Jak zauważyła Kinga Dunin dziś bardzo trudno już odnaleźć powieść w której postać geja (choćby w epizodzie) by się nie pojawiła. A Senność Wojciecha Kuczoka jest tylko ukoronowaniem tej tendencji. Jest to świetnie napisane (Kuczok znakomitym pisarzem jest!) czytadło o funkcji wyraźnie pocieszycielskiej. W jakimś sensie przypomina telenowele - choć znacząco krótszą niż prawowici przedstawiciele gatunku...
- Błażej Warkocki -
"Poprawnością polityczną trąci w
"Senności" motyw homoseksualny - teraz do dobrego tonu należy pochylenie się w kinie nad niedolą gejów nieakceptowanych przez zakapiorskie otoczenie. A poza tym jakie to wychowawcze - uczy widza tolerancji!" - napisał o filmie Magdaleny Piekorz Jacek Szczerba. W "Gazecie Polskiej"? Nie, w "Gazecie Wyborczej". Bo wiadomo, że jak pojawi się w mainstreamowej produkcji gej - to musi to być poprawność polityczna. Która jest z natury swej zła. Bo uczy - Chryste uchowaj - tolerancji. A może to taki elementarny stopień normalności? W społeczeństwie występują geje, nie powinno więc być nic dziwnego, że w filmach polskich również. Jak krawcy czy sprzedawcy pietruszki. Ale niestety - taki sobie zwykły gej budzi postrach w oczach recenzenta z liberalnej gazety, który nader chętnie będzie się posługiwał konserwatywną retoryką. Tak już jest. Miejmy więc nadzieję, że polski film dorobi się szybciej niebanalnych postaci homoseksualnych niż "Gazeta Wyborcza" wnikliwych recenzentów.
Bo w tej drugiej kwestii jest - jak donosi w jednym ze swych artykułów Bartosz Żurawiecki - marnie, tak pod względem jakości jak ilości. Może więc należy się cieszyć Sennością, nawet jeśli nie najlepszą? Ja bym się tam cieszył z jednego: w produkcji pozytywnego wizerunku geja uczestniczy autor jednego z najbardziej homofobicznych filmów lat 90 - mianowicie Uroku wszetecznego - Krzysztof Zanussi. Jeden nawrócony lepszy od tysiąca wierzących. A poza tym? Poza tym mam wrażenie, że potrzeby filmowe polskich lesbijek i gejów już dawno obsługuje film niepolski. I świetnie. A polski film niech zajmuje się sobą i krzyż mu na drogę.
My powróćmy do literatury, bo tu jest znacząco lepiej. Jak zauważyła Kinga Dunin dziś bardzo trudno już odnaleźć powieść w której postać geja (choćby w epizodzie) by się nie pojawiła. A Senność Wojciecha Kuczoka jest tylko ukoronowaniem tej tendencji. Jest to świetnie napisane (Kuczok znakomitym pisarzem jest!) czytadło o funkcji wyraźnie pocieszycielskiej. W jakimś sensie przypomina telenowele - choć znacząco krótszą niż prawowici przedstawiciele gatunku.
Jednocześnie jest to - mam na myśli historie Adama i Pięknisia - być może najbardziej wyrazista opowieść coming-outowa w polskiej literaturze współczesnej. Bo coming-out (co prawda wymuszony i to nie jeden) jest tu centralnym punktem historii, inaczej niż w większości literatury polskiej o tej tematyce. Kto wie czy ten z gruntu filmowy coming-out nie sprawia, że ta opowieść jest tak sztuczna i nieprawdopodobna.
Oczywiście nie mam nic przeciwko opowieściom tego typu. Niestety, powieść Kuczoka kończy się dokładnie tam, gdzie na dobrą sprawę powinna się zacząć. Mamy więc cudny romans między młodym lekarzem i młodym złodziejaszkiem, mamy coming-outy, mamy konfrontację z ojcem i mamy wyprowadzkę na wieś. Tu opowieść się kończy, jednocześnie sugerując, że będzie dobrze. Ale czy rzeczywiście? Czy lokalna społeczność zaakceptuje na równych zasadach naszą zakochaną parę? Skąd pewność, że tak? Tu dopiero rozpoczyna się trudniejsza opowieść, której Kuczok nie podejmuje, pozostawiając nas z mglistym poczuciu optymizmu.
Skąd właściwie ten optymizm? Chyba z samej struktury coming-outowych opowieści, które dominują w kulturze. Jest zatem źle i smutno, następnie ten krótki moment wyznania, a zaraz potem szczęście forever. Co ciekawe - gdybyśmy pod "coming-out" wstawili "nawrócenie" struktura opowieści nie uległaby wielkiej zmianie...
Oczywiście czepiam się okropnie, ale tylko po to, żeby powiedzieć, że coming-out to bardziej skomplikowana sprawa, że nie zawsze po tym pstryk-jestem-gejem następuje szczęście forever. A dobrym tego świadectwem książka Dominiki Buczak i Mike'a Urbaniaka
Gejdar , zbiór wywiadów z gejami różnej maści (starymi, młodymi, takimi i owymi). I jest to pozycja warta polecenia, bo autorzy bardzo dobrze dobierają pytania i dociskają swych rozmówców dokładnie tam gdzie powinni (czyli tam gdzie stereotyp bierze górę nad rozsądkiem). I tu coming-out okazuje się kwestią dalece niejednoznaczną: czasami jest, czasami jest nie do końca, nie dla wszystkich i nie w każdym momencie. Czasami jest potrzebny, a czasami niemożliwy. Różnie.
A poza tym? Jaki wizerunek polskiego geja wyłania się z Gejdaru? Cóż, polski gej jest bardzo polski. Jak kiszony ogórek. Bywa estetą, bywa homofobem, bywa mizoginem. I bardzo często można go spotkać w okolicach kościoła.
Wojciech Kuczok, Senność, WAB, Warszawa 2008
Dominika Buczak, Mike Urbaniak, Gejdar, korporacja ha!art, Warszawa 2008.