Gdybym miał trzymać się swojej reguły, że artysta wart jest dofinansowania, jeśli przynajmniej 4-5 kawałków z płyty uważam za dobre, to ten album musiałbym kupić w trzech, albo i czterech egzemplarzach. Eto to autentyczne, gejowsko-elektroniczne objawienie, kto wie, czy nie na miarę dekady. Przy tym artysta niemal nieznany: dopiero w rok od wydania płyty zaczyna się o nim pisać poza rodzimymi Niemcami, ostatnio uświetnił występami paradę w Kolonii oraz Europaradę w Sztokholmie.
- Marcin Pietras -
Gdybym miał trzymać się swojej reguły, że artysta wart jest dofinansowania, jeśli przynajmniej 4-5 kawałków z płyty uważam za dobre, to ten album musiałbym kupić w trzech, albo i czterech egzemplarzach. Eto to autentyczne, gejowsko-elektroniczne objawienie, kto wie, czy nie na miarę dekady. Przy tym artysta niemal nieznany: dopiero w rok od wydania płyty zaczyna się o nim pisać poza rodzimymi Niemcami, ostatnio uświetnił występami paradę w Kolonii oraz Europaradę w Sztokholmie.
W praktyce nawet rzeczony zakup Plastic Poetry w formie innej, niż pobranie legalnych empetrójek, stanowi poważne wyzwanie, które jednak warto podjąć.
Eto, na tanecznej scenie znanemu także dotąd jako DJ Voltaxx, udały się co najmniej trzy rzeczy. Nagrał płytę retro i nowoczesną jednocześnie, taneczną i na wskroś liryczną, spójną lecz nie nużącą. Czwarty zakup należy się za to, że produkt z gatunku gej-pop ani trochę nie przypomina kiczowatej, monotonnej papko-łupanki a la Babylon z QAF.
W warstwie muzycznej płyta jest gratką dla miłośników lat 80., z których Eto wyciągnął wszystko, co najlepsze. W kolejnych odsłonach słychać fascynacje i odwołania do takich tuzów ery new romantic jak Yazoo, wczesne Depeche Mode, New Order, Communards ale też mniej ewidentne, jak Ultravox czy nieco już zapomniany Howard Jones.
Mimo licznych nawiązań nie mamy do czynienia ze zrzynką lecz twórczym przetworzeniem. Nawet jeśli Dumb Symphony budzi refrenem ewidentne skojarzenia z So Cold The Night, wyśpiewanym niegdyś przez Jimmy'ego Sommervilla, to cechuje się zupełnie odmiennym, mroczno-ironicznym klimatem. Z utworu na utwór zmienia się nieco instrumentarium, podbite ciekawymi rozwiązaniami rytmicznymi, do przybrudzonej elektroniki domieszane zostają chórki, gitary czy intymne smyczki. Znamienne, że wszystkie piosenki są tworami zamkniętymi, kończą się przemyślaną frazą, a nie trącącym brakiem pomysłu wyciszeniem.
DJ Voltaxx okazuje się też całkiem sprawnym wokalistą o przyjemnym, nieco matowym, melancholijnym głosie, który jednak brzmi różnie, w zależności od potrzeby i tempa. Czasem wyciszony, niemal słabnący, innym razem zmysłowo pogłębiony, doprawiony przydechami, a zaraz potem pewny i mocny.
Elementem spajającym 60 minut całości pozostaje wszechobecna nuta melancholii, czasem wręcz liryki, nie popadającej jednak w kicz i banał. Eto przyznał w jednym z wywiadów, że płyta powstawała w ciężkim okresie po rozstaniu (porozwodowy syndrom Annie Lennox), i ten klimat chciał konsekwentnie zachować. Dlatego m.in. z tracklisty wypadło sześć kolejnych, gotowych piosenek, nieprzystających do całości.
Spójna koncepcja muzyczna przekłada się na zaskakująco bogatą warstwę tekstową, rzecz jasna - anglojęzyczną. W najbardziej skocznych kawałkach autorowi udało się wyjść daleko poza sztampowe move-your-body, bo nawet jeśli Eto zbliża się do tego przesłania, to w porę przełamuje banał dodatkową refleksją: zastanów się, kim naprawdę jesteś, nie bój się, taste the difference.
To kluczowa kwestia płyty, która tematycznie dotyka wielu aspektów homoseksualnego życia. Począwszy od uświadomienia sobie własnych skłonności (Nobody Knows), przez szukanie w uczuciach ucieczki od świata zewnętrznego (Hideaway), Eto rozkłada na czynniki pierwsze wszelkiej maści rozterki sercowe: wczesne zawroty głowy (Falling), dobry seks (co poeta ma na myśli pisząc w Alien Lover o SZEŚCIU palcach na swoim pośladku?), aż po dramaty i wspomniane rozstania.
Jest chwila na totalne zatracenie (Siamese Twins - jedno serce bijące za dwóch), taneczna pieśń fizycznej tęsknoty (Another Night), elegia gasnącego związku (Bulldozer), mozolny trud odzyskiwania autonomii i czas na życie 'po miłości' (Love Crystals). Z kolei singlowe Bicurious, opatrzone zmysłowym teledyskiem, przewrotnie kusi heteryków do erotycznych eksperymentów, którym Eto także proponuje: zaryzykuj, staniesz się wolny.
Na dokładkę nie zabrakło miejsca na krytyczne spojrzenie na popkulturę. Wspomniana Dumb Symphony w dyskotekowej formie wyśmiewa samą siebie: nieważne co śpiewam ani co słyszysz, grunt że jest łomot umpa-umpa. Skip the Track Back traktuje o czasach mediów, lansu i internetu: nie podoba ci się własna teraźniejszość? No problem, zmień kanał, wyzeruj licznik, zrecykluj swoje życie. Za stosowną opłatą wszystko jest możliwe.
W ujmującym melodią Visual, które z powodzeniem mógłby wciągnąć do repertuaru George Michael, wiwisekcji poddana zostaje powierzchowność ludzkich relacji i klubowa codzienność: to co kręci najbardziej - uroda faceta, dobre ciuchy, zmysłowy głos i wyrzeźbiony ćwiczeniami brzuch - to tylko warstwa zewnętrzna. Czy w ogóle zainteresuje go, jakim jesteś człowiekiem...o?
W efekcie końcowym Plastic Poetry to dużo więcej, niż zbiór tanecznych piosenek, z których połowa nadaje się do kosza, bo zabrakło materiału na zapełnienie 70 minut płyty. Nienużące albumy popowe należą do rzadkości ale debiutującemu Eto udało się uniknąć pułapki i do kosza nie nadaje się właściwie nic. Różnorodność osobistych treści i przemyślanej formy sprawiła, że powstała niezwykle melodyjna płyta-całość do zasłuchania wciąż od nowa, z niesłabnącym zainteresowaniem.
Fakt, że adresowana jest w dużej mierze do gejowskiej publiczności sprawia, że odbiera się ją jeszcze bardziej osobiście.
A ja właśnie dziś dostałem kupioną przed tygodniem płytkę z Niemiec, przyznam - nie rzuca na kolana, ale fajnie się słucha. Dla zainteresowanych : www.etomusik.de Pozdrawiam
A propos malowania na wizję to jak jest dobry oświetleniowiec dobre światło dobry operator i ewentualnie montażysta to wcale nie trzeba malować. Ale nigdy w życiu fluid. Lekki suchy puder wystarczy w zupełności żeby glaca się nie świeciła ... Gdzie ty fluidem chcesz kogoś smarować na wizję ... chłopie skąd taki pomysł ? Przy mocniejszym upudrowaniu na wizję ludzie wyglądają czasem śmiesznie jak DragQueens.
No co ty z tym fluidem... Na używanie fluidu na zarost mają zezwolenie wyłącznie Sisters of Perpetual Indulgence :D :D :D Poza tym jak ja nie lubię facetów którzy się malują... Trans to zupełnie inna sprawa to rozumie. Ale jak widzę męskiego faceta zrobionego w stylu metro bo taka moda to szlag mnie trafia. Homofobia :D :D :D ;)
Każdy co innego lubi, było coś po łacinie o gustach o których sie nie dyskutuje. Eto jest OK :) chociaż ja z własnej inicjatywy wybiorę zawsze .... Andrea Bocellego ;-) Niewazne. Natomiast zastanawia mnie jak pokryć fluidem /nawet profesjonalnym/ takie niedogolone kilkudniowe wąsiki :):):) Na wizję absolutnie wszystkich mocno się maluje!
Wokalista widać że jest zakochany w Jake-u ze Scissor Sisters. Ale nie muzycznie ale wyglądowo ;) Podobnie do niego jest zmanierowany ;) Ale to zmanierowanie jest jak najbardziej pozytywne. Kto by nie kochał tych gepardzich ruchów Jake :D Muzyka taka fajna sieczkarnia do sprzątania i relaksu. Klip do dupy. Nędzna amatorszczyzna. Ja robię lepsze reklamy dla kablówek z Pępkowic Dolnych ;) Czytaj: niski budżet... Ten gatunek niestety jest strasznie wyświechtany. Dlatego gdy ktoś usłyszy kilka nut z charakterystycznym beatem i samplami odruchowo mówi że do dupy. A ja sobie słucham najnowszej płyty Kombii "D.A.N.C.E" i nie mogę wyjść z podziwu że Grzesiek pozwolił tak głęboko ingerować w kawałki Kombi. Choć świetnie że rygorystycznie przypilnował żeby było słychać w każdym takcie że to Kombii. A cała płyta to w 100% dance, świetna muzyka klubowa, ustać przy tych wersjach się nie da. Tak samo Eto. Nie można przy tym ustać, mimo woli chce się kiwać. Ogólnie z chęcią bym kupił ale coś nie widzę w Polsce, jedynie znalazłem jakieś single winylowe.
Myslę, że w klubie odbiór jego muzyki byłby dużo łatwiejszy. Nie mogę się jednak przekonać do formy w jakiej śpiewa zwrotki-szept niczym z filmów porno.Podobnie 'szepce' Jeff Palmer, ktoremu jednak muzyka w ogole nie służy. Muzyka łatwa-prosta-przyjemna.
Pozdrawiam
enjoy :)
Poza tym jak ja nie lubię facetów którzy się malują... Trans to zupełnie inna sprawa to rozumie. Ale jak widzę męskiego faceta zrobionego w stylu metro bo taka moda to szlag mnie trafia. Homofobia :D :D :D ;)
było coś po łacinie o gustach
o których sie nie dyskutuje.
Eto jest OK :)
chociaż ja z własnej inicjatywy
wybiorę zawsze .... Andrea Bocellego ;-)
Niewazne.
Natomiast zastanawia mnie jak
pokryć fluidem /nawet profesjonalnym/
takie niedogolone kilkudniowe wąsiki :):):)
Na wizję absolutnie wszystkich mocno się maluje!
Muzyka taka fajna sieczkarnia do sprzątania i relaksu.
Klip do dupy. Nędzna amatorszczyzna. Ja robię lepsze reklamy dla kablówek z Pępkowic Dolnych ;) Czytaj: niski budżet...
Ten gatunek niestety jest strasznie wyświechtany. Dlatego gdy ktoś usłyszy kilka nut z charakterystycznym beatem i samplami odruchowo mówi że do dupy.
A ja sobie słucham najnowszej płyty Kombii "D.A.N.C.E" i nie mogę wyjść z podziwu że Grzesiek pozwolił tak głęboko ingerować w kawałki Kombi. Choć świetnie że rygorystycznie przypilnował żeby było słychać w każdym takcie że to Kombii. A cała płyta to w 100% dance, świetna muzyka klubowa, ustać przy tych wersjach się nie da.
Tak samo Eto. Nie można przy tym ustać, mimo woli chce się kiwać.
Ogólnie z chęcią bym kupił ale coś nie widzę w Polsce, jedynie znalazłem jakieś single winylowe.