Prezydent ma kłopoty z trawieniem, to już nie tajemnica. Ale czyż ta prezydencka dyspepsja nie jest przypadkiem symptomem jakiejś głębszej niestrawności? Nie mnie psychoanalizować dostojną głowę państwa, pozwolę sobie jednak na pociągnięcię tej ryzykownej metafory...
Prezydent ma kłopoty z trawieniem, to już nie tajemnica. Ale czyż ta prezydencka dyspepsja nie jest przypadkiem symptomem jakiejś głębszej niestrawności? Nie mnie psychoanalizować dostojną głowę państwa, pozwolę sobie jednak na pociągnięcię tej ryzykownej metafory nieco dalej.
Wszystko wskazuje na to, że Lech Kaczyński nie trawi rzeczywistości. Upór, z jakim Pan Prezydent ignoruje niektóre, dość oczywiste, aspekty współczesnego świata, jest doprawdy zadziwiający. Jak zauważa wielu komentatorów, Lech Kaczyński zdaje się żyć w innej epoce. Nie potrafi albo nie chce zrozumieć skomplikowanych procesów społeczno-politycznych i kulturowych, jakie zachodzą we współczesnym świecie. Zamiast tego woli zawracać Wisłę kijem. Najbardziej widocznym przykładem jest oczywiście stosunek Pana Prezydenta do mniejszości seksualnych. I choć w pełni zasłużył sobie na miano gejożercy, to właśnie gejów i lesbijek Pan Prezydent nie trawi najbardziej (może dlatego, że kojarzą mu się z ciężkostrawnym tortem).
W poprzedniej epoce Lech Kaczyński nie trawił komunizmu. I to, siłą rzeczy, zapisuje mu się na korzyść, bo taka jest logika polityczno-historyczna w naszym kraju. Ale, jak już dzisiaj widać gołym okiem, nie tylko o komunizm tutaj chodzi. Ani nawet o nowego diabła -- liberalizm. Diabeł siedzi gdzie indziej -- w fundamentalnej, by nie rzec wręcz egzystencjalnej, niestrawności Pana Prezydenta.
Nie twierdzę przy tym, że na rzeczywistość trzeba się po prostu godzić. Wręcz przeciwnie, kiedy pewne elementy rzeczywistości postrzega się jako głęboko niesprawiedliwe, należy wyjść na ulicę i domagać się sprawiedliwości.
Pan Prezydent bardzo dba o "normalność" we wszelkich dziedzinach życia, przeoczył tylko fakt, że normy podlegają historycznym zmianom. Nie chcę, aby śmiano się z mojego Prezydenta, ale kiedy widzę, jak bardzo odbiega on od współczesnej normy, nie mogę oprzeć się myśli, że Pan Prezydent sam się na śmieszność wystawia. Kaczyński wydaje się wpasowywać w retorykę, której używali uczestnicy tzw. Marszu Pokoju, który na kilka godzin przed Marszem Równości przeszedł uliacami Warszawy. (Dlaczego nazywało się to marsz POKOJU, dalibóg do tej pory nie rozumiem.) Ok. 100 osób, najwidoczniej nieświadomych paranoiczności swojego hasła, skandowało "Świat oszalał, Polska nie!" Logika wariata, która nie przeraża tak bardzo na poziomie ulicy, ale musi budzić niepokój, kiedy staje się niepisaną zasadą polskiej polityki wewnętrznej i zagranicznej. I obawiam się, że prędzej czy później taka postawa odbije się nam wszystkim potężną czkawką.
Tomasz Sikora
TO BRZMI LEPIEJ
A TAK W ZASADZIE, TO PRZY TAKIK ZABURZENIACH, DIAGNOZA JEST JEDNA:
UśPIć!
moj - jako:
/Polanka
/wyborcy
/czlowieka?
Nie, moj on nie jest - niczym sie nie jego osoby mi zblizyc. A samo moje polskie obywatelstwo niczego tu jeszcze nie powoduje. On mi jest OBCY :/
http://lysakowski.blox.pl/html/