.03.2026 "Kochający inaczej mają miejsce w kościele" - kardynał Konrad Krajewski nowym metropolitą łódzkim
Lesbinton: w Poznaniu powstał klub badmintonowy dla lesbijek Wtorek, 10.03.2026 Lesbinton: w Poznaniu powstał klub badmintonowy dla lesbijek
Sąd Najwyższy Ukrainy uznał parę jednopłciową za rodzinę. Co to właściwie zmienia? Środa, 11.03.2026 Sąd Najwyższy Ukrainy uznał parę jednopłciową za rodzinę. Co to właściwie zmienia?
Kontakt Reklama Regulamin
Social media
Polub na Facebooku Obserwuj na Twitterze Instagram
© 1996-2026 Queermedia.pl, ISSN 2299-9019 Polityka prywatnościUstawienia prywatności