Czy ktoś kojarzy Oscara Wilde'a? Pewnie tak. A z jakiego powodu? Ano właśnie - z tego. A czy ktoś zna Marię Komornicką? Jeśli nie - to najwyższa pora, bo właśnie wyszła znakomita, obszerna, pasjonująca monografia poetki pióra Izabeli Filipiak pt. Obszary odmienności. Rzecz o Marii Komornickiej pięknie wydana przez oficynę słowo/obraz terytoria. Czy jednak Komornicka ma coś wspólnego z Wilde'em? Zanim rozwieję państwa wątpliwości, kilka wstępnych informacji o tej pierwszej...
- Błażej Warkocki -
Maria Komornicka (1876 - 1949) była cudownym dzieckiem polskiego modernizmu. Debiutowała opowiadaniami w prasie w wieku lat szesnastu, samodzielny zbiór (
Szkice z 1894 roku) wydała mając lat osiemnaście, a rok później wraz z Cezarym Jelentą i Wacławem Nałkowskim opublikowała sztandarowy zbiór manifestów tego okresu, czyli Forpoczty. Była panną z dobrego ziemiańskiego domu i wyjechała na studia do Cambridge (kolegium Newnham), co rzadkie w okresie, gdy edukacja wyższa kobiet ciągle stanowiła przedmiot sporów. Jednak nie zabawiła tam długo i zamiast być wdzięczna losowi (i ojcu, który rzecz sfinansował), okazała niewdzięczność: dała jej wyraz w szkicu
Raj młodzieży. Po powrocie do Polski pisze, czyta, publikuje: w 1900 roku wychodzi jej tomik wierszy
Baśnie. Psalmodie, a w "Głosie" w odcinkach ukazuje się jej powieść
Halszka (niestety w 1901 roku współpraca się urywa i to w sposób dość wobec pisarki arogancki).
Jednak do najbardziej brzemiennego w skutkach wydarzenia w życiu Marii Komornickiej ma dojść w Poznaniu. W lipcu 1907 roku poetka wraz z matką jedzie do morskiego kąpieliska w Kołobrzegu. Po drodze zatrzymują się w poznańskim hotelu "Bazar". I tutaj właśnie Maria, wedle relacji jej siostry Anieli "zażądała kategorycznie męskiego stroju" (jednak źródła nie podają, czy żądaniu stało się zadość). "Wróciwszy do hotelowego pokoju, matka znalazła leżącą w łóżku córkę, zamienioną tymczasem w syna, a w piecu ujrzała dopalający się damski strój" - pisze Edward Boniecki w książce
Modernistyczny dramat ciała. Maria Komornicka. Odtąd Maria stała się Piotrem Odmieńcem.
Wszystko wydaje się jasne: cudowne dziecko epoki, po początkowej erupcji talentu, nieszczęśliwie zwariowało. Na własną prośbę oczywiście, bo talent sąsiaduje z szaleństwem. Otóż nic bardziej mylnego. Filipiak nie podążą tym tropem. Jej monografia to opowieść detektywistyczna, która śledzi wszelkie niespójności w takim obrazie i z gracją wciąga czytelniczki i czytelników w zupełnie inną narrację.
Komornicka zapisała się w kulturowej pamięci jako Tajemnica. Czego ona dotyczy? Oczywiście płciowej przemiany. Ale czy przypadkiem ta sprawa nie zasłania innych kwestii, a jednocześnie własnych przyczyn? Izabela Filipiak mozolnie (i ze znakomitą znajomością epoki) rekonstruuje dowody. Dziwne odium niedopowiedzeń i nieledwie ostracyzmu towarzyszy Komornickiej na długo przed "przemianą". Podobne niedopowiedzenia będą towarzyszyć jej osobie nawet po śmierci. O co chodzi?
Tak właśnie, może chodzić o "to". Filipiak nie twierdzi, że Komornicka/Odmieniec była homoseksualistką (czy też uranianką, inwertką, wedle ówczesnej nomenklatury). Ale mogła być w ten sposób
postrzegana przez otoczenie. A to z kolei mogło bardzo utrudnić jej życie. I utrudniło.
Nie uda mi się tu streścić wszystkich dowodów i subtelnie rozgrywanych wątków. Zapewniam jedynie, że każdy z nich jest świetnie udokumentowany i zapewnia pyszną lekturę, a niemal 600 stron tekstu połyka się bulimicznie. Przy okazji poruszone są też inne ważkie kwestie a na scenę wchodzą również inne bohaterki (zwłaszcza Narcyza Żmichowska i czarny charakter tej opowieści - Zofia Nałkowska, która z niezrównaną maestrią opisywała w Dzienniku swe gorące pocałunki składane na ciepłej łabędziej szyi Heli Landsberg).
A gdzie tu miejsce na Wilde'a? Głośny proces miłośnika paradoksu i białej porcelany upublicznił homoseksualność, nazwał nienazywalne. W Polsce nie mieliśmy analogicznego procesu (bo też na dobrą sprawę kodeks karny nigdy jawnie nie zakazywał stosunków seksualnych między osobami tej samej płci). A jednak - jak się okazuje - mieliśmy coś innego, specyficznie polskiego: "sprawę Komornickiej". Cichy skandal, który zaowocował płciową przemianą. I jeśli Wilde stał się kulturowym znakiem homoseksualizmu, to Komornicka pozostaje znakiem czegoś więcej: odmienności, by tak rzec, nieheteronormatywnej. I wiemy to dzięki Filipiak. Zresztą Komornicka sama napisała - już w fazie egzystencjalnego i zawodowego dryfowania - bardzo empatyczny esej o Wildzie drukowany w najlepszym ówczesnym piśmie artystycznym Europy Środkowo-Wschodniej, czyli w "Chmierze". Czy można uznać, że był to specyficzny coming-out? W jakimś sensie można, bo Wilde po procesie, był już przede wszystkim kulturowym znakiem "tego". A wedle niepisanej zasady, która trwa po dzień dzisiejszy: kto pisze o "tym", sam najwyraźniej ma coś za uszami.
Ale też, pomimo ewidentnych różnic, Komornicka i Wilde mają z sobą jeszcze coś wspólnego - tytułowe WMS (Wielka Miłość pod Słońcem, tak w okresie podwórkowym pisaliśmy kredą na ulicy chcąc upublicznić afekt znajomych, których imiona stawiało się w pierwszej części równania). Obojgu chodziło bowiem, gdzieś tam pod spodem - o miłość.
Zatem niewątpliwie książka Izabeli Filipiak to lektura obowiązkowa dla wszystkich. Więcej, to dar dla polskiej kultury. Dlatego niniejszym nominuję Obszary odmienności do nagrody Nike, Paszportu Polityki i Nagrody im. Mackiewicza.
Izabela Filipiak, Obszary odmienności. Rzecz o Marii Komornickiej, wydawnictwo słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2007.