W całej Polsce trwa właśnie wielkie zbieranie. Do 22 grudnia musi być 100 tys. podpisów osób, które popierają postulat wprowadzenia parytetu, czyli zapewnienia
kobietom 50% obecności na listach wyborczych. Jak donosi strona Kongresu Kobiet na razie udało się zebrać ponad 50 tys., a wielkim sukcesem całej inicjatywy
jest włączenie do niej osób, które wcześniej raczej nie utożsamiały się z postulatami ruchu feministycznego. W Warszawie podpisy w galeriach handlowych zbierali
już Urszula Dudziak, Henryka Bochniarz, Janina Paradowska, Henryk Wujec czy Kamil Sipowicz. I choć w Lambdzie nie tak dawno odbyła się Parytetówka z udziałem
Izabeli Jarugi-Nowackiej, Agnieszki Grzybek i Piotra Pacewicza to można odnieść wrażenie, że cała inicjatywa nie robi specjalnego wrażenia na środowisku LGBT.
- Krzysztof Tomasik -
W całej Polsce trwa właśnie wielkie zbieranie. Do 22 grudnia musi być 100 tys. podpisów osób, które popierają postulat wprowadzenia parytetu, czyli zapewnienia
kobietom 50% obecności na listach wyborczych. Jak donosi strona Kongresu Kobiet na razie udało się zebrać ponad 50 tys., a wielkim sukcesem całej inicjatywy
jest włączenie do niej osób, które wcześniej raczej nie utożsamiały się z postulatami ruchu feministycznego. W Warszawie podpisy w galeriach handlowych zbierali
już Urszula Dudziak, Henryka Bochniarz, Janina Paradowska, Henryk Wujec czy Kamil Sipowicz. I choć w Lambdzie nie tak dawno odbyła się Parytetówka z udziałem
Izabeli Jarugi-Nowackiej, Agnieszki Grzybek i Piotra Pacewicza to można odnieść wrażenie, że cała inicjatywa nie robi specjalnego wrażenia na środowisku LGBT.
Wrażenie to jeszcze wzmacniają wpisy pod wypowiedziami na temat parytetów u znanych blogerów gej/les: Walpurga, Abiekta i Ygi Kostrzewy. Często okazywało się,
że sami geje i lesbijki powtarzają "argumenty" przeciwko parytetowi powtarzane od lat przez prawicowych publicystów. Właściwie czasami trudno wręcz zrozumieć
skąd taka niechęć do parytetu płci na listach wyborczych, gdy praktycznie bez przerwy mamy do czynienia z różnymi jawnymi i mniej jawnymi "kluczami" wyboru
osób sprawujących władzę. Nawet stanowiska rządowe wewnątrz koalicji przydzielane są według wcześniejszego ustalenia jakie ministerstwo obsadzone będzie
osobą z jakiego ugrupowania, a więc swoistym partyjnym parytetem. Nikt jednak przeciwko temu nie protestuje i przyjmuje się to właściwie za normę, choć z
sytuacją, gdy wybiera się po prostu najlepszego (albo najlepszą) ma niewiele wspólnego.
Choć sprawa dotyczy jedynie list wyborczych, projekt ustawy o parytetach płci jest jedną z najważniejszych i najbardziej rewolucyjnych ustaw ostatnich lat, na której wprowadzeniu powinno szczególnie zależeć środowisku LGBT. Na parytecie zyskają zresztą nie tylko kobiety mogące bezpośrednio z niego skorzystać, ale ci wszyscy, którym na sercu leży elementarna sprawiedliwość i wyrównywanie szans. Przede wszystkim jednak jest to pierwsza próba zachwiania i zmiany sytuacji w której warunki dyktują biali, heteroseksualni mężczyźni deklarujący katolicyzm.
Można oczywiście udawać, że nie zauważa się polskiej polityki i jej poziomu. Prawo ustanawiane przez parlament dotyczy jednak wszystkich.
Od samego narzekania na sytuację nic się nie zmieni, ustawa o parytetach to realna próba wpływu na sytuację w której przez dwadzieścia lat kolejni
panowie wymieniają się władzą. W jaki sposób tworzą oni kastę żyjącą we własnej rzeczywistości i ślepą na potrzeby społeczeństwa świetnie widać także
na przykładzie postulatów gejowsko-lesbijskich, skoro przez pięć lat w parlamencie nie znalazła się żadna siła polityczna zainteresowana podjęciem
tematu legalizacji związków jednopłciowych. Można oczywiście czekać na następną kadencję i mieć nadzieję, że zmieni się układ sił, prawda jest jednak
taka, że potrzebne są zmiany systemowe, a nie partyjne roszady.
Szansą na taką zmianę jest właśnie parytet, który z czasem wymusi nie tylko inne podejście do układania list wyborczych, ale także wprowadzi do polskiej
polityki więcej różnorodności, na początek płciowej. Jest to szansa dla kolejnych grup obecnych w polskim społeczeństwie, a nieobecnych (lub niedoreprezentowanych)
w parlamencie: osób młodych niepełnosprawnych, ateistów, gejów i lesbijek, a także transseksualistów. Na razie mamy co prawda jednego senatora PO, którego pociąg
do noszenia sukienki i malowania ust ujawniły właśnie media, wątpliwe jednak żeby Krzysztof Piesiewicz był gotowy zainicjować projekt ustawy ułatwiającej życie
transwestytom. Senator jest bowiem dzieckiem polskiego systemu politycznego, którym rządzi hipokryzja, a więc w swoich czterech ścianach można zdradzać żony,
uprawiać seks z osobami tej samej płci, dokonywać aborcję, rozwodzić się czy zażywać narkotyki, ale w żaden sposób nie przekłada się to na wygłaszane
oficjalnie poglądy i głosowanie w parlamencie.
Jeśli obywatelskiemu projektowi nt. parytetu uda się zebrać 100 tys. podpisów, będzie to czytelny sygnał dla środowiska LGBT, że podobną drogę można pokonać
z ustawą o związkach partnerskich, tym bardziej, że zawiązała się już grupa inicjatywna. Być może właśnie oddolna inicjatywa będzie jedyną szansą na zmuszenie
polityków, żeby zajęli się tym tematem.
A kiedy uda się zapewnić kobietom 50% miejsc na listach wyborczych, warto pomyśleć o podobnym postulacie dla gejów i lesbijek, mówiła o tym w wywiadzie
dla "Repliki" Magdalena Środa: "Uważam też, że na wzór parytetów płci homoseksualiści powinni się domagać parytetów orientacji seksualnej.
Trzeba zawyżać horyzonty. (...) Tak więc, skoro odsetek osób homoseksualnych w społeczeństwie wynosi jakieś 5%, to ? dla wzmocnienia wykluczanej
grupy - powinniśmy domagać się 10% parytetu. Oczywiście, tylko dla gejów i lesbijek comingoutowych".
A jakie to były argumenty powtarzane OD LAT? Ilu lat? Od czasu rewolucji francuskiej czy legalizacji zwiazków homo. w 1968 w Wlk. Bryt.?
napewno temat się pojawi, więc na zakończenie napiszę jako (napewno nie jedna) hetero na innejstronie: jesteście polakami, walczcie o swoje. ja to podpiszę.
>No OK, ale jaki z tego wniosek?
Taki, ze jesli brac pod uwage plec jako czynnik w procesach selekcji to z powodu znacznych roznic indywidualnych w kazdej grupie znajdzie sie mniejszy lub wiekszy procent osob odrzuconych (lub przyjetych) mimo wysokich (lub niskich) kwalifikacji do danej roli / zawodu / stanowiska.
Dużo inżynierek raczej nie ma, ale te co są pewnie się nadają :-)
>Nie wiem skąd wzięłaś statystykę 19 procent
British Crime Survey z 2001.
>bo ja widziałam takie gdzie przemoc wobec mężczyzn była mniejsza niż procent.
Przemoc domowa wobec mezczyzn to tabu i temat politycznie niepoprawny, wiec dosc ciezko to zmierzyc.
> Ja jestem feministką i owszem leży mi na sercu równouprawnienie w dwie strony. Nie popieram i nigdy nie popierałam faworyzowania kobiet w sprawach o opiekę nad dziećmi - przeciwnie.
No to sie ciesz, jestes przyslowiowym wyjatkiem potwierdzajacym regule.
No OK, ale jaki z tego wniosek?
Że gadanie, iz kobiet nie nadają się na inżynierów jest wygadywaniem bzdetów.
Krótko mówiąc istnieje cała klasa osobników, których mózgi nie spełniają charakterystyki by być desygnatem któregokolwiek z pojęć "typowy mózg męski" lub "typowy mózg żeński", a tylko "typowe" mózgi wykazują owe "typowe" cechy w sposób stereotypowy. Wszystkie "nietypowe" mózgi to właśnie ofiary nieszczęsnych stereotypów - na przykład kobiety którym odmawia się umiejętności wystarczająco sprawnego logicznego myślenia, albo ojcowie, którym odbiera się prawo do opieki "bo matka to ten lepszy, bardziej czuły rodzic".
No OK, ale jaki z tego wniosek?
I słyszałam o profilaktyce raka prostaty. U mnie w przychodni wisi ogłoszenie. Zresztą w kwestiach zdrowotnych mam na myśli sprawy związane z porodami. Skoro się tak gloryfikuje Matkę Polkę, to dobrze by było jej ulżyć w pełnieniu tej roli.
I nie ignoruje przemocy wobec mężczyzn.. ogólnie nienawidzę każdej przemocy. Posługujesz się jakimiś chorymi stereotypami.
Nie wiem skąd wzięłaś statystykę 19 procent bo ja widziałam takie gdzie przemoc wobec mężczyzn była mniejsza niż procent.
Ja jestem feministką i owszem leży mi na sercu równouprawnienie w dwie strony. Nie popieram i nigdy nie popierałam faworyzowania kobiet w sprawach o opiekę nad dziećmi - przeciwnie.