- Zastanawiająca kompozycje - powiedziałem czym prędzej.
- Cudowne ujęcie ciała - przytaknęła Psiunia. - Skrajnie fragmentaryczne.
- I te barwne smugi - w KoKo obudził się duch znawczyni - rozbryzgane między dłońmi i stopami, niczym światło, albo strumień utajonej świadomości...
- To sperma z prześcieradeł - odezwał się Pietras, zajęty dotąd masowym spożywaniem krakersów. - Igor nigdy nie śpi dwie noce na tym samym. Wieczorem ściele, a rano utrwala i wyrzuca...
- I jak wam się podoba? - zawołała Koko z daleka, zanim dolawirowała do bufetu, z Psiunią uwieszoną u boku. Swoimi kreacjami budziły wśród mijanej gawiedzi w galerii większe zainteresowanie, niż wszystkie wystawione prace razem wzięte.
- Doskonałe koreczki - wymamrotałem dyplomatycznie, bo jaskrawe bohomazy, powielone na trzydziestu fotogramach, nie robiły na mnie szczególnego wrażenia.
Po co dałem się Pietrasowi namówić na wernisaż? Igora nawet nie lubię, i łudziłem się głupio, że nie spotkam nikogo znajomego. Brakowało tylko Siostrzyc deBiżu, które natychmiast domyślą się wszystkiego, zwłaszcza brzucha!
Na szczęście były zbyt podekscytowane, by zwrócić na mnie uwagę.
- Bo my jesteśmy zach-wy-co-ne! - stwierdziła Psiunia z ekstazą w prawym oku. Lewym wypatrywała potwierdzenia ze strony przyjaciółki.
- Wszystkie mają męskie imiona w tytule - szepnęła konspiracyjnie Koko.
- Przecież to cykl "Moi mężczyźni" - napomniała ją Psiunia - Niby jak Igorek miał je ponazywać?
- To czemu nas tam nie ma? - zachichotała Koko, a Psiunia puściła do niej oko. Doświadczyłem właśnie jednej z iluminacji, gdy przypomniały sobie, że są facetami.
- Zastanawiająca kompozycje - powiedziałem czym prędzej.
- Cudowne ujęcie ciała - przytaknęła Psiunia. - Skrajnie fragmentaryczne.
- I te barwne smugi - w KoKo obudził się duch znawczyni - rozbryzgane między dłońmi i stopami, niczym światło, albo strumień utajonej świadomości...
- To sperma z prześcieradeł - odezwał się Pietras, zajęty dotąd masowym spożywaniem krakersów. - Igor nigdy nie śpi dwie noce na tym samym. Wieczorem ściele, a rano utrwala i wyrzuca.
- Utrwala? - wyszeptała Koko.
- Cyfrówką. Ma specjalny stelaż.
- Znaczy, że co? - zapytała Psiunia niepewnie.
Pietras pokiwał głową.
- Płyny fizjologiczne - przytaknął i ugryzł kolejne ciastko. - Zdaje się, że faktycznie, najpierw przez coś przepływały.
Jako że jego komunikat chwilowo odebrał wszystkim mowę, poczuł się zobowiązany coś dodać.
- I pokarmy - uzupełnił. - Igor uwielbia zabawy z jedzeniem. Potem podkoloruje, zmontuje, i esy-floresy jak znalazł. To się nazywa sztuka konceptualna.
Panie spojrzały po sobie, coś mignęło im w oczach, a mrowienie w wytwornie obutych stópkach stało się widoczne gołym okiem.
- Zaraz wrócimy - powiedziały jednym głosem i już krążyły po całej wystawie, z nosami przytkwionymi do zdjęć pod szybami.
- Sprawdzają, kto ma największy wytrysk - zaśmiał się Pietras i sięgnął po kolejnego krakersa.
- Przeczuwam, że wesprą artystę i coś kupią - dorzuciłem. Spojrzałem na niego i spytałem: - Ty poważnie? Z tymi płynami?
Pietras wzruszył ramionami.
- Ludzie robią dziwniejsze rzeczy...
Spojrzałem na całkowicie rozkojarzone Siostrzyce i musiałem przyznać mu rację.
koosie