Czytelnicy "Innej Strony" mieli już okazję zapoznać się ze sztuką "Dotknięci" Sebastiana Dorosińskiego. Podczas imprezy urodzinowej IS miało miejsce czytanie fragmentów najlepiej ocenionej pracy konkursowej naszego plebiscytu na sztukę sceniczną o tematyce LGBT. Prawdziwa premiera "Dotkniętych" miała miejsce wczoraj na "Noffej" scenie Teatru Nowego w Krakowie.
- -
Czytelnicy "Innej Strony" mieli już okazję zapoznać się ze sztuką "Dotknięci" Sebastiana Dorosińskiego. Podczas imprezy urodzinowej IS miało miejsce czytanie fragmentów najlepiej ocenionej pracy konkursowej naszego plebiscytu na sztukę sceniczną o tematyce LGBT. Prawdziwa premiera "Dotkniętych" miała miejsce wczoraj na "Noffej" scenie Teatru Nowego w Krakowie.
Sztuka Dorosińskiego to ekstrakt tego, co potocznie nazywamy "środowiskiem". Wieczni poszukiwacze czystej, wiecznej miłości? Są! Żonaty gej, rozkochany w koledze z pracy? Jest! Przegięci? A jakże! Seksoholicy? Sneakersi? Pozytywni? Cnotliwi? Starzy? Młodzi? "Psiapiółki"? Lesbijki? Nieżywi? Żywi za bardzo? Wszyscy są. Gdyby zebrać to, co łączymy ze słowem "gej" i za pomocą języka "gadu-gadu" skompresować do kilku niepowiązanych ze sobą krótkich wątków, to mielibyśmy właśnie "Dotkniętych".
Dwa lata temu Janusz Marchwiński - jeden z jurorów konkursu IS zwrócił uwagę na sztukę Dorosińskiego. To właśnie Marchwiński - właściciel klubu Cocon, dziennikarz i mecenas Teatru Nowego zdecydował się na wystawienie "Dotkniętych" na nowo powstałej scenie "Noffej" przy ulicy Gazowej. Praca nad sztuką Dorosińskiego nie jest jego pierwszym projektem teatralnym. W Teatrze Narodowym w Mannheim wyreżyserował sztukę Macieja Wojtyszki, zatytułowaną "Księżniczka Bleutka". Marchwiński nie zajmuje się jednak na co dzień teatrem - jest po prostu pasjonatem. Zawodowcami nie są także aktorzy, którzy pojawili się na scenie Teatru NOFFego. Maciej i Cezary to młodzi uczniowie szkoły aktorskiej Lart Studio. Towarzyszy im Kinga Kawula, 18-letnia licealistka, która od wielu lat próbuje swoich sił na amatorskich scenach teatralnych.
Biorąc pod uwagę fakt, że reżyserem jest człowiek, który teatrem nie zajmuje się zawodowo i odpowiada równocześnie za scenografię, dźwięk i oświetlenie, że na scenie pojawiają się bardzo młodzi, niedoświadczeni aktorzy a budżet całego przedsięwzięcia wynosi zaledwie kilka tysięcy złotych, należałoby pochylić się z wyjątkową wyrozumiałością nad premierą "Dotkniętych". Na szczęście nie trzeba. Spektakl na scenie Noffej przekonał mnie radością tworzenia teatru, pomysłowością (która przy tak ograniczonych możliwościach finansowych była nieodzowna) i świeżością. Marchwińskiemu udało się utrzymać szybkie tempo narzucone przez autora a aktorom udało się je wytrzymać. Perełką była dla mnie scena z pikiety, która za pomocą archaicznego języka oraz choreografii gościnnie współpracującego Bartka Serowiaka przeniosła widzów w XVIII wiek.
Po 70-minutowym spektaklu aktorzy oklaskiwani byli na stojąco. Najwidoczniej sami byli tak zaskoczeni sukcesem i zawstydzeni, że zapomnieli o wywołaniu reżysera oraz obecnego podczas premiery autora na scenę. Zresztą także popremierowa wypadła dość skromnie - trochę jakby artyści nie wierzyli do końca, że się udało. Udało się!
Sebastian Dorosiński - "Dotknięci"
Reżyseria i scenografia: Janusz Marchwiński
Występują: Maciej, Kinga Kawula, Cezary Nowak
Choreografia (gościnnie): Bartek Serowiak
Scena offowa Teatru Nowego, ul. Gazowa 21 (wejście przez klub Coco)
Kolejne spektakle obejrzeć będzie można w piątek i sobotę 11 oraz 12 grudnia oraz w te same dni 18 i 19 grudnia. Bilety kosztują 10 zł od osoby. Wstęp wyłącznie dla widzów dorosłych.
a wiele z badań WHO stawiałbym pod znakiem zapytania
justinsane rozsądku
( choć justinsane przy ogromie rozsądnych argumentów zdarza sie pisać brednie)
a wiele z badań WHO stawiałbym pod znakiem zapytania
tak jak ostatnio np. wywoływanie epidemii swińskiej grypy po 18 przypadkach (na tą sezonową umiera rocznie kilkanaście tysięcy i nie robi to na WHO wrażenia)
pozdrawiam
jako gej
jako lekarz
i jako szczęśliwy "mąż" który w życiu miał jednego tylko partnera seksualnego /co na szczęście popsuje nieco statystyki/
*
a bywalcy klubów to nie są tacy wcale przeciętni geje, zesztą to bywanie im po pewnym czasie przechodzi
średnia liczba partnerów seksualnych wśród hetero, to kilka - kilkanaście osób w życiu, a również wśród gejów kilkadziesiąt % ogółu
potrafi wytrwać latami w monoandrycznych związkach. Jakiś czas temu na Polsacie po programie poświęconym "leczeniu gejów" w
Holandii podano wyniki ankiet prowadzonych w klubach gejowskich, z których wynikało, że większość ankietowanych miała w życiu
ponad 500 partnerów, a tylko kilka % podawało liczby charakterystyczne dla hetero. Dyżurny homoseksualista kraju, pan Biedroń,
poproszony o skomentowanie tych informacji stwierdził, że "przecież każdy facet ma naturę zdobywcy". Pogadajcie sobie jeszcze o
normalności "otwartych związków", seksie w kiblu z przypadkowymi kolesiami i dziesiątkach partnerów rocznie, a społeczeństwo
tylko utwierdzi się w przekonaniu, że homoseksualizm to zboczenie, które należy leczyć. Dla obrońców publicznej moralności takie
teksty to woda na młyn.
tych danych prawdopodobieństwo przeniesienia HIV przy stosunkach waginalnych z prawidłowo użytą prezerwatywą wynosi 0.9%,
przy stosunkach analnych - nawet kilka razy większe. Wynika to z porowatej struktury lateksu i rozmiarów cząstek wirusa.
monoteistycznych, a i to z wyłączeniem wielu odłamów protestanckich. W sumie - mniej niż połowa ludzi na świecie. Natomiast
etyczny nakaz wierności w związku ma charakter uniwersalny i wykraczający poza ramy religii.
[
1 - jakich danych WTO? korzystam ze specjalistycznej kliniki zajmującej się chorobami przenoszonymi drogą płciową i nawet mi ostatnio doradzali, że nie mam potrzeby się badać rutynowo (co pół roku) na hiv - prawdopodobieństwo zakarzenia jest zbyt małe przy moim promiskuityzmie (pewnie koło 20-30 partnerów rocznie). zawsze używam gumki i wiem jak to się robi :P a badania ONZ opierają się na grupie populacji i wliczają okazjonalne stosunki bez prezerwatywy.
2 - odczyny te nie mają wpływu na twoje zrowie ani nie powodują nawrotów.
3 - i przypadkiem w praktycznie wszystkich religiach homoseksualizm jest zabroniony, zabronione jest spożywanie pewnych pokarmów w jakimś konkretnym okresie i czci się posążki i medaliki... nie masz żadnych podstaw do mówienia, że promiskuityzm jest uniwersalnie nieetyczny - uwierz mi, nikogo nie krzywdzę.
4 - tyle, że niektórzy mają trochę kultury i nie obrażają ludzi na około...
5 - przyjaźń, miłość, zaufanie, bliskość fizyczna i psychiczna, poleganie na sobie, otwartość, dzielenie się problemami. jeżeli powiedział byś mi coś takiego w twarz, to nie wiem czy dostał byś w twarz ode mnie czy od mojego faceta. ale myślę, że jednak byś dostał. bo twoje podejście to jest już naprawdę skrajny ciemnogród i zaściankowość. a co powiesz na poliamorystów na przykład? (ja nie jestem)
6 - w moim kręgu cywilizacyjnym to jakieś 20%. w twoim pewnie 0.02%. co nie ma żadnego znaczenia bo należy im się szacunek w dokładnie takim samym stopniu....
7 - nie byłem pewien czy polemika z tobą ma jakikolwiek sens, a i spieszyłem się do pracy. w pedalskim sex shopie. na dodatek specjalizującym się w sado-maso. oh usmaże się w piekle.
Oriana Fallaci kiedyś napisała, że dana cywilizacja jest żywotna jeśli posiada ideały, za które ludzie gotowi są poświęcić nawet życie. Jedynym ideałem zachodniej Europy powoli staje się postulat, żeby każdy z każdym mógł się pier***ić bez ograniczeń (przepraszam ale "seks" jest w tej sytuacji zbyt wzniosłym określeniem). Za taki "ideał" raczej nikt nie będzie chciał ponosić ofiar.
Trzeba też znać różnicę pomiędzy ideałami a zwyczajnym oderwaniem od rzeczywistości. Jeśli ktoś ma to drugie musi sobie na siłę podbudowywać wartość ideału poprzez demonizowanie jego "niemoralnego" przeciwieństwa ;) Ktos wspomniał o tym, że nie widzi niczego złego np. w związkach otwartych, jako odpowiedź dostał "każdy pier*oli się z każdym, promiskuityzm, cywilizacja upada", czyli klasyczne pokazanie skrajności, które jest obecne także w innych dysputach, chocby o samej odmiennej orientacji i jej racji bytu. Niczego nie chce bronić, ale wydaje mi się, że "moralny" faszyzm i populizm sa duzo bardziej grozne niz luzowanie czy dostosowywanie zasad do upływu czasu, gdzie to ostatnie nie jest zresztą nikomu narzucane.
Czytałem już kiedyś podobny tekst, gdzie grzeczny, katolicki rozmówca zamiast słowa promiskuityzm użył słowa homoseksualizm... zastanawiam się kiedy nasza zachodnia kultura zapadnie się pod wpływem obrzydliwych stosunków analnych, zabawek erotycznych, seks kamerek i czatów, no i nagminnego stosowania prezerwatyw... ;]
Upada. I to na coraz wygodniejsze posłania :)
A poważnie: nie mam zamiaru ingerować w prywatne sprawy i jestem przeciwnikiem takiej ingerencji w wydaniu państwa, więc aluzja jest dla mnie niezbyt zrozumiała.
Oriana Fallaci kiedyś napisała, że dana cywilizacja jest żywotna jeśli posiada ideały, za które ludzie gotowi są poświęcić nawet życie. Jedynym ideałem zachodniej Europy powoli staje się postulat, żeby każdy z każdym mógł się pier***ić bez ograniczeń (przepraszam ale "seks" jest w tej sytuacji zbyt wzniosłym określeniem). Za taki "ideał" raczej nikt nie będzie chciał ponosić ofiar.
:D napisałem akurat o Mielkem bo tak mi się przypomniało,że prawie w identyczny sposób chciał wytłumaczyć działania MSW kiedy tym resortem kierował,co nie znaczy,że myślę o Tobie tak jak o nim.Pozdro :)