Czy można być szczęśliwym gejem w Limie (stolica Peru)? Oczywiście, że tak, choć rzecz wymaga niejakiego wysiłku. Trzeba też spełnić kilka warunków, by sukces był bardziej prawdopodobny.
- Błażej Warkocki -
Należy być zatem przystojniakiem z dobrego domu. Nie od rzeczy byłoby, żeby mamusia katoliczka miała w swym pięknym domu ze czterech służących i jednego szofera. Do takiego domu chce się wracać na obiadki, choć jest się właścicielem niezłego apartamentu w centrum. Trzeba mieć też dobrze płatna pracę - na przykład w postaci własnego programu w telewizji. Bo co tu dużo ukrywać, trzeba mieć - zwłaszcza i przede wszystkim - pieniądze (nie jest to w żadnym razie peruwiańska specjalność: masz kasę jesteś gejem, nie masz - jesteś co najwyżej pedałem, to już całkiem potoczna świadomość).
Gdy już się to wszystko ma można na serio poszukiwać szczęścia. Szczęście natomiast przyobleka się w ciała przepakowanych blondynów (częściej) i pięknych dziewczyn (rzadziej). Ciała owe przechadzają się po ulicach, przesiadują w restauracjach, ale przede wszystkim balują w "niebie" (to nie wątek eschatologiczny, ale nazwa klubu). Aby szczęście było całkowite należy też wciągać kokę. Oczywiście czystą.
Tak mniej więcej prezentuje się życie szczęśliwego peruwiańskiego geja - Gabriela, bohatera naprawdę niezłej powieści Noc jest dziewicą Jaime'a Bayly'ego (rocznik 1965). Jeśli ktoś się spodziewa po tej latynoamerykańskiej prozie realizmu magicznego, to ostro się przejedzie. Nic takiego tutaj nie ma. Już raczej jest realizm narkotyczny, co jednak nie polega na wyliczance z odlotowych wizji. Przeciwnie. Wizji brakuje, a realizm dnia powszedniego unoszony jest przez naćpane zdania i frazy, przyspieszone jak kołatanie serca. Ta proza jest niejako na ciągłym haju.
I naprawdę nieźle się to czyta. Ogromna w tym zasługa tłumacza, którego w widoczny sposób bawi odnajdywanie różnych powiedzonek, kolokwializmów, przekleństw i przygodnych rymów, które mogły by być odpowiednikami tych hiszpańskich (nie znam hiszpańskiego, ale mam głębokie przeświadczenie, że ktoś tu się świetnie bawił, tłumacząc). Powtórzmy więc, że przyjemność czytania jest wielka, a każde zdanie wciąga się - sorry za banalne porównanie - jak jakiś biały proszek.
Zatem Gabriel jest gejem i kokainistą. Przedstawia nam swoje noce i dnie (w tej właśnie kolejności), ale - jak stoi powyżej - żadna z niego Niechcicowa. Przeciwnie, jest jedną wielką chodzącą i ćpającą erekcją. Wokół bowiem mnóstwo przypakowanych chłopców, a świat ocieka proszącą się o zaspokojenie żądzą. Choć jednak nasz bohater pieprzy się bez umiaru, to, jak w każdej powieści gejowskiej, jest tu też On. Piękny, niewinny, nieosiągalny. A jeśli osiągalny to tylko na moment, na zbyt krótką chwilę pospiesznego orgazmu i zbyt długie noce i dnie rozpamiętywania jego smaku. On ma na imię Mariano i gra w kapeli w "niebie". Marzy o muzycznej karierze, wciąga kokę i ma dziewczynę.
Książka nie byłaby tak świetna, gdyby nie pęknięcie w okolicach trzech czwartych liczby stron. Gabriel, dziecko szczęścia, malowany chłopak, gwiazda telewizji, ma wszystko czego dusza zapragnie. Prawdziwy twardziel i macho w wersji pedał. Świat stoi przed nim otworem, zwłaszcza gdy jest naćpany (bohater nie świat). Choć oczywiście coś go ssie w żołądku. Jakieś egzystencjalne nic, które boli. Pod koniec powieści nic od środka rozsadza macho-pedała. Pozostają tylko wątpliwości (to nie moje życie, nie tak miało być, muszę je zmienić zaraz po następnej działce dragów), rozgoryczenie (Mariano nigdy mnie nie pokocha) i jedno pragnienie (uciec, uciec z Limy, tutaj nie da się żyć).
Zatem na pytanie postawiona w pierwszym akapicie należy odpowiedzieć: w Limie da się być szczęśliwym gejem tylko czasowo. Ale ten czas można świetnie opisać.
Jaime Bayly, "Noc jest dziewicą", tłum. Tomasz Pindel,
muchaniesiada.com, Kraków 2007.
:)
Świetny tytuł, pomysł i w ogóle fajnie, że będzie taki cykl.