Gejowsko-lesbijska Warszawa bawiła się tego wieczoru globalnie, jednak oficjalne zwieńczenie dnia i Parady odbyło się w klubie Skarpa. Fakt, w porównaniu do codziennych knajpianych stawek suma 35,- złotych za wejście mogła wydać się lekko szokująca, ale 1) nie codziennie świętuje się taki dzień, 2) niecodziennie ogląda się recital Jimmy'ego Somervilla i jednocześnie 3) zyskuje możliwość obejrzenia na żywo, jak naprawdę wyglądają różne osoby zwykle migające tylko w telewizorach...
Gejowsko-lesbijska Warszawa bawiła się tego wieczoru globalnie, jednak oficjalne zwieńczenie dnia i Parady odbyło się w klubie Skarpa. Fakt, w porównaniu do codziennych knajpianych stawek suma 35,- złotych za wejście mogła wydać się lekko szokująca, ale 1) nie codziennie świętuje się taki dzień, 2) niecodziennie ogląda się recital Jimmy'ego Somervilla i jednocześnie 3) zyskuje możliwość obejrzenia na żywo, jak naprawdę wyglądają różne osoby zwykle migające tylko w telewizorach.
Tyle założeń na początek, całość okazała się warta swojej ceny, chociaż doliczyć do niej trzeba było także odpowiednio drogie alkohole. W żaden sposób nie wpłynęło to jednak na poziom zabawy - a może właśnie wpłynęło...?
Odpowiedni do okazji - gala połączona z występami - wydaje się wybór miejsca. Dla siedzących loże z widokiem na scenę, dla tańczących - parkiet, do tego przestronne kuluary dla spragnionych dyskretniejszej i spokojnej rozmowy, kilka barów. Przede wszystkim pochwalić należy jednak różnorodność repertuaru i propozycji na spędzenie wieczoru.
Zanim na scenie pojawiła się Gwiazda Wieczoru, zbierającą się, a następnie zebraną publikę bawili po kolei Maciek Kaczka i zespół Plateau.
Pierwszy dzielnie reperezentował Kraków, choć przyznać trzeba, że w okolicznościach poparadowych czuł się jakby nieco nie z tej bajki, a wzajemna nonszalancja po obu stronach pociągnęła w dół występ, który przy liczniejszej i bardziej skupionej widowni mógłby przekształcić się w niezły performance człowieka-orkiestry. Błyskotliwe teksty, niezbyt niestety wyraźnie podane, ginęły w narastającym gwarze otoczenia.
Nie groziło to na szczęście produkcjom Plateau, nie tylko dzięki pełniejszej sali i porządnemu nagłośnieniu, stosownym do gęstego łojenia gitarowego, ale także dzięki pozytywnej dawce zadziornej energii. Chłopaki grali naprawdę przyzwoicie i różnorodnie, ale mimo ich wysiłków nadal dominowały pozycje siedzące.
Dopiero pojawienie się, sporo po północy, Jimmy'ego Somervilla poderwało zgnuśniałą publikę na nogi. Zapewne wystarczyłoby, gdyby puszczono jego klasyczne kawałki z taśmy, ale wokalista dał zaskakująco dobry pokaz swoich możliwości. Większość przebojów zaprezentował z przearanżowanych wersjach (kultowy Smalltown Boy na przykład w formie spokojnej ballady), nie oszczędzał głosu, który mimo upływu lat jakby nic nie stracił z siły, i na żywo brzmiał doskonale. Między piosenkami konwersował swobodnie z publicznością, nie fraternizując się jednak ponad miarę. Skromna oprawa sceniczna (przyzwoity dwuosobowy chórek z niemrawymi układami) mało komu przeszkadzała, bo i tak wszyscy szaleli już na parkiecie, by na koniec kilkuminutowymi oklaskami i tupaniem wyprosić bis.
Mimo późnej pory okazało się, że nawet po takim szaleństwie wszystkich czekają jeszcze spore atrakcje. Pandora oraz Daruma stanęły na wysokości zadania, przez kolejną godzinę dając pokaz swoich wokalnych i dramatycznych Umiejętności. W międzyczasie na scenie pojawiały się kolejne osobistości, organizatorzy parady, goście z zagranicy - politycy oraz inicjatorzy Paktu Warszawskiego 2006. Przywołana została nawet sławetna kwestia tożsamości Bolka i Lolka, a przynajmniej tego ostatniego. O ile nasze telewizje podpierają się w swych argumentach fragmentami, w których chłopcy podglądają Tolę, na ekranie Skarpy pokazano scenkę, dowodzącą czegoś zgoła odmiennego: podczas zabawy w ślub Bolka z Tolą, Lolek przebrany za dziewczynkę życzy pomyślności i obcałowuje pana młodego, który wkrótce odkrywa mistyfikację, i oburzony zdziera Lolkowi perukę.
Dopiero po wszelkiego formatu podziękowaniach w obie strony zainaugurowano część dyskotekową wieczoru, co dało wyraźny sygnał do migracji widowni - tak w stronę parkietu, jak i drzwi wyjściowych. Podsumowując: wieczór w Skarpie okazał się sprawnie zorganizowaną, różnorodną rozrywką na poziomie wyraźnie wyrastającym ponad propozycje zwykle serwowane na podestach gejowskich lokali w Polsce (no, może poza koncertami nieśmiertelej Maryli... :) Ja swoich 35 złotych nie żałuję.
A to przecież była zaledwie przygrywka do tygodnia kultury gejowskiej Stolicy. Szkoda, że to tylko jeden taki tydzień w roku i że nie dostałem urlopu ;)
Marcin Pietras
Po pierwsze bylo za glosno, nie pisze tu o muzyce, to kwestia gustu, ale zbyt glosno, nie mozna bylo rozmawiac nie krzyczac. po drugie, wystepy DQ dopiero po wystepie "gwiazdy", a przeciez mozna bylo puscic artystki wczesniej, zamiast umcu umcu i Plateau. Podobalo mi sie bardziej rok temu w Paradise, byl luz i atmosfera fajna, bo klubowa. Skarpa raczej straszy wystrojem niz zacheca do zabawy. No i te dlugie podziekowania, w Paradise odbywalo sie to z wdziekiem i humorem, tu z niesamowita pompa.
W tym roku polscy geje i lesbijki bawili sie raczej gdzie indziej, na sali bylo za to mnostwo niemieckich gosci - moze Polakow odstraszyla cena? A Jimmi?? wypada sie cieszyc, ze w ogole sie zgodzil i cos dla nas zrobil. Generalnie wrazenia mam nie najgorsze, ale nie lubie takich reliktow przeszlosci jak Skarpa.
Pragne nadmienic, ze wczorajsza frekwencja w Lunie na festiwalu z okazji dni rownosci nie byla powalajaca (za wysoka cena??), a szkoda, filmy swietne.