mówisz niewyraźnie - cmoknął z dezaprobatą. - Wysil się trochę.
- Rozmawiałeś kiedyś na przydechu? - zirytowałem się jego krytykanctwem, bo z wysiłku zaczynałem się już prawie dusić. - Alergia mnie trzepnęła, nos i zatoki mam zatkane, niby jak mam wciągać, mówić i oddychać jednocześnie? Nie wspominając o jedzeniu!
- Nie wygląda to najlepiej - zawyrokował Pietras na trzy godziny przed spotkaniem z Hubertem. - Robisz się jakiś siny na twarzy.
- Ale brzucha nie widać! - sapnąłem dumnie.
- I mówisz niewyraźnie - cmoknął z dezaprobatą. - Wysil się trochę.
- Rozmawiałeś kiedyś na przydechu? - zirytowałem się jego krytykanctwem, bo z wysiłku zaczynałem się już prawie dusić. - Alergia mnie trzepnęła, nos i zatoki mam zatkane, niby jak mam wciągać, mówić i oddychać jednocześnie? Nie wspominając o jedzeniu!
Pietras wzruszył ramionami, bowiem skala moich alergicznych uciążliwości nigdy do niego w pełni nie dotarła. Uparcie powtarzał, że to całe moje siorbanie, kichanie, a nawet wysypka i duszności, to nic więcej, jak mój sposób na zwrócenie na siebie uwagi.
- Leki weź - zarządził właśnie.
- Wziąłem - westchnąłem i złośliwa fałdka znów wynurzyła się spod krawędzi koszulki. - Podwójną dawkę nawet. Więcej nie mogę, bo zasypiam. Zresztą i tak muszę się dopalać kawą. No i nie powinienem pić alkoholu, bo mi wszystko puści i zasmarczę się do ziemi.
- Ty lepiej uważaj, żeby ci brzuch nie puszczał! - napomniał Pietras, bo w ferworze zapomniałem o celu nadrzędnym.
- Do bani z tym wszystkim! - żachnąłem się całą zawartością płuc. - Po cholerę w ogóle dałem ci się w to wrobić?
W zakupionym przez Pietrasa t-shircie oraz w zaleconym przez niego uczesaniu wyglądałem jak ostatni palant, czego nie omieszkałem powiedzieć na głos. Pietras spojrzał na mnie jakoś dziwnie i pocieszył mnie, że może Hubert tego nie zauważy. Cały czas upierał się, że leci na mnie do tego stopnia, że naprawdę wszystko jedno, jak mu się pokażę. Najważniejsze, żebym zachowywał się naturalnie.
Zabrzmiało to osobliwie w ustach człowieka, który całe popołudnie starał się, żebym przypominał siebie w jak najmniejszym stopniu: nawoskowana fryzura sterczała fantazyjnie na wszystkie strony, brodę zdobiła podfarbowana szczecinka, jakiej nigdy w życiu sam bym nie zapuścił, a koszulka piła nieznośnie pod pachami. W dodatku była syntetyczna, a ja pocę się w syntetykach, i na samą myśl o tym robiło mi się nieznośnie gorąco, a ramiona nieźle ćmiły po stu pompkach, wykonanych przed południem w firmowej toalecie.
W tych warunkach symulowanie braku brzucha wydawało się nieco ponad moje siły. Coś we mnie pękło ostatecznie. Nie zważając na protesty pietrasa i po krótkiej z nim szarpaninie zdarłem z siebie srebrzyste draperie, doprowadzając do ruiny staranną kompozycję włosów, i założyłem ulubioną koszulkę w zielono-brązowe prążki, która miała tę niepodważalną zaletę, że była dużo luźniejsza.
Potem poszedłem się ogolić.
koosie